Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Zarabiamy, śmiejąc się” (Tadeusz Wittlin, „Ostatnia cyganeria”)

Posted on 11 kwietnia 201811 kwietnia 2018 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Ostatnia cyganeria

 

Piękne to musiały być czasy dla literatów, rysowników i wszelkiej maści artystycznych duchów. Biesiadowało się w barach, kawiarniach raz na koszt własny, raz na rachunek zamożniejszych kolegów, omawiając wzniosłe sprawy ducha, a do stolika nieśmiało, żeby nie zburzyć tej intelektualnej atmosfery, podchodzili wydawcy, redaktorzy, dyrektorzy kabaretów czy producenci filmowi, by wsunąć temu i owemu do kieszeni zaliczkę na opowiadanie, skecz, piosenkę czy scenariusz, koniecznie z happy endem. Gdzieś tam za drzwiami „Adrii”, „Oazy” czy Hotelu Europejskiego trwał kryzys, panowało bezrobocie, czaił się autorytaryzm i cenzor z nożycami, ale te elementy nie przebijają się przez mgłę sentymentu, w jaką spowił swe wspomnienia Tadeusz Wittlin. I właściwie trudno mu się dziwić, że po kilku dziesięcioleciach na emigracji miał ochotę przywoływać z pamięci tylko to, co najmilsze i najzabawniejsze.


Warszawska cyganeria

Tadeusz Wittlin skończył co prawda prawo i nawet nieco pracował w zawodzie, jednak za swe główne powołanie uznał pisarstwo. Miał na koncie utwory poważne, ale nie stronił też od lżejszej i – nie ukrywajmy – lepiej płatnej twórczości. Współtworzył tygodnik satyryczny „Cyrulik Warszawski”, pisywał humoreski, skecze kabaretowe, teksty do amerykańskich szlagierów czy scenariusze filmowe. Z racji tej urozmaiconej działalności miał szeroki krąg znajomych; przez karty książki przewijają się między innymi Julian Tuwim, Wiech, Marian Hemar, Zuzanna Ginczanka, Józef Wittlin, Tadeusz Breza, Konstanty Ildefons Gałczyński, Zbigniew Uniłowski, Światopełk Karpiński, Eryk Lipiński i Kazimierz Rudzki. W tle przemykają Maja Berezowska i Witold Gombrowicz. Towarzystwo to barwne, pełne nieprzeciętnych indywidualności, charakterystycznych typów, o których Wittlin opowiada obszernie i smakowicie, przybliżając epizody, w których uczestniczył, ale też te znane sobie ze słyszenia. Wszystko tonem lekkiej, dowcipnej gawędy o dość luźnej strukturze. Rozdziały dotyczą jednego wydarzenia albo zbierają wspomnienia o jednej osobie lub kręgu towarzyskim, obejmując chyba głównie lata trzydzieste ubiegłego wieku – chyba, bo autor stroni od dat i tylko po aluzjach można próbować odtwarzać chronologię – aż do września 1939 roku, kiedy cały świat „ostatniej cyganerii” runął w gruzy.

Cenzura i siulejek Achillesa

„Zarabiamy, śmiejąc się” – powtarza Wittlin słowa swojej matki, która tak podsumowała zajęcie syna. I z jego wspomnień można odnieść wrażenie, że lekka Muza w przedwojennej Polsce miała się faktycznie nieźle, zamówienia sypały się ze wszystkich stron, a zleceniodawcy zawsze okazywali się wypłacalni. Być może Wittlin miał szczęście i wyrobione stosunki, być może wyparł okresy, kiedy nie miał grosza w kieszeni (chociaż czas prawdziwej biedy po śmierci ojca pamiętał dobrze), być może umiał chwytać okazje. W sumie jednak przebywamy w świecie lekko odrealnionym, jakby zamieszkujący go pięknoduchowie nie zwracali uwagi na sytuację polityczną, społeczną czy gospodarczą. Że tak nie było, świadczy choćby to, że Wittlin wstawiał się u komendanta policji za Aleksandrem Watem, którego jako komunistę prewencyjnie aresztowano przed każdym 1 Maja; mamy też napomknienia o cenzurze – choć raczej obyczajowej niż politycznej, czy emocjonalny rozdział o śmierci marszałka Piłsudskiego. Z racji bliskich stosunków łączących Wittlina z Uniłowskim nieco więcej dowiadujemy się o skandalu, jaki wybuchł po opublikowaniu przez tego ostatniego opowiadania Dzień rekruta. Poza zarzutami szargania świętości narodowych autora spotkała dotkliwsza kara – stracił stypendium MSZ umożliwiające mu pobyt w Brazylii. Zdecydowanie jednak więcej miejsca w „Ostatniej cyganerii” zajmują opisy współpracy z Tuwimem i Wiechem przy przygotowywaniu ich książek, historie o pracy w redakcji „Cyrulika Warszawskiego” i o ogólnie pojętym życiu towarzyskim i zawodowym. Anegdota goni anegdotę, w powietrzu świszczą ploteczki i złośliwostki, a kawały, jakie płatali sobie artyści wciąż bawią. I dla takich momentów czytamy podobne wspomnienia: żeby poznać rodzinę Kazimierza Rudzkiego (przyjaźń Wittlina z Rudzkim przetrwała zresztą aż do śmierci tego ostatniego), posłuchać o awanturach, jakie „niepoważnemu” literatowi Tadeuszowi Wittlinowi robił „poważny” literat Józef Wittlin, poznać losy scenariusza do filmu ze Smosarską w spodniach i koniecznie z happy endem albo sposób pisania powieści w odcinkach. Ileż radości jest z czytania, jak „życzliwi” koledzy uwalili Gombrowiczowi popłatną karierę autora brukowej literatury albo jak Eryk Lipiński zamalowywał „siulejka Achillesowi”, a Gałczyński grał „w pranę”.

Płonie nasza młodość

Aż wreszcie przyszło lato 1939 roku, piękne, ale pełne niepokoju, i wrzesień, kiedy dosłownie wszystko się zawaliło:

Spopielają się nasze żarty i piosenki, dowcipy, kalambury, satyry, epigramy, fraszki, scenariusze i kpiny, nasze Wesołe Syreny, nasze randki, tańce i flirty. Czernieją w płomieniach IPS’y, SIM’y, Zodiaki, Ziemiańskie, Bary Europejskie, Wróble i Cafe Cluby. Płonie nasza Warszawa i nasza młodość, rozsypują się nasze marzenia i ambicje, manuskrypty naszych poematów i powieści, te już gotowe do druku i te jeszcze nie napisane, nasze plany na przyszłość i nasze ideały. Ginie ostatnia cyganeria warszawska.

Ten cytat każe zapomnieć o wszelkich zastrzeżeniach i zarzutach, bo trudno wymagać ścisłej chronologii i pogłębionego tła od pisarza, który chce w ostatniej chwili utrwalić swą młodość i przyjaciół oraz beztroski czas, kiedy wszystko wydawało się możliwe. Nostalgia łagodzi kanty rzeczywistości, a łza wzruszenia odbiera ostrość widzenia nie tylko autorowi, ale i czytelnikom.

Tadeusz Wittlin, Ostatnia cyganeria, Czytelnik 1989.

24 thoughts on “„Zarabiamy, śmiejąc się” (Tadeusz Wittlin, „Ostatnia cyganeria”)”

  1. Bazyl pisze:
    11 kwietnia 2018 o 14:43

    Zawsze kiedy czytam takie wspomnienia sprzed lat zazdroszczę tych kawiarnianych spotkań, tych dyskusji nad połówką małej czarnej (bo na całą grosza brak) i ogólnie tej międzyludzkiej bliskości. Teraz wszyscyśmy poumykani w czterech ścianach, a życie towarzyskiej zapewnia nam parę cali wyświetlacza LCD. To smutne :(

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 kwietnia 2018 o 14:45

      Pan tak nie desperuje, jakby nie wyświetlacz LCD to bym Pana nie znał i co?

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        11 kwietnia 2018 o 14:54

        No tak, ale to jednak nie to samo co gawędy nad połówką w SPATiFie :P Co do tematu, chętnie poczytałbym korespondencję z Rudzkim. Ale fajnie, jakby mi ktoś wybrał najlepsze kąski :P Bo, na ten przykład, zachęcony śiwetnymi wyimkami z Lema z Mrożkiem, odbiłem się od książki po kilkunastu bodaj stronach :(

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          11 kwietnia 2018 o 14:56

          Na połówki w SPATiFie by nam nie starczyło. Listy Rudzkiego do Wittlina są na Płaszczu, niestety korespondencji w drugą stronę nie opublikowano, szkoda.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            11 kwietnia 2018 o 15:03

            Czytałem, czytałem. Do dziś wspominam passus z listem Tuwima do „Expressu Porannego”, do „Dobrych rad wuja Tomasza” prowadzonych przez Paczkowskiego :D

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              11 kwietnia 2018 o 15:04

              Więc możemy tylko żałować, że nic więcej nie ma.

              Odpowiedz
  2. czytanki.anki pisze:
    11 kwietnia 2018 o 19:47

    Myślę, że w kawiarni Czytelnika też bywało interesująco. A w przywołanym SPATIFie to już na pewno, przynajmniej tak sugerują liczne anegdoty.;)
    Dzisiaj chyba za szybko żyjemy na takie posiedzenia i rozmowy.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 kwietnia 2018 o 19:53

      W Spatifie chyba bywało weselej, w Czytelniku bardziej inspirująco. Swoją drogą, poczytałbym coś w stylu Wittlina o tych dwóch miejscach. Co do posiadywania, to faktycznie, wszyscy wciąż gonią terminy, nawet na zwykłą kawę się trudno umówić.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        12 kwietnia 2018 o 15:10

        A jak już się człowiek spotka, to tematami są: podupadające zdrowie, rzężący samochód, dzieci takie niedobre. I jak tu z tego ukręcić anegdotę?

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          12 kwietnia 2018 o 15:12

          I jeszcze zły szef i niskie pensje. Tak tak, anegdot to po nas nie zostanie :P

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            13 kwietnia 2018 o 08:12

            Symptomatyczne jest to, że najwięcej takich scenek rodzajowych pamiętam z okresu LO i studiów, kiedy fantazja wzmocniona używkami, rządziła życiem, miast rozsądku i mędrca szkiełka i oka, kombinującego jak tu dociągnąć do pierwszego :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              13 kwietnia 2018 o 08:14

              Bo wtedy człowiek ma czas na wszystko, nawet w sesji :D I każdy gotów na podbój świata.

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                13 kwietnia 2018 o 09:01

                Może trzeba zacząć choć jakąś podyplomówkę? Mnie ewentualnie zostaje otwarcie przewodu, ale u Ciebie to już lipa na całego :P Co do kawiarni, to wybieracie się na WTK? :)

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  13 kwietnia 2018 o 09:04

                  Sory, ale mam wstręt do edukacji, żadnych podyplomówek, kursów, szkoleń.
                  Co do WTK to nie mam wielkiej ochoty gnieść się w ścisku, ale może będzie jakaś okazja towarzyska przy okazji, to rozważymy :)

                2. Bazyl pisze:
                  13 kwietnia 2018 o 09:20

                  To na WTK jest ścisk? Słyszałem, że w porównaniu do Krakowa to, panie dziejku, luz, blues i wiater od morza :P
                  Ja tam bym się może i podszkolił, ale co z tego jak szkolenia, na które mogę mnie nie interesują, a na te które interesują, pracodawcy nie stać :P

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  13 kwietnia 2018 o 09:24

                  Jak byłem, to dawało się przejść, faktycznie w porównaniu z Krakowem luz :P U nas pracodawca by nawet i zapłacił, ale jakoś nic interesującego się nie trafia.

  3. Joanna pisze:
    11 kwietnia 2018 o 21:42

    I znowu muszę iść do księgarni. Majątek przez pana stracę, panie Piotrze. :)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 kwietnia 2018 o 21:43

      :D Egzemplarze antykwaryczne tańsze kilka razy od wznowienia, tak tylko wspomnę :D Zresztą siulejek Achillesa jest wart każdych pieniędzy :P

      Odpowiedz
      1. Joanna pisze:
        11 kwietnia 2018 o 23:25

        O to, to. Siulejka nie odpuszczę. :)

        Odpowiedz
        1. Pożeracz pisze:
          13 kwietnia 2018 o 16:08

          Tylko co na to imć Achilles?

          Odpowiedz
          1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
            13 kwietnia 2018 o 17:37

            Nie wyrażał protestów :P

            Odpowiedz
  4. Kasia pisze:
    12 kwietnia 2018 o 17:48

    To niespodziewane załamanie szczęśliwej młodości, radości z życia oraz pięknego lata z pewnością jest świetnym tematem na książkę

    Odpowiedz
  5. Piotr pisze:
    21 kwietnia 2018 o 17:17

    bardzo ciekawy blog! Zapraszam też do mnie na kryminalnyswiat.blogspot.com

    Odpowiedz
  6. Pingback: Pisarze ze starej szkoły (XXXV): Bździna dwa razy zapłacona – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT