Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Niby mucha w pajęczynę” (Pandelis Prevelakis, „Kronika pewnego miasta”)

Posted on 12 października 201714 lipca 2022 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Kronika pewnego miasta

 

Literatura potrafi wzbudzać tęsknoty i tęsknoty zaspokajać. Pandelis Prevelakis swą książką złożył hołd rodzinnemu miastu, dając wyraz własnej nostalgii i próbując ją odegnać wspominaniem ulic, placów, sklepików, portu, a przede wszystkim ludzi – krewnych, sąsiadów, charakterystycznych typów spotykanych na co dzień. Równocześnie „Kroniką pewnego miasta” zapewne w wielu czytelnikach wzbudził tęsknotę za ciepłym słońcem odbijającym się od białych domów, za urokliwym labiryntem zaułków pełnych kramów i widokiem błękitnego morza.

Prevelakis opuścił Réthimno na Krecie w 1917 roku, gdy wyjechał na studia. Pozostawił za sobą wiele stuleci burzliwej historii: w IX wieku miasto zagarnęło Bizancjum, w XIII stuleciu Wenecja, w połowie XVII wieku Turcja, a w przeddzień pierwszej wojny światowej Réthimno wróciło do Grecji. Było to miejsce krzyżowania się kultur, religii i zwyczajów, mieszania smaków i zapachów, baśni i opowieści, w początkach ubiegłego stulecia będące już tylko wspomnieniem dawnej świetności, podupadającym prowincjonalnym miasteczkiem. „Kronika” to próba wskrzeszenia dawnej chwały i przechowania pamięci o niej dla kolejnych pokoleń, dla czasów, gdy „zamilkną jego bazary, w gruzach legną stocznie i kiedy najlepsze dzieci ulecą na cztery strony świata”.

Prevelakis snuje swoją opowieść niczym miejski bajarz:

„Słowo krzyżuje się ze słowem, zmyślenie ze zmyśleniem, jak na warsztacie tkackim wątek z osnową. Dusza daje się złapać w tę sieć niby mucha w pajęczynę. Zapomina się człowiek, poddaje urzekającej melodii, dyszy w ciężkich chwilach, zasiada wygodniej, by słuchać zabawnych przygód…” Dałem się w tę sieć pochwycić od pierwszego zdania, urzeczony melodyjnością frazy, barwnością i egzotyką opisu, ciepłem bijącym z tej gawędy, która snuje się swobodnie, niby to meandrując, a jednak konsekwentnie realizując zamiar autora. Wychodząc od opisu położenia miasta, wchodzimy coraz głębiej w jego uliczki i zaułki, zwiedzamy główną handlową arterię, poznajemy kupców, ich klientów i towary, rzemieślników, Turków i chrześcijan, ich zwyczaje i święta, codzienną krzątaninę, budowle, malowidła, przyrodę i cmentarze. Słuchamy rozmów, lokalnych anegdot, poznajemy epizody z dziejów Réthimno, gdzie w „letni wieczór, o godzinie, gdy morze ma zapach arbuza, a kobiety z włosami namaszczonymi olejkiem jaśminowym wychodzą przejść się na molo”. Nie zawsze jednak było tu tak sielankowo, nie brakowało dramatów dotykających i całą społeczność, i jednostki – jak to w życiu.

Prevelakis nie wstydzi się swojej nostalgii,

wielokrotnie daje wyraz swojemu patriotyzmowi i dumie z rodzinnych stron, opiewając niczym poeta ich urodę i ducha, niejednokrotnie boleśnie doświadczanego. „Każda ojczyzna, która przez tyle wieków trwała w niewoli […], bardziej bywa kochana i godna większych ofiar od wszystkich pozostałych”. Zapewne wielką pociechą dla tego patrioty byłoby to, o czym piszą tłumacz książki, Janusz Strasburger, we wstępie i Bartosz Barszczewski w posłowiu: że po okresie upadku Réthimno zaczęło odzyskiwać dawny blask i żywotność, a dziś przyciąga turystów, którzy z zainteresowaniem poznają barwną historię tego miejsca.

Książka, która miała być epitafium umierającej miejscowości, stała pomnikiem jej chwały.

Jest też dowodem nieprzeciętnego talentu Prevelakisa, który na zakończenie swej opowieści tak marzył: „Pragnę, by żyła dziś, jutro i wiecznie, żeby nie utraciła nigdy swej świeżości. Chciałbym ją ujrzeć niezniszczalną i niewiędnącą, zdolną stanąć na przekór losowi Réthimno albo któregokolwiek miasta, zbudowanego z drewna i kamienia”. I tak się stało. Osiemdziesiąt lat od napisania „Kronika” nie jest zakurzonym zabytkiem. Wciąż wzrusza, bawi i czaruje tak, że trudno nie ulec jej urokowi. Każde miasto na świecie może pozazdrościć kreteńskiemu miastu tak oddanego i znakomitego kronikarza.

Pandelis Prevelakis, Kronika pewnego miasta, tłum. i wstęp Janusz Strasburger, posłowie Bartosz Barszczewski, Greckie Klimaty 2013.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

29 thoughts on “„Niby mucha w pajęczynę” (Pandelis Prevelakis, „Kronika pewnego miasta”)”

  1. Michał LelandLester pisze:
    12 października 2017 o 20:11

    Silny, emocjonalny – i często sentymentalny – związek pisarza z jego rodzinnym miastem, miasteczkiem to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogą przydarzyć się czytelnikowi w literaturze. Bo w takich utworach jest i pasja, i znawstwo zagadnienia, i przemycany w słowach narkotyk, który stopniowo powoduje zakochanie się w danym, bliskim twórcy, miejscu, nawet pomimo faktu, iż nigdy tam nie byliśmy :) Wpisuje się w to doskonale choćby E.L. Doctorow.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 października 2017 o 21:41

      W książce Prevelakisa zbiegły się wszystkie czynniki, o których piszesz, a on umiał je przekształcić w coś niezwykłego. Może to nie narkotyk, ale na pewno bardzo plastyczna sugestia. Chętnie bym się tam przeniósł choć na chwilę :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Marlow pisze:
    12 października 2017 o 21:42

    Nie dziwię się nostalgii Prevelakisa, urokliwe miasteczko, może bez wielkich, rzucających na kolana zabytków ale mające swój klimat – bywało się, bywało… Eh, młodość :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 października 2017 o 21:44

      Ależ z kolegi globtrotter. Szczerze zazdroszczę :) Morze faktycznie pachnie arbuzem?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Marlow pisze:
    12 października 2017 o 21:49

    Nie zauważyłem :-) ale jeśli kiedyś będziesz na Krecie odwiedź je – o wiele ładniejsze od Chanii i Heraklionu.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 października 2017 o 21:51

      Na pewno sobie nie odmówię, chociaż nie jestem fanatykiem wycieczek literackich :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Marlow pisze:
    12 października 2017 o 21:55

    Nie bądź taki :-) w Heraklionie mógłbyś zobaczyć grób Kazatzkakisa.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 października 2017 o 21:57

      To najpierw musiałbym przeczytać Greka Zorbę. Może w sumie to nie jest głupi pomysł, w końcu co ja wiem o literaturze nowogreckiej :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Marlow pisze:
    12 października 2017 o 21:59

    Czytaj, na pewno nie zmarnujesz czasu :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 października 2017 o 22:00

      Ech, to klasycznie wpisuję na listę. Na kiedyś tam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Marlow pisze:
    12 października 2017 o 22:02

    Witam w klubie, ja tak mam z „Ostatnim kuszeniem Chrystusa”.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 października 2017 o 22:04

      Generalnie to ja tak mam z setkami książek.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. Marlow pisze:
    12 października 2017 o 22:09

    Nie wiem, czy u mnie uzbierałoby się aż tyle, nie mam aż tak szerokich zainteresowań jak Kolega :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 października 2017 o 22:10

      Twoje szczęście, jest szansa, że ogarniesz, ja już się nie łudzę :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Bazyl pisze:
    13 października 2017 o 09:22

    Ja tam lubię nostalgiczne powroty do miejsc i czasów minionych i dlatego tak mi się podoba „miejska” seria Šaška wydawana przez Dwie Siostry. Wiem, wiem, to zupełnie inny kaliber, ale w obecnej mojej sytuacji, to mentalnie jestem w stanie przyswajać tylko obrazy i krótkie komunikaty, a to akurat zapewniają mi książki Czecha :D
    PS. I znów wydatek przez czytanie Twojego bloga. „Oto jest Wenecja” już w sprzedaży :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      13 października 2017 o 09:30

      Tego akurat nie znam, wolę się już nie wkręcać w nowe serie :) Mam tylko Nowy Jork wydany przez Bonę, ale to jednak tylko zabawka w porównaniu z „Kroniką”. Co prawda bardzo ładna zabawka :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        13 października 2017 o 09:39

        Fajnie byłoby, gdyby każda dziura (w pozytywnym znaczeniu, bo kocham „dziury”), miała takiego kronikarza. W sensie zdolnego. Jeszcze dwa pokolenia wstecz, można było posłuchać wioskowych gawędziarzy, którzy w głowie mieli mnóstwo lokalnych historii, a teraz … :( A Šašek rzeczywiście, ładny :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          13 października 2017 o 09:46

          Nie wiem, czy koniecznie każda dziura, ale takich książek mogłoby być więcej, zdecydowanie.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  9. czytanki anki pisze:
    13 października 2017 o 13:49

    Na zdjęciach miasto wygląda urokliwie, dziurą na pewno go dzisiaj nazwać nie można.;)
    Chodziłam koło tej powieści jak koło jeża, bo trochę zniechęcił mnie patos skrzyżowany z poetyckością – przynajmniej na takie fragmenty trafiałam. Jak to naprawdę jest z tym patosem?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      13 października 2017 o 13:55

      Są tu na pewno wzniosłe inwokacje, jak ta cytowana pod koniec, ale nie jest ich dużo, w sumie z pięć pewnie. Autor zna umiar, a ja byłem tak zachwycony, że mu wybaczałem – no bo co? Człowiek tęskni, a ja będę mu żałował możliwości wyrażenia tej tęsknoty? Te patetyczne kawałki świetnie wyglądają na okładce, ale nie zgrzytają, nie irytują. I zawsze możesz je pominąć, to góra dwa akapity :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  10. czytanki anki pisze:
    13 października 2017 o 14:13

    OK, wierzę Ci.;) Jeśli znajdę w bibliotece, to wypożyczę. Zwłaszcza że oprócz Zorby czytałam chyba tylko jedną książkę greckiego autora.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      13 października 2017 o 14:17

      Ps. Poza tym to nie jest powieść, w każdym razie nie w klasycznym sensie :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  11. małgosia (guciamal) pisze:
    14 października 2017 o 10:24

    W takim razie, aż żałuję, że ominęła mnie wizyta w Réthimno, odwiedziłam jedynie Heraklion i Chanię, w których dobrze się czułam. A z cytowanych przez Ciebie fragmentów wynika, że lektura warta bliższej znajomości, podobnie, jak jej bohater -greckie miasteczko.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      14 października 2017 o 11:05

      Jeśli wierzyć autorom, to jest czego żałować, ale zawsze możesz tam wrócić dzięki książce :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  12. Pożeracz pisze:
    17 października 2017 o 00:38

    Też mi się podoba pierwsze zdanie. Zresztą od pewnego czasu bardzo często natykam się na motyw tkania i przyznam, że chyba zaczynam czuć do niego słabość.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      17 października 2017 o 08:22

      Dobrzy tkacze są w cenie, a ich wytwory chętnie się ogląda. I czyta :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  13. Zajawka pisze:
    4 listopada 2017 o 20:44

    Zapowiada się niezwykle klimatycznie – pomyślałam, że akurat na jesień, ale pewnie zanim się do niej dokopię, to już bazie będą na drzewach :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 listopada 2017 o 23:11

      Oj tam, na wiosnę też będzie klimatyczna :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  14. Pingback: Wspomnienie letniego czytania – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d