Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Przedawkowanie prowincji (Krzysztof Varga, „Czardasz z mangalicą”)

Posted on 15 listopada 20166 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Czardasz z mangalicąNa Węgrzech wszystko, co nie jest Budapesztem, jest prowincją. Krzysztof Varga podczas swych licznych podróży po kraju jeździ między miastami o nazwach nie do wymówienia, takich jak Niyergihaza, Kiskunfélegyháza czy Hodmezővásárhely i patrzy, smakuje, szuka ich cech wspólnych albo wskazuje odrębności. Krąży bez konkretnego planu i bez konkretnego planu ukazuje też czytelnikowi kraj swojego ojca.

Pierwsza węgierska książka Vargi, „Gulasz z turula”, była znakomita: miałem wrażenie, że Varga wydestylował samą esencję węgierskości – od kuchni przez pomniki po melancholię i wciąż żywą tęsknotę za latami dawnej świetności. W „Czardaszu z mangalicą” też znajdziemy to wszystko, tyle że teraz potrawy nie budzą apetytu, a jedynie wspomnienie bólu wątroby, miasta zaś są przygnębiająco podobne do siebie. Autor deklaruje: „Czuję prawdziwą, beznadziejną sympatię do węgierskiej prowincji, mam sentyment do tej spokojnej nudy, pod którą kryją się jakieś groźne emocje”. Nie mam powodu wątpić w szczerość tej deklaracji, jednak Vardze nie udało się tej sympatii przekazać; dominuje ta „spokojna nuda”, o „groźnych emocjach” nie ma co wspominać. Odnosiłem wrażenie, że to wina przyjętego sposobu opowiadania: punktem wyjścia staje się, na przykład, zbieranie znaczków czy stare menu z prowincjonalnej restauracji, a potem idą kolejne skojarzenia i dygresje, aż wreszcie przestajemy mieć pojęcie gdzie jesteśmy i do czego to wszystko zmierza. Może to wywoływać przyjemny zawrót głowy, ale może też przyprawiać o objawy choroby lokomocyjnej. Lub dyskretne poziewywanie.

Wraca Varga do tematów znanych z poprzedniej książki: rozpamiętywania klęsk narodowych i utraconego złotego wieku, chociaż dorzuca do nich gorzką refleksję o nasilaniu się nacjonalizmu:

Nacjonalista w tym sensie, w jakim go dziś widzimy, nigdy nie pojmie istoty swego narodu, on się będzie wyłącznie masturbował swoją narodowością, a przyjemne to zajęcie, owszem, rozładowuje stresy, ale nie pobudza do głębszej refleksji. Masturbacja, także masturbacja narodowa, zawsze będzie tylko namiastką miłości, ponieważ miłość, także do swojego narodu, aby była prawdziwa i głęboka, musi być jednak skomplikowana i trudna. […] Narodowiec […] traktuje swoją ojczyznę powierzchownie, a to znaczy, że traktuje źle.

Niemal obsesyjnie analizuje też Varga napotykane po drodze pomniki. Zauważa, że oprócz powszechnych upamiętnień poległych podczas I wojny światowej coraz częściej pojawiają się też pomniki związane z II wojną światową, co oznacza, że Węgrzy zaczynają przepracowywać ten bolesny i przez dziesięciolecia wstydliwy okres swojej historii. Ale obserwuje także, że postawienie pomnika zwalnia od dalszych obowiązków wobec bohaterów. Pisze brutalnie:

[…] ogromna ilość ptasiego gówna, która spływa po popiersiach wielkich Węgrów, wszyscy oni, twórcy i piewcy węgierskiej kultury i węgierskiego narodu są dokumentnie obsrani przez szegedzkie gołębie. […] wszyscy obsrani mniej lub bardziej, cieknie im to ptasie gówno po włosach, twarzach, spływa na piersi, i najwidoczniej nikogo nie obchodzi to, że ci, o których węgierskie dzieci uczą się w szkołach […], wszyscy oni stoją obsrani. Ponieważ naród jest jak stado gołębi, tak naprawdę sra na swoich wielkich mężów, sławi ich, bo sławić wypada, bo sławić jest przyzwyczajony i oburza się, gdy ktoś nie sławi, sławi za mało albo sławi bez przekonania, ale nie przeszkadza mu, że wszyscy ci wielcy mężowie stoją lub leżą obsrani, ponieważ lud ma swoich wielkich artystów tam, gdzie ich mają gołębie.

Są też wątki nowe: choćby wszechobecność chińszczyzny; jest też, o ile pamiętam nieobecna w „Gulaszu z turula”, duża liczba odniesień do literatury, która staje się punktem wyjścia do refleksji ogólniejszych o stanie Węgier i Węgrów. „Czardasz z mangalicą” to książka nierówna, miejscami przyciężkawa, męcząca w swej dygresyjności (choć są i dygresje znakomite, i ciekawe opowieści, jak choćby o wsiach trucicielek) i powtarzalności pewnych obserwacji i wniosków. Jeśli to skutek oddziaływania węgierskiej prowincji, to chyba lepiej unikać jej przedawkowania.

Krzysztof Varga, Czardasz z mangalicą, Czarne 2014.

 

18 thoughts on “Przedawkowanie prowincji (Krzysztof Varga, „Czardasz z mangalicą”)”

  1. Bazyl pisze:
    16 listopada 2016 o 09:53

    A ja już w „Gulaszu …” jakoś się zagubiłem, choć przyznaję, że były tam fragmenty wielce smakowite i nie piszę tu tylko o opisach madziarskich kulinariów, które można by prezentować w reklamach środków na wypęk brzuszka :P

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      16 listopada 2016 o 10:16

      Gulasz był gulaszem, dużo różności i smakowitości w nim pływało, ale ten czardasz dla mnie zbyt zakręcony :D

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        16 listopada 2016 o 10:20

        Nie udzielało się w kółku tanecznym i stąd skutki :P

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          16 listopada 2016 o 10:28

          Gorsze skutki byłyby, gdybym się w tym kółku udzielał z moim poczuciem rytmu :P

          Odpowiedz
  2. czytankianki pisze:
    17 listopada 2016 o 09:40

    Nierówny Varga to rzecz dla mnie nowa, bo jak dotąd autor pisał co prawda różnie, ale zawsze konsekwentnie, na wyrównanym poziomie. Ale się zobaczy.;)
    Jeśli są odniesienia do literatury, to już jest nieźle, choć z drugiej strony brutalizm widoczny w przytoczonym fragmencie nieprzyjemnie mnie zaskakuje – czy na pewno był konieczny? Jakieś takie to aroganckie.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      17 listopada 2016 o 09:55

      Poziom stylistyczny jest równy, nie narzekałem. Nierówność dotyczy raczej tego, że są partie, które mnie znudziły, są też powtórzenia i nieco dłużyzn.
      Co do brutalizmu i arogancji, to Vardze się włączył tryb marudy, którego nie było w „Gulaszu”. Tam mu się różne rzeczy mogły nie podobać, ale nie odczuwało się ani arogancji, ani potępienia czy zniesmaczenia. A tu się wyczuwa miejscami, tak jak w tym cytacie o gołębiach. Może krytycyzm mu się wyostrzył z wiekiem. Albo uznał, że pójdzie w kontrowersyjność. W każdym razie deklaruje, że kocha tę węgierską prowincję, a czytelnik ma jednak wrażenie przeciwne.
      Na dodatek Varga deklaruje, że nie lubi „Tajemnicy Abigel” Szabo (duża podpadziocha). Dla wyrównania zachęcająco pisze o „Szkole na granicy” Ottlika i zamierzam to przeczytać :)

      Odpowiedz
  3. czytankianki pisze:
    17 listopada 2016 o 13:20

    O „Szkole na granicy” wysmażył kiedyś sążnisty artykuł i chyba rzeczywiście jest pod wrażeniem tej książki.
    Mnie już jego marudzenie i kąśliwość dobijają, ale nie powiem, węgierską trylogię mam zamiar kiedyś ukończyć. Czy dużo pisze o kobietach, które mężów wytruły?

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      17 listopada 2016 o 13:23

      Jak to dobrze, że nie jestem na bieżąco z jego felietonami, jeszcze bym marudził z powodu wtórności :)
      Ja sobie planowo odpuszczę „Langosza”, chyba że mnie ktoś przekona, że to naprawdę bardzo dobre. Ale podejrzewam, że Węgry to za mały kraj na trylogię i już tylko powtórki będą :D A o trucicielkach jest tak z pół ostatniego rozdziału, całkiem sporo.

      Odpowiedz
  4. Pożeracz pisze:
    17 listopada 2016 o 17:36

    Ja na razie czytałem jedynie „Masakrę”, która zresztą miała szczęście być jedną z pierwszych recenzowanych na mym zacnym blogu. Proza mi się podobała. Co ciekawe – tam też występował motyw pomnika i defekacji ptasiej na tenże pomnik. Jakaś fobia? ;)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      17 listopada 2016 o 20:01

      Sugerujesz, że Varga popada w autoplagiaty? Nieładnie :)

      Odpowiedz
  5. Wyspy Kultury pisze:
    28 grudnia 2016 o 22:24

    A czytałeś może „Langosz w jurcie” Vargi? Jego ostatnia książka. Jestem ciekawa Twojej opinii, bo ja się autentycznie nudziłam czytając trzecią część. Myślałam, że mnie wciągnie, pochłonę w drodze do pracy i z pracy, skoro mieszkam na Węgrzech, a tu było rozczarowanie.

    Odpowiedz
  6. visage zacofany.w.lekturze pisze:
    28 grudnia 2016 o 22:29

    Planowałem przeczytać wszystkie trzy, ale w obliczu słabości „Czardasza” następną postanowiłem sobie odpuścić, szczególnie że spotkałem się z kilkoma opiniami, że to nudziarstwo. Nie zamierzam się zanudzać tylko po to, żeby mieć zaliczony komplet :)

    Odpowiedz
  7. Boję się, nie będzie co czytać pisze:
    4 stycznia 2017 o 14:21

    Z tą częścią trylogii trochę jest tak, jak z płytami zespołów: pierwsza jest świetna, a pozostałe… bywa różnie :)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      4 stycznia 2017 o 14:25

      Ale zawsze się ma nadzieję, że to inny przypadek :)

      Odpowiedz
      1. Boję się, nie będzie co czytać pisze:
        4 stycznia 2017 o 14:26

        Owszem! I dlatego przeczytałem i mimo zastrzeżeń – nie żałuję.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          4 stycznia 2017 o 14:29

          Zaryzykujesz trzeci tom?

          Odpowiedz
          1. Boję się, nie będzie co czytać pisze:
            4 stycznia 2017 o 14:36

            Przeczytałem (prawie) wszystko co wydał Varga. Takie zboczenie :)

            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              4 stycznia 2017 o 14:37

              Nie wydaje się bardzo szkodliwe :)

              Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT