Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pranie literackie, cz. 12: „Wszystko będzie się dziś prało, wszystko!”

Posted on 29 stycznia 202029 stycznia 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Dziewiętnastowieczne poradniki gospodarstwa domowego radziły, by wielkie pranie, jako przedsięwzięcie ze wszech miar skomplikowane i dezorganizujące codzienne domowe życie, urządzać możliwie rzadko. Wymagało to rzecz jasna sporych zasobów wszelakiej bielizny, która kiedyś się jednak kończyła i wtedy zaczynało się coś w rodzaju armagedonu na skalę lokalną, znakomicie opisanego przez Ewę Szelburg-Zarembinę.

Joanna znosi z podwórza świeżo narąbane drwa. […] Przykląkłszy na prawe kolano, z wielkiego stosu szczap zdejmuje drewno jedno po drugim i układa je sobie na lewym ramieniu. Gdy sięgają jej do brody, wstaje z trudem i uginając się, i zataczając dźwiga brzemię do sieni. Tu zrzuca je z hukiem pod próg kuchennej izby i wraca po nowe.
Dziś Maryna musi mieć wszystko drzewo pod ręką.
Dwie najemne kobiety, do pasa w podspodnich spódnicach tylko, od pasa tylko w koszulach, noszą konwiami wodę. Nie ciągną jej żurawiem ze studni, ale idą kołysząc nosidłami przez całe podwórze, przez przełaz, przez steczkę łąkową do rzeki. Gołymi kolanami klękają na mokrych kamieniach i zarzucają daleko ciężkie konewki w płytką wodę. Wracając z napełnionymi znaczą za sobą mokry ślad. Słońce trop w trop idzie za nimi tym śladem i liże ich mokre nogi, widoczne wysoko spod ukasanych podołków. Zostawiwszy słońce przede drzwiami, rozgrzane do potów, mokre nosiwody wchodzą przez ciemną sień do kuchennej izby. Opierają konwie o wrąb wielkiej stągwi, przechylają je i napełniają rzeczną wodą dębową stągiew aż po wręby.
Maryna musi mieć dziś wiele miękkiej wody.
Ciemna komórka przy spiżarni otwarta jest dziś ze swych zardzewiałych skobli. Stoi w niej Cyriakowa. Starucha zdejmuje omackiem z haków, wbitych głęboko w suchą ścianę, wielkie wory z pasiastego, rzadkiego płótna, zawściągnięte u góry na szerokie taśmy. Przewlekła je wszystkie z trudem przez próg i układa w stertę pośrodku kuchennej izby. Potem wraca raz jeszcze do ciemnej komórki ze światłem w ręce. Sprawdza, czy wszystko wyniosła.
Maryna liczy worki wzrokiem. Już wystawiła na kuchnię niecki i niecułki. Wytoczyła balijki i balie. Sprawdza, czy klepki nie rozeschły się pod obręczami. Czy szczelnie siedzą czopy. Odmierza popiół na ług. Ale klucze od mydła ma pani Julia.
Joanna idzie po te klucze, aby je przynieść Marynie. […]
Po chwili stoi Joanna przy oknie w kuchni i na wąskiej desce kraje oburącz cienkim szpagatem długie kawałki łaciatego mydła na mniejsze.
— Mokre — narzeka Maryna. — Mokre jak gnój. A mówiłam mamie, żeby wcześniej założyć na piec i wysuszyć.
— Zmydli się, zmydli… — Starucha zajęta jest opróżnianiem worków.
— Joasiu! — woła. — Joasia pomoże zliczać.
Z wnętrz worków, wywleczonych z ciemnej skrytki, wydobywają się bez końca i wywalają na podłogę kłęby płótna. Rosną trzy wielkie góry… Stołowa, pościelowa, osobista…
— Joasiu, niechże Joasia zlicza.
Ze wznoszących się w górę stert dobywają się gwałtownie ściśnięte kłęby silnego odoru i uwolnione rozpełzają po olbrzymiej kuchni. Pakują się pod okap komina. Ciągną do sieni. Przecedzają się szparami do dalszych pomieszczeń. Rozwłóczą się wśród garnków. Sadowią się za obrazami. Wsiąkają w sprzęty. Chwieją się na parapecie otwartego okna i — wracają do wnętrza osiadając z powrotem na bezkształtnym, białym trzęsawisku, które urosło już trzema górami pod sufit, zamknęło ciasnym kręgiem Joannę i Cyriakową, wchłonęło Marynę i obie najemne nosiwody.
— No, niechże Joasia prędzej liczy.
Joanna schyla się nad każdą sztuką.
— Obrus, obrus, serwetka… koszula, majtki, stanik, koszula… poszwa, podpina, poszwa…

Praczki, mal. Albert Rutherston, 1906 rok.

Wśród bezładnych załamań, szwów, zagięć, wzdłuż wątku, w poprzek osnowy skryte, wstają teraz z plam, smug i zatarć zjełczałe, sfermentowane zapachy jadła, rozlanych napojów, ciała, jego miłosnych spraw, pocącego się snu, cuchnących chorób.
Otępiała, bliska mdłości, wychodzi wreszcie Joanna z kręgu brudów.
— Zwlecz no jeszcze pościel z łóżek — mówi Maryna. — Wszystko będzie się dziś prało, wszystko!
W kominie huczy silny ogień. Mocne, giętkie ramiona płomieni raz po raz wysuwają się spod rozpalonej do czerwoności blachy i obchwytują ciasno krągłe boki kotła i uszatych saganów. Cofając uścisk zostawiają jego ślad w postaci czarnych smug na jasnych brzuchach garów. W kotłach i w saganach cwałuje gotująca się woda. Uderza sobą w pokrywy, odrzuca je z hałasem daleko na kuchnię, a sama wylatuje z sykiem po gładkich bokach naczyń w dół na palenisko. Nie dotknąwszy jednak blachy już w locie zmienia się w mleczną parę i kłębami niesie się przez powietrze ku rozwalonym na oścież drzwiom do sieni, ku oknom, wywartym na dwór.
W ogniu, w parze, rozlewa, dolewa wrzątek stara Cyriakowa. Drewnianym mieszadłem miesza gotującą się w kotle bieliznę, ledwo widoczna spoza chmury kipiątku.
Maryna schyliła się nad płaską balią pełną kolorów. Nagie ręce zanurzyła po ramiona w miękką zimną wodę. Joanna stoi obok, z białej szmatki prószy ciemnoszafirowy pył na wodę w balii. Woda jest już bardzo niebieska.
— Dosyć — mówi Maryna. — Dosyć będzie tej farbki.
W misie pod oknem opalizuje przejrzysty, gęsty jak ciasto krochmal. W szklance na oknie mokną pomarańczowe włosy szafranu.
— Niech Joasia zobaczy, może już mają dość na kolor?
— Nie róbcie za żółtych tych firanek — przestrzega Cyriakowa, wyrzucając dymiącą bieliznę na niecki.
Na ławce pod ścianą stoi talerz z chlebem i drugi z solonymi ogórkami. Nikt dziś nie je gotowanego. […]
Na płaskich nieckach kopiasto nakładzione leżą dobrze wyżęte, skręcone kawałki (stara Cyriakowa ma jeszcze siłę w rękach).
— Niech Joasia przełoży kolory na drugą nieckę, bo tasiemka od tej czerwonej halki, widzę, puszcza, zafarbuje ręczniki. A mówiłam mamie, żeby kolorów nie mieszać — gniewa się Maryna.
— Nie gadaj, pośpieszaj — nagli Cyriakowa — bo i co bandzie za wieszanie takie po nocy.
Joanna znalazła sznury. Wychodzą wszystkie trzy objuczone mokrą bielizną. Drzwi kuchni zostawiają za sobą otwarte.

Ewa Szelburg-Zarembina, Wędrówka Joanny, Państwowy Instytut Wydawniczy 1965, s. 176-180.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

24 thoughts on “Pranie literackie, cz. 12: „Wszystko będzie się dziś prało, wszystko!””

  1. mcagnes pisze:
    29 stycznia 2020 o 23:04

    Cudne. Tyle kisić pościele, żeby je uprać wszystkie razem. I farbką na niebiesko wybielić. A ten żółty kolor to do firanek? Nie wiedziałam!
    Wiem za to, z jakiego popiołu robi się ług – oczywiście dzięki książce, tylko już nie pamiętam jakiej.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      29 stycznia 2020 o 23:07

      Po coś te panny składały latami posagowe skrzynie z tymi pościelami i obrusami. A pewnie i nie zmieniały pościeli co tydzień, to im wystarczało na dwa kwartały :) Ten szafran to dla mnie też nowość, bo zawsze mi się wydawało, że obowiązywaly białe krochmalone firanki.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        30 stycznia 2020 o 07:33

        Dołączam do grona zdziwionych, bo zawsze myślałem, że śnieżna biel była i jest firankowym ideałem. Swoją drogą, w XIX wieku sprawę załatwiał szafran, a w XX palacze. Pamiętam jak niepalące gospodynie narzekały na skutki dymu tytoniowego :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          30 stycznia 2020 o 07:47

          Tak mnie naszło, że te śnieżnobiałe to już były nylonowe, a kiedyś były takie niciane w kolorze ecru. Za to narzekania na palaczy i zniszczone firanki pamiętam aż za dobrze :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
    2. Sylwka | unserious.pl pisze:
      4 lutego 2020 o 19:18

      I ja także pozwolę sobie do grona zadziwionych. :)
      Szafran zaś to dla mnie spora niespodzianka.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
        4 lutego 2020 o 19:19

        Jesteśmy pokoleniem firanek z włókien sztucznych :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
  2. AgaGaga pisze:
    30 stycznia 2020 o 11:27

    Czytam z zachwytem, szczególnie o tych ramionach ognia, które obejmują brzuchy kotłów, a woda cwałuje. A już najbardziej zachwyca mnie to, że leżę na kanapie, a zamiast gotowania i mieszania gatków w saganie moimi rękami może to zrobić pralka. A farbki, szafrany i krochmale wyszły z mody.
    Chociaż krochmaloną pościel to lubię… mniej się gniecie

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      30 stycznia 2020 o 11:34

      Szelburg-Zarembina nawet w tych trywialnych garnkach znalazła błysk poezji. O pościel do krochmalenia to chyba coraz trudniej? Kora, satyna, flanele dominują.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. AgaGaga pisze:
        30 stycznia 2020 o 18:05

        Bawełna się nadaje 😀

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          30 stycznia 2020 o 18:19

          :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  3. czytankianki pisze:
    30 stycznia 2020 o 12:45

    Niecki niecułki – co za słówka. W ogóle pięknie opisana scena. Która utwierdza mnie w przekonaniu, że 100 lat temu za pranie zbierałabym baty.;(
    A reprodukcja palce lizać.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      30 stycznia 2020 o 13:05

      Ten cytat znalazłem w tej tak nielubianej przez nas książce Marchewki o Zarembinie, na coś się przydała :) Przejrzałem całą „Wędrówkę Joanny” i językowo jest bardzo ładna, właśnie z dużą liczbą takich regionalizmów czy elementów gwary, a i fabuła się nieźle zapowiada. A cała ta procedura prania to faktycznie koszmar, nic dziwnego, że nikt się nie rwał do prania częściej niż raz na kwartał. Reprodukcja jest przypadkowym znaleziskiem, ale wydała mi się idealna do tego fragmentu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        31 stycznia 2020 o 13:52

        Rzeczywiście książka Marchewki się przydała.
        ESzZ w ogóle miała niezłe pióro – to było też widać w jej książkach dla dzieci, bardzo je lubiłam.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          31 stycznia 2020 o 14:05

          Też lubiłem jej baśnie, szczególnie Przez różową szybkę. Do dziś pamiętam pieniążek, który się rozmnażał w kieszeni. Tyle że bajki były chyba dość poetyczne, a Wędrówka Joanny to realizm z wycieczkami w naturalizm, chociaż w opisach trochę tej poetyckiej wyobraźni widać.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. czytankianki pisze:
            31 stycznia 2020 o 19:45

            I chwała jej za to, gdyby dzieciom serwowała smutny naturalizm, to chyba nie cieszyłaby się takim wzięciem.;) Może się mylę, ale jej utwory kojarzą mi się z dużą dawką empatii i zrozumienia ludzi.
            „Przez różową szybkę” – ileż razy ja wzdychałam do okładki tej książki.;)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              31 stycznia 2020 o 19:50

              W bajkach też się pojawiają różne bidulki, ale przynajmniej jakieś happy endy w nich są, o ile pamiętam. „Szybkę” miałem tylko z biblioteki i też chciałem mieć własną, ten Szancer!

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. czytankianki pisze:
                4 lutego 2020 o 12:51

                W ogóle nie wiem, jakim cudem się załapałam na „Szybkę” – była rozchwytywana. Szancer oczywiście też miał na to wpływ.;)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  4 lutego 2020 o 12:55

                  Ja miałem tylko z biblioteki i długie lata marzyłem o własnym egzemplarzu. W sumie nie wiem, czy sobie nie kupię przy jakiejś okazji.

                  Wczytywanie…
  4. koczowniczka pisze:
    1 lutego 2020 o 16:25

    Czytałam kiedyś „Wędrówkę Joanny” i potwierdzam, że jest to ładnie napisana, ciekawa książka. Ale też bardzo smutna. Opisy ciężko pracującego dziecka przygnębiają. Chciałam przeczytać cały cykl o Joannie, jednak po trzeciej części się poddałam, bo okazała się o wiele słabsza niż pierwsza i druga.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      1 lutego 2020 o 16:29

      Wszystkie pięć tomów chyba kiedyś Marlow przeczytał i o ile pamiętam, to stwierdzil, że im dalej w las, tym słabiej. Ja się wstępnie skuszę na pierwszy i zobaczę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Jozefina8 pisze:
    2 lutego 2020 o 13:59

    Czy „Wędrówka Joanny” to powieść, na podstawie której nakręcono „Rzekę kłamstwa”? W serialu szurnięta baba chciała wrzucić niemowlę do jednego z tych kotłów z gotującym się krochmalem.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      2 lutego 2020 o 20:09

      Tak, to jest ta powieść.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. qbuspozera pisze:
    12 lutego 2020 o 14:03

    Mnie zaś zauroczył opis rozchodzących się po domu oparów. Cudnie plastyczny.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 lutego 2020 o 14:10

      Ja pamiętam te opary z dzieciństwa, bardzo plastyczne były, bardzo :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d