Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Księgozbiory polskie, cz. 16: Biblioteka panien Kossakówien (2)

Posted on 26 marca 202025 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Gdy panny Kossakówny, czyli późniejsze Pawlikowska-Jasnorzewska i Samozwaniec, nieco podrosły, poszerzyły znacząco swoje czytelnicze horyzonty i już nie wierszyki Jachowicza i powieści Verne’a je zajmowały, chociaż znowu ich lektury niekoniecznie szły w kierunku, który aprobowałaby bogobojna, mieszczańska matka i ksiądz spowiednik…

Gorszyciel Sienkiewicz

Młodzież wielbiła najbardziej książki Henryka Sienkiewicza. Z tym pisarzem szło się pod rękę aż do dwudziestego roku życia. Gdy dziewczynki były małe, Babka czytywała im „Krzyżaków” i „Quo vadis”, opuszczając niezgrabnie te momenty, które jej się zdawały niestosowne dla młodego wieku. Gdy Babcia przez roztargnienie zostawiła potem książkę w pokoju dziecinnym, obie dziewczynki rzucały się na nią i wyszukiwały z gorączkową ciekawością opuszczone zdania. Sienkiewiczowskie powiedzonka weszły w potoczną mowę ówczesnej młodzieży. […] Sienkiewicz w sferach ziemiańsko-katolickich był tak popularny i miał tak ustaloną markę pisarza hołdującego cnocie, że najsurowsze matki bez cienia wątpliwości pozwalały swoim córkom czytywać „Rodzinę Połanieckich” i „Bez dogmatu”, nie zdając sobie sprawy, jaki to będzie miało na nie wpływ. A miało szalony, i wszystkie pierwsze erotyczne dreszcze i marzenia, wszystkie domysły zawdzięczały one temu zmysłowemu świętoszkowi. […]
Tego rodzaju opisy słynnego prozaika dadzą się jedynie porównać z księgą „Żywotów Świętych Pańskich”; na przykład pewien bogobojny ojciec-grafoman opisywał, że św. Alojzy był tak skromny i wstydliwy, że nawet wówczas, kiedy jego matka wchodziła do pokoju, rumienił się, robił znak krzyża świętego i… odwracał głowę. Mama dziewczynek, chociaż była bardzo religijna, oburzyła się na ten opis i wrzuciła książeczkę do pieca. Jeszcze piękniejszą lekturą był „Żywot św. Filotei”. W tej książeczce jakiś świątobliwy mąż dawał cenne małżeńskie porady młodziutkiej Filotei, które brzmiały następująco: „Nawet słoń, luba Filoteo, tylko raz do roku i to w celu mienia dziatek…” – Zdanie to powtarzał Wojciech Kossak przy każdej okazji, zaśmiewając się zdrowym śmiechem.

Potret córek, mal. Wojciech Kossak.

Grzeszni filozofowie

Źródło: polona.pl

Gdy Lilka była już dorosłą panną, wynajdywała po antykwarniach dzieła Bolschego, Nietzschego i Schopenhauera po niemiecku i zmuszała Madzię, aby je również czytywała. Czytanie Nietzschego było ciężkim grzechem, z którego należało się spowiadać. Jakże dumna była szesnastoletnia Magdalena, gdy mogła księdzu na spowiedzi pochwalić się, że go czyta. Ksiądz Bratkowski, o twarzy Savonaroli, wzniósł dłoń i zagrzmiał: — Jeśli mi, moja duszo, nie przysięgniesz, że więcej tej ohydnej i przez Kościół wyklętej literatury nie weźmiesz do ręki, to ci nie dam rozgrzeszenia!
— Kłamstwo jest grzechem — wybąkała Madzia — a ja nie mogę przysiąc, że więcej go nie będę czytać, proszę ojca.
— No to odejdź, grzeszna duszo! Ja ci rozgrzeszenia nie dam…
Trzeba wiedzieć, co to wówczas znaczyło nie otrzymać rozgrzeszenia, to było jak klątwa! Madzia poszła do innego księdza i po prostu zataiła ten okropny grzech. Oczyszczona ze wszystkich przestępstw z wyjątkiem tego jednego, najstraszliwszego, wróciła do domu z niepewnym uczuciem popełnionego świństwa. Obaj ci niemieccy myśliciele — i Schopenhauer, i Nietzsche — byli wrogami kobiet. Nie należy zapominać, że mieli przeważnie do czynienia z „Hausfrauami”, co tylko Kinder, Kirche i Kuche. Ileż razy Lilka cytowała młodszej siostrze na przykład takie zdanie Nietzschego: „Kobiety nie mają zrozumienia dla wiedzy ani dla przyrody — dla niczego, co wychodzi poza ich płeć”. Lilka była taką wielbicielką Schopenhauera, że wyjątki z jego dziel, nie tłumaczonych na język polski, tłumaczyła dla własnej przyjemności i miała ich całe zeszyty.
Obie siostry bardzo chętnie czytywały amerykańskiego pseudofilozofa Mulforda, który propagował „optymistyczną” wiedzę życia. Jego książka „Przeciw śmierci” była ukochaną lekturą Magdaleny. Z tej czarującej książki szczególnie jedno zdanie stało się niejako mottem jej życia: „Nie rób nigdy tego, co ktoś inny może za ciebie lepiej zrobić”. To zdańko było wspaniałym wykrętem, aby nie sprzątnąć po sobie, nie pościelić samemu łóżka, nie nalać sobie samej herbaty i w ogóle nie robić tego, co ktoś fachowy — a w tym wypadku służąca — potrafiłaby zrobić lepiej i sprawniej. Oczywiście, że to nie stosowało się do zajęć, które jej sprawiały przyjemność; tu znowu opierała się na zdaniu angielskiego pisarza Ruskina, którego książki też znajdowały się na jej stoliku nocnym. „Pamiętaj” — pisał ów mądry pan — ,,że masz czas na wszystko, tydzień składa się nie tylko z dni, ale i z godzin, jedną godzinę w tygodniu możesz przeznaczyć na studiowanie historii sztuki, inną na poznawanie przyrody, jeszcze inną na literaturę piękną, wyuczenie się sportów, grę w szachy itd…” Opierając się na tej mądrej radzie Madzia rzeczywiście znajdowała czas na wszystko. […]

Zabobonna grafomania

Poza książkami z dziedziny przyrody i filozofii, modne wówczas nauki „tajemne” bardzo interesowały obie siostry. W antykwariatach na ulicy Szpitalnej pełno było tego rodzaju literatury, tłumaczonej horrendalnie z języka niemieckiego. Jedna z owych książek, pt. „Czerwony smok”, była istnym wzorem szkodliwego grafomaństwa na tle jakichś średniowiecznych zabobonów: „Weź dudka (samca)” — czytało się w tej broszurce — „wytocz z niego krew (najlepiej w noc świętojańską) i pokrop nią poduszkę twego małżonka, natychmiast zaofiaruje ci stosunek”. Poza przepisami natury erotycznej były tam i inne doniosłe rady, na przykład: „Jak rozśmieszyć dziewicę?” — „Weź do gęby trzy ziarnka fasoli i patrząc bystro w oczy dziewicy wypowiedz szybko: ebe, mebe, matristope — a roześmieje ci się na pewno”. Obie siostry oczywiście pękały ze śmiechu czytając „Czerwonego smoka”, co im nie przeszkadzało wypróbować na biednej Fräulein systemu z niezawodnym rozśmieszeniem dziewicy. Madzia włożyła do ust trzy ziarnka fasoli i stając przed Frojlusią wybełkotała jednym tchem: ebe, mebe, matristope.
— Um Gottes Willen! — zawołała przerażona Fräulein bez cienia uśmiechu. — Seid ihr verrückt geworden? (Mój Boże, czy wyście powariowały?).
— A może ona już nie jest dziewicą? — roześmiała się Lilka, gdy Frojlusią uciekła z pokoju. […]
Książki i broszurki z dziedziny „obojga magii”, tj. czarnej i białej, aby nie zrażać katolików, pakowały do swoich formułek magicznych różnych świętych i Świętą Trójcę. Obie siostry, już jako dorosłe panny, wychodząc z domu mówiły ze śmiechem: „Boże strzeż mojego wchodu i wychodu — amen”; tę formułkę zapamiętały sobie z jakiegoś dziełka „O przepisach magicznych”. […]

Podniecająca chiromancja

Wśród owych dzieł traktujących o magii i jogach było też w bibliotece obu sióstr grube, wyczerpujące dzieło słynnego chiromanty Debarollesa ,,O chiromancji”. Z tej księgi Madzia czerpała wiedzę tajemną, ucząc się na pamięć odczytywania na ludzkiej dłoni znaków, gwiazdek i krzyżyków i niedługo zasłynęła w gronie młodych przyjaciół jako „znakomita chiromantka”. Miało to swoje bardzo podniecające walory, ponieważ w „celach naukowych” można było długo trzymać bezkarnie rękę jakiegoś atrakcyjnego młodzieńca, obracać nią w stronę światła, badając z poważną miną złowróżbne lub szczęśliwe znaki. Była to wówczas zabawa bardzo popularna i wielu cwanych młodzieniaszków udawało biegłych chiromantów, aby móc dłonie pięknych dziewcząt długo przetrzymywać w swoich, o co nawet najbardziej cnotliwe i czujne matki nie mogły mieć do nich pretensji, ponieważ i one wierzyły w prawdziwość owej wiedzy tajemnej. […] Ponieważ jednak każda wiedza, nawet… „tajemna”, może się na coś przydać, więc Madzia, badając wiele rąk, które „przez jej ręce przechodziły”, wiedziała od razu z zewnętrznego charakteru dłoni, czy ma do czynienia z człowiekiem czystym i schludnym, pracowitym, czy leniwym, wysportowanym czy też zniewieściałym itd.

„Cuda chiromacji, czyli on dowiaduje się, że poślubi blondynkę, która go kocha, tylko musi się szybko oświadczyć”. Rycina z 1909 roku.

Prus, Żeromski i inni

Wielkie wrażenie na dorastającej młodzieży robiła powieść Prusa „Emancypantki”. Madzia szczególniej zaczytywała się w kolejach losu swojej imienniczki, do której zresztą wcale nie była podobna. Jej przyszły mąż, Jaś Starzewski, przyznał się jej po ślubie, że nigdy nie byłby się w niej tak zakochał, gdyby nie nosiła imienia bohaterki „Emancypantek”. Druga powieść Prusa, „Lalka”, nie miała takiego powodzenia jak obecnie. Typów takich jak Izabela Łęcka było w tak zwanym mondzie zatrzęsienie, nie frapowały one nikogo jako artystyczna koncepcja. Spotykało się je na balach, na dobroczynnych wentach, na jour fixe’ach i — jak u Prusa — na przedwielkanocnych kwestach. Każda z nich była tak samo jak w powieści wielkiego pisarza piękna, chłodna, wyniosła i każdej chwili gotowa sprzedać się jakiemuś dobremu kupcowi za grubszą forsę, czemu się wówczas nikt nadto nie dziwił.
Szalone wrażenie zrobiła na obu siostrach „Anna Karenina”. Była to pierwsza dla nich powieść, w której autor nie potępia wiarołomnej żony. Robił to również w tym samym czasie i Maupassant, ale tak lekko i po latyńsku, że to nie robiło tego wrażenia, co u Tołstoja. Lilka o miłości Anny do Wrońskiego powiedziała z westchnieniem: — Z miłością jest jak ze zwierzętami domowymi. To się nie może dobrze skończyć!
Stefan Żeromski, ubóstwiany przez dorastającą młodzież, był inny od Sienkiewicza i spokojnego, nieerotycznego Prusa. Postacie tego wspaniałego pisarza drżały od wewnętrznego żaru, który udzielał się jego czytelnikom. Opis tańca księżniczki z Rafałem w ,,Popiołach” wywoływał na twarzach panien krwiste rumieńce. A scena z wilkami! Nie spało się później do rana. Nikt w Polsce tak przed nim nie pisał. Tylko jego „Dziejów grzechu” nie czytały panny przed zamążpójściem, na to musiały dać swojej Matce słowo honoru. Jedna z pensjonarek u panny Strażyńskiej po przeczytaniu tej powieści popełniła samobójstwo wypijając całą flaszkę octu, inne pochorowały się z wrażenia. Nie należy zapominać, że ówczesne panny, nie przeżywając jeszcze własnego życia, żyły i cierpiały wraz z bohaterkami romansów, co im pozostało nawet później, tak że Lilka, gdy już była mężatką, czytając „Czarodziejską górę” Manna dostawała temperatury i nie mogła się wstrzymać od kaszlu, a Madzia w trakcie czytania „Głodu” Knuta Hamsuna musiała się pożywiać bez przerwy. Ich późniejsze talenty pisarskie kształciły się na tych pisarzach, do których duchowo były najbardziej zbliżone i którzy na nich zrobili największe wrażenie. Pierwszym nauczycielem Magdaleny był Balzak w książce „Małe niedole pożycia małżeńskiego”, na której się później nieraz wzorowała, a potem książki Boya i nowelki Maupassanta. Ojcami poezji jej siostry, Marii Pawlikowskiej, byli: Heine, którego uwielbiała, a nawet tłumaczyła na język polski, i Staff, z którego tomikami poezji nigdy się nie rozstawała i brała je ze sobą w podróże. Jedna scena w Wenecji, związana z wierszami Staffa, na zawsze utkwiła Magdalenie w pamięci. W Lilce, dziewiętnastoletniej pannie, pięknej wówczas jak boginka, zakochał się bardzo przystojny kelner wspaniałego hotelu „Danieli”, przerobionego z pałacu dożów. Zakochany Włoch układał zawsze przed nakryciem Lilki serce z czerwonych i niebieskich kwiatów. Lilka kiedyś zostawiła na stoliku, przy którym zawsze siadywała z Mamą i Madzia, swoją ukochaną książkę Staffa „Ptakom niebieskim”. Nazajutrz ujrzała ów tomik leżący przed jej nakryciem otoczony girlandą z kwiatów. Gdy przyszła, kelner pochylił się nad nią i poprzez jej ramię przeczytał głośno tytuł książki jakimś jak gdyby japońskim akcentem: — ptakoomniebieskiim.

Magdalena Samozwaniec, Maria i Magdalena, t. 1, Glob 1987, s. 116–126. Śródtytuły pochodzą ode mnie, ZWL.

Podobne pozycje:

Złote myśli kobiety. Wiersze zebrane

Maria Pawlikowska Jasnorzewska

Udostępnij:

  • Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Share on Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Share on Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

18 thoughts on “Księgozbiory polskie, cz. 16: Biblioteka panien Kossakówien (2)”

  1. czytankianki pisze:
    27 marca 2020 o 11:37

    Podoba mi się to, co Samozwaniec pisze o odbiorze Prusa. Może warto byłoby wspominać takie niuanse o pannach pokroju Łęckiej przy omawianiu lektur.;)
    Chyba się kiedyś wezmę za „Połanieckich”, żeby sprawdzić, jak to z tymi erotycznymi dreszczami było.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      27 marca 2020 o 11:56

      A ja mam wrażenie, że o tym się nawet w podręcznikach wspomina, że w epoce „Lalka” wcale nie zrobiła piorunującego wrażenia na czytelnikach. Chociaż być może wyczytałem u Samozwaniec i przeniosłem :D Czytałem „Połanieckich” kiedyś, pamiętam, że to się tak potwornie snuuuuuło, przewracali oczami, i wzdychali, a potem faktycznie różne „wole boże” i tajemnicze stany błogosławione :D Mam wrażenie, że serial lepszy, bo jakoś to całe wzdychulstwo skondensował.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        27 marca 2020 o 12:21

        Mój psor raczej tego nie mówił, ale on się na Izce specjalnie nie skupiał, bardziej na pomysłach Stacha i społeczeństwie w ogóle.
        W takim razie może zacznę od serialu, aż dziwne, że nigdy go nie obejrzałam. Najwyraźniej musiał się natknąć na wzdychania i dlatego pasowałam.;)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          27 marca 2020 o 12:35

          Na Izce to się nikt nie skupiał :) Wszyscy tylko Wokulski, moje koleżanki dostawały piany :D A serial o Połanieckich taki jest ciut budyniowy, Nehrebecka idealna do tej postaci, tak samo mało wyrazista :D

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. czytankianki pisze:
            27 marca 2020 o 13:16

            No właśnie, a ciekawie byłoby porozmawiać o pannach pokroju Łęckiej w oparciu o tło społeczne wg Prusa i porównać ze współczesnością.
            Miałam podobne skojarzenia co do Nehrebeckiej.

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              27 marca 2020 o 13:46

              To jest temat co najmniej na niezłą magisterkę :) Czytałbym.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    27 marca 2020 o 12:49

    Aleś acan zapodał sążnisty kawał cytatu. Ze smutkiem muszę odłożyć lekturę na wieczór. Swoją drogą z niewiadomych przyczyn „MiM” (nie mylić z Mistrzem i Małgorzatą), przewalały się u mnie w dwukolorowym, dwutomowym wydaniu, ale baaardzo długo nie miałem ich w ręku. Pewnie te dwie kobiece postacie w kapeluszach z szerokimi rondami niespecjalnie przemawiały do młodzieńca jakim byłem. A szkoda, bo po latach okazały się smakowitą lekturą :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      27 marca 2020 o 12:53

      Kwarantanna jest, zamiast zakupów jest sążniście do poczytania :D Wydanie z kapeluszami faktycznie średnio zachęcające dla faceta, ale jakbyś się przełamał, tobyś fanem został :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        30 marca 2020 o 14:17

        Kossakowie familia bogata w życiowe doświadczenie, to i czytać jest o czym. Choć nie zawsze wzbudzają tylko ciepłe uczucia, jak można by wnioskować z żartobliwego tonu MiM. A chiromancją to by się teraz dziewczęta nie pobawiły, oj nie :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          30 marca 2020 o 14:58

          Mogłyby się pobawić nie tylko w chiromancję, ale i w antyszczepionkowość i w płaskoziemstwo. Ale faktycznie, nie dziś, tylko z miesiąc temu :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  3. Qbuś pożera książki pisze:
    31 marca 2020 o 14:57

    „Rady przeciwko śmierci”? Ależ przydatne w czasach naszych ciekawych….

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      31 marca 2020 o 16:57

      Przydatne, ale chyba nie do dostania :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. buksy pisze:
    14 maja 2020 o 18:29

    Trzeba przyznać że Madzia miała dar do snucia gawęd. I pewnie by się dzis zdumiala ze jej pisarstwo jest teraz bardziej czytane od wierszy siostry. A cytaty palce lizać 😉

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      14 maja 2020 o 18:36

      Oj nie wiem, czy Madzia to jest taka zaczytywana, co najwyżej w kręgach młodzieży nastoletniej w latach 80. :) A wiersze Marii zawsze wszystkie pensjonarki czytały i czytać będą, jak sądzę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. buksy pisze:
        14 maja 2020 o 20:26

        Kilka lat temu spadkobierca i daleki krewny Madzi zabrał się za przypominanie jej prozy. Do tego stopnia że nawet składał na jej książkach swoje autografy😄

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          14 maja 2020 o 20:30

          Pamiętam, w ogóle różne dziwne rzeczy się wtedy odgrywały. Ale z dobrych wieści, ponoć Kossakówka uratowana.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. buksy pisze:
            14 maja 2020 o 21:33

            O to świetnie. Choć to podobno miejsce przeklęte

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              14 maja 2020 o 21:40

              Przeklęte chyba przez władze Krakowa :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
4 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
4/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d