Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Fluidy zła (Stephen King, „Jasność”/ „Lśnienie” – wersja audio)

Posted on 22 grudnia 20166 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

LśnienieZło wsiąka w mury, ściany i sufity. Na pozór znika, ale przyczaja się tam w oczekiwaniu na kogoś, kto odbierze jego sygnały; czyj umysł otworzy się na złowrogie podszepty, da sobą pokierować i popełni kolejne okrucieństwa, które zasilą pulę diabelskich mocy. Hotele, szczególnie te najstarsze, to prawdziwe rezerwuary fluidów zła; widziały zgony z przyczyn naturalnych i gwałtownych, zabójstwa, strzelaniny, cudzołóstwa, intrygi… A ze wszystkich hoteli najbardziej burzliwą przeszłość ma górski hotel Panorama.

Pięknie położony i luksusowo wyposażony jest dostępny tylko przez część roku. Od września do maja pozostaje zamknięty, bo w każdej chwili śniegi mogą odciąć dojazd. Wtedy w budynku pozostaje tylko dozorca, który ma dokonywać drobnych napraw, a przede wszystkim dbać o ogrzewanie, obsługując przedpotopowy piec. Idealna robota dla kogoś, kto potrzebuje pieniędzy, ale i spokoju, by dokończyć pisanie sztuki teatralnej. Idealna robota dla aspirującego pisarza Jacka Torrance’a, eksalkoholika,  nauczyciela wyrzuconego ze szkoły za pobicie ucznia. Jego żona Wendy ma nadzieję, że pobyt w górskim ustroniu scementuje ich nieco nadwerężony związek, a pięcioletni Danny cieszy się, że między rodzicami jest lepiej niż w przeszłości. Widzi to w swym umyśle, potrafi też zresztą odczytywać myśli rodziców, a od czasu do czasu nawiedza go „niewidzialny przyjaciel”, który podsuwa mu obrazy rozmaitych wydarzeń. Im dłużej Torrance’owie przebywają w Panoramie, tym wizje te są bardziej krwawe i przerażające.

Obserwujemy bezpardonowy pojedynek: mary przeszłości chcą dopaść małego Danny’ego, a ich narzędziem staje się Jack, coraz agresywniejszy i irracjonalny, odczuwający coraz większe pragnienie alkoholu, nieświadomie dążący do autodestrukcji i pociągający za sobą najbliższych. W miarę zagęszczania się atmosfery grozy poznajemy mroczną historię hotelu: wszystko objawia się Torrance’om, zagnieżdża w ich umysłach – i umysłach czytelników. Podskórny niepokój narasta z każdą sceną, wręcz nieznośny, a równocześnie hipnotyzujący. Gdy napięcie staje się zbyt nieznośne, możemy odłożyć książkę – bohaterowie jednak nie mogli wyrwać się spod wpływu Panoramy.

hotel Panorama„Jasność” – czy, jak woli wydawca, „Lśnienie” – idealnie nadaje się na słuchowisko. Wielką rolę odgrywają przecież w powieści rozbrzmiewające w głowach bohaterów myśli, emocje własne i cudze, strzępy dialogów i wspomnień. W druku to wszystko zapisywane jest w (często piętrowych) nawiasach, tu jednak użyto nakładających się na siebie fraz tekstu, co daje niepokojący efekt. Do tego równie niepokojąca muzyka Krzysztofa Ścierańskiego i całe bogactwo odgłosów w tle – wyobraźnia zaczyna pracować pełną parą.

Ta obfitość pieczołowicie odtworzonych dźwięków stanowi oprawę dla kreacji aktorskich. Absolutnym mistrzostwem wykazuje się Krzysztof Gosztyła jako narrator, bezbłędnie dopasowujący się do tempa i nastroju poszczególnych scen i przyćmiewający resztę obsady. Adam Woronowicz jako Jack Torrance trochę mnie irytował nieco histeryczną manierą, choć sceny finałowego szaleństwa były godne uznania. Niewiele do zagrania miała Agata Kulesza jako Wendy, żona Jacka, choć i ona w finale pokazała swoje możliwości. Zaskoczył mnie Bernard Lewandowski, odtwórca roli pięcioletniego Danny’ego – słychać wprawdzie, że chłopiec jest starszy, ale wypada bardzo wiarygodnie. Tłumaczenie Zofii Zinserling ma co prawda ćwierć wieku i miejscami brzmi lekko archaicznie, ale mimo to świetnie się sprawdziło; dialogi brzmią, poza drobnymi wyjątkami, dość naturalnie. Miałbym tylko jedną uwagę do wydawcy – jeśli się zmienia oryginalny tytuł książki na inny, warto sprawdzić, czy jednak nie jest on organicznie związany z tekstem (a w tym wypadku jest, i to mocno).

„Lśnienie”, zrealizowane z niezwykłym rozmachem i pieczołowitością, to niemal doba teatru wyobraźni najwyższej jakości, sugestywnego i wręcz uzależniającego (wbrew własnym planom przedłużyłem porządki, żeby dotrzeć do końca!). Lepiej nie słuchać po zmroku w pustym domu, w końcu nie wiadomo, co tkwi w niby dobrze znanych nam ścianach…

Stephen King, Jasność, tłum. Zofia Zinserling, Iskry 1990.
Stephen King, Lśnienie, tłum. Zofia Zinserling, scenariusz i reżyseria: Janusz Kukuła, Prószyński i S-ka–Audioteka 2016.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

16 thoughts on “Fluidy zła (Stephen King, „Jasność”/ „Lśnienie” – wersja audio)”

  1. Elenoir pisze:
    22 grudnia 2016 o 23:24

    A ja wciąż pozostaję pod wrażeniem niesamowitej kreacji Jacka Nicholsona w filmie Kubricka. Na pewno można zagrać Torrance’a inaczej, ale nie wiem, czy lepiej. Kiedy w ubiegłym roku wzięłam się wreszcie za czytanie pierwowzoru, to i tak wciąż miałam przed oczami sceny z filmu, a bohaterowie wyglądali – w mojej wyobraźni – jak aktorzy.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      29 grudnia 2016 o 22:57

      Ja chyba widziałem tylko tę drugą wersję, podobała mi się. Aczkolwiek wśród ekranizacji Kinga wygrywa Misery z Kathy Bates :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    23 grudnia 2016 o 09:29

    „Lśnienie” znam. Książkę i filmy (Kubrick wiadomo, ale i ten z Weberem jako Jackiem był naprawdę niezły). Chyba zatem pora na słuchowisko. Tyle, że z tego co piszesz wyłania mi się obraz całkiem niezłego straszaka, a Ty mi to polecasz na nocne bieganie koło lasu. Nieładnie! :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      23 grudnia 2016 o 09:48

      Ja oglądałem chyba tylko ten z Weberem, faktycznie niezły. Polecam Ci do ciemnego lasu, bo pewnie jakieś zło wyłazi mi ze ścian i każe namawiać innych do złego :D Poza tym nie mów, że bałbyś się słuchać horroru w ciemnym lesie :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        23 grudnia 2016 o 10:48

        Ja się boję myśli o pobycie w ciemnym lesie, a co dopiero słuchania w nim horrorów. Jeśli już się wyprawiam, to zawsze z muzyką na uchu. Wiem, wiem, że nierozsądnie, bo a to dzik, a to myśliwy i w sumie nie wiadomo co groźniejsze :P
        Swoją drogą, to miło, że słuchowiska wracają do łask. I miło, że mamy te wszystkie hdtv czy 3d, a porządnie zrealizowana produkcja audio potrafi nam napędzić porządnego stracha. Może nie takiego jak swego czasu dzieło Wellesa, ale mimo wszystko … :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          23 grudnia 2016 o 10:57

          W ciemnym lesie to raczej Ciebie powinni się bać, czy dziki, czy myśliwi :)
          Przez chwilę kusiło mnie porównanie do „Wojny światów”, ale nie chciałem przeginać. W każdym razie sugestywność naprawdę jest duża, miałem parę razy porządnie ciarki wszędzie.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
      2. Elenoir pisze:
        23 grudnia 2016 o 22:51

        Nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby zagrać Torrance’a choćby w połowie tak genialnie jak Jack Nicholson. Scenę z kijem bejsbolowym mogłabym oglądać dziesięć razy pod rząd i by mi się nie znudziła.

        PS. Wczoraj nie mogłam tutaj dodać komentarza, w każdym razie ten, który wysłałam, nie pojawił się na blogu.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
  3. czytankianki pisze:
    23 grudnia 2016 o 12:13

    Kukuła ma dobrą rękę do słuchowisk.
    Trochę przeraża mnie ta „doba słuchania”, ale dla Woronowicza chociaż spróbuję.;) Niesamowite, z jaką łatwością wciela się w kanalię, a innym razem świętego.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      23 grudnia 2016 o 12:18

      U mnie ta doba ciągnęła się chyba półtora tygodnia, chociaż z trudem wyłączałem nagranie w chwili wejścia do domu. Na szczęście na końcówkę miałem porządki i mogłem dokończyć. W życiu nic tak nie pucowałem, jak wtedy :)
      Moim zdaniem Gosztyła przebił wszystkich, Woronowicz dobry, a niekiedy bardzo dobry, ale chyba trochę przesadzał. Żałuję, że Kulesza nie miała wiele do zagrania, bo ją bardzo lubię.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        23 grudnia 2016 o 12:23

        Też lubię Kuleszę, ale jakoś nie bardzo wierzę w siłę jej głosu.;( No, może do czytania skandynawskich kryminałów byłaby dobra. Przesadzam?

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          23 grudnia 2016 o 13:21

          Ja ją znam tylko z bajek, których słucha moja córka :) Ale to ostatnia aktorka, która by się nadawała do roli potulnej Wendy, roznosi ją temperament, który nie ma ujścia aż do finału.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  4. czytanki.anki pisze:
    23 grudnia 2016 o 19:23

    Faktycznie niekoniecznie dobry wybór. Ale nie można być dobrym we wszystkim.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      23 grudnia 2016 o 20:44

      Ale mówisz o Kuleszy czy specjaliście, który ją obsadził? :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Pożeracz pisze:
    27 grudnia 2016 o 14:19

    Nie przepadam za książkowymi horrorami, nie przepadam też za Kingiem, ale „Lśnienie” w formie audiobooka wydaje mi się kuszące. Zwłaszcza, że obsada przednia. Tylko kiedy ja będę tego słuchał? ;) W tramwaju to czytam już.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      27 grudnia 2016 o 14:21

      Prz gotowaniu, ścieraniu kurzu, myciu wanny, wyrzucaniu śmieci… Możliwości jest wiele :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Pingback: Mam sześć lat – Beznadziejnie zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d