Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Rodzina w dziesięciu odsłonach (Georges Duhamel, „Kronika rodu Pasquier”)

Posted on 15 kwietnia 202025 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Kronika rodu Pasquier

Rajmund Pasquier pochodził z chłopskiej rodziny, ale pragnął awansu społecznego: imając się rozmaitych zajęć, studiował medycynę. Poślubił pannę z kupieckiej rodziny i miał z nią siedmioro dzieci – pięcioro z nich przewija się nieustająco przez „Kronikę rodu”, spisywaną po latach przez Laurenta, uznanego biologa. W tworzonym po pięćdziesiątce pamiętniku cofa się on do swego dzieciństwa, by przedstawić dzieje najbliższych, „nie po to, by kogokolwiek zbudować lub poprawić, lecz aby dopełnić aktu rozpoznania”, znaleźć klucz do „prawdy ludzkiej”, jak naukowiec, który obserwując małe muszki, potrafi odgadnąć największe tajemnice życia.

Zdani na los szczęścia

Pasquierów poznajemy w przełomowym dla nich momencie: śmierć opiekunki matki otwiera drogę do przejęcia jej majątku, który bardzo przydałby się rodzinie, z trudem wiążącej koniec z końcem. Testatorka jednak obwarowała swoją ostatnią wolę wieloma zastrzeżeniami i otrzymanie pieniędzy okaże się niezwykle czasochłonne. Nie przeszkadzało to jednak Rajmundowi snuć marzeń na konto owego dziedzictwa. W oczekiwaniu na wiadomości od notariusza z Hawru, który zajmował się sprawą, Pasquierowie przejadali fundusze, których nie mieli – bardzo długo zresztą problemy finansowe będą dominantą ich życia. Obserwujemy je oczami siedmioletniego Laurenta, który równocześnie poznaje otaczający go świat: nie tylko rodzinny, ale kolejne paryskie kamienice i samo miasto. Rojenia o spadku mniej go interesują niż przyjaźń z Dyziem, nieszczęśliwym chłopcem z sąsiedztwa. Tak podsumowywał ten okres życia: „Żyliśmy zdani na los szczęścia, często pozbawieni wszystkiego i bezradni, ale mieliśmy zawsze wielkie projekty, hodowaliśmy cudowne nadzieje, a rodzice kochali nas”. Wielkie projekty były, dodajmy, domeną ojca, a rodzicielska miłość to przede wszystkim matka, cicha, zdominowana przez męża, oddana dzieciom, wciąż zatroskana, co im dać jeść i skąd wziąć pieniądze na buty i płaszczyki.

Przed odlotem

W gruncie rzeczy można by się jednak zgodzić z Laurentem, że mimo ubóstwa tamten okres rodzinnego życia był stosunkowo spokojny. Gdy dzieci dorastają, mityczny spadek udaje się powoli zrealizować (i wydać), a ojciec zostaje wreszcie lekarzem, Pasquierowie wchodzą w etap dużo bardziej burzliwy. Rajmund, chorobliwie ambitny i niespokojny, wpycha ich ciągle w rozmaite tarapaty; nie zadowala go życie wiejskiego lekarza, chce wciąż czegoś nowego, snuje nierealne marzenia, wreszcie też okazuje się, że prowadzi podwójne życie, co dzieci będą mu często wyrzucać. Powoli jednak młodzi Pasquierowie szykują się do opuszczenia rodzinnego gniazda: najstarszy, Józef, zamierza zbić majątek, Ferdynand w spokoju pielęgnować swe choroby i skromne urzędnicze ambicje, Laurent oddaje się biologii i medycynie, Cecylia szlifuje talent pianistki, a najmłodsza Zuzanna ostatecznie trafi na scenę. Jeszcze próbują utrzymywać rodzinną jedność, ale z coraz większym trudem przychodzi im znoszenie szaleństw ojca i utrzymywanie ich w sekrecie przed matką.

Rodzina, ach rodzina

Odtąd obserwujemy już rozpad rodziny: Pasquierowie rozchodzą się każde w swoją stronę, by realizować własne cele i ambicje. Duhamel w kolejnych częściach sagi pokazuje nam ich w wybranych momentach życia, skupiając się głównie na Laurencie, naukowcu idealiście, ale oddając też miejsce Józefowi, którego bezduszności i bezwzględności brat wielokrotnie doświadczył, Cecylii, która pochłonięta muzyką ma problemy z uczuciami i ponosi miłosne porażki, czy Zuzannie, młodej piękności, która niszczy z kolei prawdziwe uczucia, gdy tylko pojawia się szansa na powrót do teatru. Młody Laurent mocno przeżywa ten rozpad rodziny: wie doskonale, że po jednym dramacie nieuchronnie nadejdzie kolejny, to się nigdy nie zmieni. Jednocześnie czuje potrzebę swobody, gdyż rozumie, że rodzice i rodzeństwo, jak mówi, „zamykali mi horyzont, zasłaniali niebo, zapychali serce i wszystkie drogi życia”. Można jednak z nimi zerwać, a mimo to pozostać uwikłanym, nadal uczestniczyć w kolejnych szaleństwach ojca i smutkach matki czy problemach braci i sióstr. Życie pokazuje, że nie da się, jak chciałby Laurent, „wyleczyć się z nich wszystkich”. Pasquierowie „nigdy się nie zmienią; nikt, nikt z nich się nie zmieni”.

Paskierada

Olbrzymia powieść Georges’a Duhamela jest wyzwaniem głównie ze względu na swą objętość; tak już się dziś nie pisze i tak się już dziś nie czyta. Dość luźna fabularnie konstrukcja – podział na dziesięć części, z których każda jest zamkniętym epizodem z centralnym bohaterem – ułatwia jednak lekturę; to trochę tak, jakbyśmy czytali dziesięć oddzielnych powieści. Zwłaszcza że Duhamel dba też o to, żeby urozmaicać sposób opowiadania: w większości części narratorem jest Laurent, ale raz głos przechodzi na jego przyjaciela Justyna, raz na narratora trzecioosobowego; mamy też część złożoną tylko z listów. Życie Pasquierów obserwujemy na przestrzeni kilkudziesięciu lat – od lat dziewięćdziesiątych XIX stulecia do 1925 roku, z przeskokami co kilka lat, by skupić się na epizodach ważnych i dla całej rodziny, i dla jej poszczególnych członków. To epicka „Paskierada”, by użyć terminu, którym bohaterowie określają poczynania typowe dla swojej rodziny. Co uderzające, nie ma części poświęconej Wielkiej Wojnie; dochodzą do nas tylko jej echa, informacje o udziale bohaterów w walkach, odniesionych ranach czy śmierciach. Wszystko jednak tylko pośrednio, nieco mimochodem. Podobnie zresztą jak słabo dźwięczą w książce inne ważne wydarzenia historyczne, choćby sprawa Dreyfusa. We wstępie do swego pamiętnika Laurent odcina się od wprowadzania do opowieści polityki i historii; woli skupić się na „myślach, pracy i przygodach zwykłego obywatela zagubionego w tłumie”. Przy czym określenie „zwykły obywatel” słabo stosuje się do Pasquierów; wśród nich, może prócz nijakiego Ferdynanda, który zajmuje marginesowe miejsce w książce, i matki – chociaż i ona jest wzorem matczynej miłości i małżeńskiego oddania wbrew wszelkich przeciwnościom – nie ma postaci zwykłych. Rozgorączkowany w swych marzeniach i chęci do czerpania garściami z życia ojciec, wciąż pełen nowych, nierealnych pomysłów, żywotny, energiczny, bufonowaty, zawsze uważał się za lepszego niż ogół; Józef sam doszedł do ogromnego majątku dzięki bezwzględności, która ostatecznie się na nim zemści; Cecylia, bogini muzyki, płaci za talent klęskami w życiu osobistym, a Zuzanna, dobra aktorka, z wysokości sceny nie umie docenić prawdziwie oddanych mężczyzn. Laurent, wybitny uczony, nie potrafi i nie chce zrezygnować ze swego idealizmu, co wiele razy poważnie go zrani. Poznawanie kolei ich życia jest fascynujące. Duhamel nie tylko tworzy znakomity portret rodziny jako całości i psychologicznie pogłębione wizerunki poszczególnych jej członków (i licznych przyjaciół, znajomych, sąsiadów), ale nasyca swoją powieść też dziesiątkami, wręcz setkami detali obyczajowych, obserwacji życia codziennego przez kilka dziesięcioleci, epizodami humorystycznymi albo dramatycznymi. Żongluje nie tylko sposobem narracji, ale też nastrojami: pierwsze trzy części sagi kojarzyły mi się z powieściami Zoli; mamy przesyconą beznadzieją opowieść „Cecylia wśród nas” i wręcz sielankową, gdyby nie finał, „Zuzannę i młodzieńców”. Klasyczna opowieść o dojrzewaniu i młodzieńczym rozczarowaniu („Pustelnia Bievres”) oraz epizod o kłopotach idealisty Laurenta („Walka z cieniami”) odcinają się od ponurego finałowego „Męczeństwa Józefa Pasquier”, obnażającego bezduszność rodzinnego milionera. Dzieło tak szeroko zakrojone nie jest, rzecz jasna, zupełnie równe, ale zdecydowanie warto się z nim zmierzyć, bo „Kronika rodu Pasquier”, pozostająca w cieniu „Buddenbrooków” czy „Sagi rodu Forsyte’ów”, zasługuje na przypomnienie.

Georges Duhamel, Kronika rodu Pasquier, t. 1–5, tłum. Iza Glinka, Kazimiera Woyde, Marta Higier-Łebkowska, Jerzy Pański, Książnica 1992.

 

Podobne pozycje:

Na wschód od Edenu

John Steinbeck

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

24 thoughts on “Rodzina w dziesięciu odsłonach (Georges Duhamel, „Kronika rodu Pasquier”)”

  1. Bazyl pisze:
    15 kwietnia 2020 o 13:23

    Chylę czoła, choć jak coś wchodzi, to wchodzi i nie ma, że stron miliony :) Te wzmianki o hiperaktywnym, pełnym szalonych i najczęściej chybionych pomysłów, które mają przynieść finansowy sukces rodzinie, ojcu, jako żywo przypomniały mi Stramera Mikołaja Łozińskiego. Całkiem przyjemna rzecz, że tak uogólnię :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      15 kwietnia 2020 o 13:54

      No to akurat nieźle wchodziło i można było robić przerwy między częściami, nie tracąc wątku :) Takich tatusiów to jest trochę w literaturze, że tak odbiję piłeczkę, bo Łozińskiego nie znam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        17 kwietnia 2020 o 05:48

        Rzeczywiście, gdyby się zastanowić, sam bym paru sobie przypomniał :)
        No i jak już jesteśmy przy sagach zerknąłem na Legimi za Durrellem, ale Noir dopiero zaczął chyba wznawiać i w abo jest tylko pierwszy tom :( Ale ja to kiedyś przeczytam! :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          17 kwietnia 2020 o 08:47

          Odbiłem się kiedyś od Durrella, niby wszystko w porządku i na miejscu, ale jak zachwyca, skoro nie zachwyca?

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            17 kwietnia 2020 o 13:10

            I dobrze, bo rano przez przypadek zacząłem fajną książkę :)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              17 kwietnia 2020 o 13:29

              Ej, nie robi się taki rzeczy. Napisz natychmiast, co czytasz :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                17 kwietnia 2020 o 13:53

                Jest już okładka na Śmieciuszku. Zawszeć to jeden klik więcej :D

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  17 kwietnia 2020 o 15:16

                  Lecę więc oglądać :D

                  Wczytywanie…
  2. Natalia | natalia-recenzuje.pl pisze:
    15 kwietnia 2020 o 14:26

    Zachodzę w głowę jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie słyszałam o tym cyklu. Zdaje się być idealny dla mnie. Być dokładnie tym, co lubię w literaturze. Zwłaszcza, że to literatura francuska… Dziękuję, że przedstawiłeś tutaj ten cykl!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      15 kwietnia 2020 o 14:44

      Bo ten cykl zginął w cieniu tych popularniejszych. No i serialu chyba nikt nie nakręcił na jego podstawie. Znaczy nakręcił, ale u nas nie pokazywali :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. gaba pisze:
    15 kwietnia 2020 o 18:58

    No właśnie – ja jak Natalia – nigdy nie słyszałam o tej powieści :) Poszukam i chętnie zajrzę, czasem mam takie fazy na Forsyte’ów czy innych Paliserów :) Dzięki :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      15 kwietnia 2020 o 19:48

      Idealnie się nada na taką fazę :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. czytankianki pisze:
    16 kwietnia 2020 o 12:59

    Podziwiam wytrwałość, sagi rodzinne wolę jednak w telewizji.;)
    Swoją drogą dziwne, że wydarzenia historyczne pozostają w cieniu – w końcu jakoś odbijały się na życiu familii.
    Muszę to powiedzieć – stylowe wydanie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 kwietnia 2020 o 13:06

      Z sag telewizyjnych będę czytał Palliserów :D Kiedyś.
      Brak historii też mnie zdziwił, ale właściwie poza I wojną te wydarzenia toczą się jakby poza Pasquierami. Co najwyżej kłócili się przy obiedzie o Dreyfusa, a i to nie za bardzo, bo matka nie lubiła, jak się kłócili i zabraniała podnosić temat. Józefowi w interesach mogły pomagać zmiany rządowe, ale to wszystko. I w sumie autora rozumiem: zwykła rodzina, bez związków z polityką, ma w nosie wielkie wydarzenia historyczne, jej to dotyka co najwyżej pośrednio.
      A wydanie faktycznie, hoho, skaj i złocenia, bardzo lata 90. :D Za to w środku papier klasy IV.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. czytankianki pisze:
    16 kwietnia 2020 o 13:27

    Ciekawe, czy możliwe jest takie odcięcie od wydarzeń w dobie mediów społecznościowych.;)))
    Czy w czasach Zuzanny bycie aktorką było wciąż krytykowane?
    Chyba mam Dickensa w tej serii. Papier rzeczywiście paskudny, za to cały tom lekki.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 kwietnia 2020 o 13:36

      Nie jest możliwe, co widać świetnie teraz, jak nie można lodówki otworzyć, żeby nie dostać wirusem.
      We Francji chyba dużo wcześniej niż u nas scena nie kojarzyła się od razu z zamtuzem, w każdym razie rodzina nie sprzeciwiała się decyzji Zuzanny, która zresztą była uczennicą Sary Bernhardt.
      Ten Dickens to chyba z takiej kioskowej serii klasyków, Duhamel ukazał się niezależnie, ale estetyka ta sama: ma wyglądać na luksusowe wydanie, ale zrobione po taniości :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        16 kwietnia 2020 o 13:59

        Rodzina nie sprzeciwiała się – w sumie niebywałe, bo nawet dzisiaj – choć z innych powodów – rodzice raczej nie są zadowoleni z takiego wyboru profesji przez dzieci.;)
        Założę się, że z daleka na widok szeregu takich tomów na półce można się nabrać na ten niby-luksus.;)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          16 kwietnia 2020 o 14:06

          Nie ma mowy o żadnych oporach, może dlatego, że to najmłodsza córka pieszczoszka, a może dlatego, że jej siostra została pianistką, więc przetarła szlaki.
          Nabrać się na niby-luksus można, widziałem parę półek umeblowanych tymi wydaniami :) Ale jak komuś zależy na lepszym tłumaczeniu niż anonimowe z XIX wieku, to musi szukać czegoś innego.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. czytankianki pisze:
            17 kwietnia 2020 o 10:56

            Przejrzałam zdjęcia z filmowej adaptacji i przyznam, że są zachęcające. Chyba jednak prędzej wybiorę Zolę i jego „Wszystko dla pań”, również zachwalane przez Ciebie.;)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              17 kwietnia 2020 o 12:18

              Wszystko dla pań zawsze dobre, szczególnie jeśli się lubi baśń o Kopciuszku :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
  6. qbuspozera pisze:
    20 kwietnia 2020 o 13:38

    Sagi rodzinne jakoś zupełnie mnie nie pociągają, ale tak na poziomie teoretycznym, bo z żadną sił nie próbowałem. Jeśli jednak naszła by mnie ochota, to którą na początek być zalecał?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      20 kwietnia 2020 o 15:03

      Najkrótszą, Buddenrooków Manna :) Ma świetny początek, jeśli ktoś lubi detale obyczajowe.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. Pingback: Słupek przy słupku, edycja 2020 – Zacofany w lekturze
  8. Pingback: Dziesięciolecie! – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d