Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Portret wyobrażony (Tadeusz Konwicki, „Bohiń”)

Posted on 6 września 2021 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Helena Konwicka zbliża się do trzydziestki. Według poglądów swojej epoki jest już zdecydowanie starą panną i powinna czuć wdzięczność do właściciela sąsiedniego majątku, który stara się o jej rękę. I pewnie wyszłaby za niego, gdyby nie pojawienie się tajemniczego mężczyzny – niepokojącego i fascynującego zarazem.


Zaściankowa monotonia

Życie Heleny jest monotonne: praca na folwarczku Bohiń, w którym zamieszkała z ojcem, gdy ich majątek został skonfiskowany po powstaniu styczniowym, uczenie wiejskich dzieciaków, niedzielne wyjazdy do kościoła, czasem odwiedziny sąsiadów. Wychowana bez matki, wcześnie i w niejasnych okolicznościach zmarłej, kobieta jest inteligentna, samodzielna i ceni swobodę, dusi się „na strasznej prowincji, o której nikt nigdy nie słyszał na świecie”, gnębionej przez zaborcę, nawiedzanej przez duchy powstania styczniowego i wspomnienie o zabitym wówczas ukochanym. Wie jednak, że nie ma wielkiego wyboru: albo staropanieństwo, albo małżeństwo z rozsądku i coraz bardziej destrukcyjna myśl, że zmarnowała życie, dała się stłamsić, wcisnąć w zbyt ciasne ramy. Spotkanie z Eliaszem Szyrą, Żydem, niepokojącym tułaczem, którego nie umie przeniknąć, wybija Helenę z kolein codzienności.

Melancholia i burza

Helena to babka Tadeusza Konwickiego, babka, dodajmy, wyobrażona, ponieważ o jej losach nic nie wiedział, usiłował więc je zrekonstruować, by mieć poczucie ciągłości, znaleźć brakujące ogniwo rodzinnej historii, zbliżyć się do ojca, który tajemnicę swojego pochodzenia zabrał do grobu. Tworzy więc ze strzępów rodzinnych przekazów opowieść „lepszą czy gorszą, mniej czy bardziej wiarygodną, bo ja ją sam układam z zapamiętań, z wyobraźni i z jakichś tęsknot oraz przeczuć”. Te składniki dają nam opowieść melancholijną, zrazu wypełnioną omdlałą atmosferą schyłku lata, a stopniowo coraz bardziej parną i naelektryzowaną, pełną przedburzowego napięcia – i nie chodzi tu tylko o wielką nawałnicę, która przetoczy się przez okolicę Bohini i życie Heleny, ale i o tę wielką dziejową nawałnicę, która kilkadziesiąt lat później zmiecie cały tamtejszy świat (swoją drogą, Konwicki wybrał irytujący sposób zapowiadania przyszłych wydarzeń: w okolicy grasuje mityczny Schickelgruber, „taki z czarnym wąsikiem”, „On lubi palić ludzi. Najlepiej Żydów”, a także rosyjski policjant, ospowaty Dżugaszwili, Wissarion Josifowicz – chyba bardziej łopatologicznie się nie dało, zgrzytało mi to okropnie). Konwicki tworzy znakomite, sugestywne postacie: Heleny, miotanej sprzecznościami, jej ojca Michała, gnębionego przez jakieś widma przeszłości, Aleksandra Broela-Platera, epuzera Heleny, o którym chodzą dziwne plotki, księdza Siemaszki, działającego na rzecz Białorusów, wreszcie Eliasza Szyry, który wiele mówi o swoich tułaczkach, ale czy mówi prawdę? Każdy z bohaterów ma życie, które oglądają i osądzają krewni i sąsiedzi, ale w każdym tkwi też jakiś sekret, czasem przeczuwany, czasem powtarzany szeptem za plecami. Niby wszystko jest proste i zwyczajne, ale aż kipi podskórnie od uraz, wyrzutów sumienia, namiętności, znajdujących upust w najrozmaitszy, często gwałtowny sposób.

Tradycja i współczesność

Znakomicie jest też opisana prowincja, Wileńszczyzna, gdzie wiek dziewiętnasty trwał aż do drugiej wojny światowej, straszliwy zaścianek, ale jednocześnie „podobny do starożytnej Grecji”, gdzie „wszyscy od siebie pochodzą i wszyscy też tworzą nową historię, nową mitologię, nową kosmogonię”. Kraj doświadczany przez historię, silnie związany z naturą, gdzie miesza się fantastyczne i realne, niczym relikwia przechowywany w pamięci pokoleń. „Bohiń” to moje pierwsze czytelnicze doświadczenie z Konwickim; niezwykle udane, gdy już przywykłem do autora niespodziewanie wychylającego się z jakiegoś akapitu, by pisać o sobie, a nie o bohaterach. Powieść udana nie tylko fabularnie, ale i znakomita językowo, gawędziarska i poetycka zarazem, z opisami, które uwielbiam, z dbałością o detale, czerpiąca z literackiej tradycji pisania o czasach popowstaniowych, ale z przymieszką współczesności.

Tadeusz Konwicki, Bohiń, Czytelnik 1988.

48 thoughts on “Portret wyobrażony (Tadeusz Konwicki, „Bohiń”)”

  1. Katarzyna pisze:
    6 września 2021 o 18:10

    Serio nie czytałeś nic Konwickiego? Chociaż faktycznie jesteś młodszy chyba ode mnie, to może i nie, ja czytałam jeszcze (chyba?) drugoobiegową „Małą apokalipsę” w latach 80-tych jako nastolatka – potężne wrażenie, spać nie mogłam. Ostatnie słowa „Małej apokalipsy” wiele razy mi się przypominały w życiu, zresztą Konwicki jakoś tak te książki umiał kończyć, że ich właściwie nie kończył, ale i tak to gdzieś w umyśle zostawało. „Zwierzoczłekoupiór” na przykład, którego z kolei czytałam jeszcze w podstawówce, bo to podobno było „dla dzieci”. W zasadzie to ciekawa jestem, czy te książki zrobiłyby teraz na mnie podobne wrażenie, jak przeczytane wówczas, zapewne nie, tych nastoletnich emocji się już nie odtworzy :-)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 września 2021 o 18:13

      Serio. Za moich licealnych czasów on nie był modny, nie był w lekturach, ogólnie brylował jako autorytet moralny i trochę mnie odrzucał. A w ogóle to nie miałem czytać Bohini, tylko Rojsty, tylko pomyliłem się przy zakupach :) W sumie na dobre wyszło, po streszczeniach sądząc, te klasyczne Konwickie nie miałyby u mnie wcześniej wielkich szans, a teraz kto wie :) Zamierzam nadrobić.

      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        7 września 2021 o 09:03

        Masz na myśli początek lat 90-tych? Mnie się wydawało, że to Szczypiorski brylował, po 1989 r. był wszędzie. Konwickiego chyba później GW wypromowała, choć z pewnością po przełomie nagle zaczęto go drukować (pamiętna seria z reprodukcjami Lenicy na okładkach). No, ale może inaczej pamiętam te odległe czasy.;)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          7 września 2021 o 11:18

          @czytankianki Szczypiorski zdecydowanie wtedy brylował, ale mam wrażenie, że Konwicki też się często pojawiał. Jak nie on sam, to o nim mówiono. Te wydania Alfy, czarne z reprodukcją, okrutnie mnie odrzucały.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            7 września 2021 o 12:43

            O, paczpan! A ja jak raz czytam „Pana Tadeusza” z Alfy z rysunkami Szancera :) Czyli jednak coś ładnego też wydawali :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              7 września 2021 o 13:04

              No wydawali. Chociaż jak teraz oglądam te okładki Konwickiego, to nie wydają się takie straszliwe. Człowiek jak młody, to nie łapie symboliki.

              Odpowiedz
          2. czytankianki pisze:
            7 września 2021 o 13:03

            Nie były to przyjemne okładki, fakt, ale wpadały w oko i w pamięć. O ile „Małą apokalipsę” lubię, to „Rzeka podziemna…” faktycznie mnie odrzuca.

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              7 września 2021 o 13:05

              @czytankianki Faktycznie Rzeka makabryczna i to ucho na pierwszym planie…

              Odpowiedz
              1. Katarzyna pisze:
                7 września 2021 o 14:58

                Ach, te wydawnictwa „okresu przełomu”, czegóż to nie było – jeszcze Alfa była w miarę przyzwoitej jakości (choć papier fatalny niekiedy), także pod względem redakcyjnym. Przyznam, że mnie jakoś okładki nie przeszkadzały, raczej pamiętam euforię, że nagle towar „reglamentowany” (w postaci książek, które kiedyś można było zdobyć wyłącznie „po znajomości”) stał się dostępny, grafika była drugorzędna. Ale porządkując książki po śmierci mamy sporo z tego okresu musiałam wyrzucić, po prostu druk wypłowiał, papier rozpadał się w rękach, a co najmniej książka rozpadała się na pojedyncze kartki.

                Odpowiedz
                1. Bazyl pisze:
                  7 września 2021 o 15:07

                  Mogę potwierdzić. Chcąc żeby nasz księgozbiór wyglądał nobliwie i robił wrażenie na patrzących, to lepiej inwestować w wydania z lat 50-60 niż 70-80, bo papier w tych pierwszych oraz druk są zazwyczaj w o wiele lepszym stanie. Nawet mimo zżółkniętych brzegów :P

                2. Katarzyna pisze:
                  7 września 2021 o 15:34

                  Ekhem, ekhem, mój księgozbiór to nigdy nie robił wrażenia, albowiem notorycznie topiłam go w wannie, zalewałam kawą lub herbatą, nadgryzał go mój szczur i ogólnie szacunek dla książek w sensie papieru był mi obcy. A teraz, to resztki (po ostrej redukcji jakieś 600-700 sztuk tego do czego mam czasem chęć wrócić) upchęłam po szafach i ich nie widać, bo się na starość uczuliłam na kurz…. Przechodzę na wersje elektroniczne.

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  7 września 2021 o 20:44

                  @Bazyl, lata 50 i 60 też niekoniecznie, chyba że jakieś luksusowe edycje, bo większość też niestety na kwaśnym papierze i kruszy się w rękach :(

                4. Bazyl pisze:
                  8 września 2021 o 12:39

                  @ZwL Mam Dekamerona i Trylogię i jeszcze jakiś parę. Czy luksusowe, nie wiem, ale na pewno nieźle się trzymają. Lepiej niż te dwie dekady młodsze :)

                5. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  8 września 2021 o 13:51

                  Wiem wiem, sam wymieniałem rozmaite kiepskie wydania na lepsze. Najgorsza jest końcówka lat 80, to się rozpada od samego patrzenia :(

      2. Katarzyna pisze:
        7 września 2021 o 10:12

        Co do nieczytania, nie był to bynajmniej zarzut, sama odczuwam to generacyjne „przesunięcie w fazie”, bo np. nie załapałam się na modę na literaturę iberoamerykańską :-) Natomiast o ile chciałeś czytać „Rojsty”, to faktycznie wyszło ci nieźle, zamiast od początku zacząłeś Konwickiego od końca :-) Streszczeniami się nie sugeruj, moje obserwacje są takie, że zwykle są one w przypadku Konwickiego fatalne, co niekoniecznie znaczy, że książka lepsza, po prostu jakoś moim zdaniem nie oddają odpowiednio treści. Natomiast „Rojsty” to naprawdę ciekawa rzecz, takie trochę anty „Kamienie na szaniec” czy „Ziele na kraterze”, moim zdaniem warto przeczytać, choć to jeszcze trochę inny Konwicki, niż ten późniejszy. Przyznam, że tak w ogólnych zarysach się to zgadzało z partyzanckimi wspomnieniami mojego dziadka (akurat z innych okolic, ale atmosfera podobna, tudzież chaos ogólny i motywacje różne). „Bohiń” doceniam, zwłaszcza te postacie, rzeczywiście świetne i podskórne napięcie, o którym piszesz. Ale czy to najlepsza książka Konwickiego… Kwestia gustu, a i być może ludzie związani jakoś z Wileńszczyzną inaczej to odbierają?

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          7 września 2021 o 11:22

          @Katarzyna Nie odebrałem tego jako zarzutu :) Zasadniczo byłem i jestem odporny na generacyjne mody. No dobra, w liceum czytałem Irvinga i Whartona, bo byli akurat modni, ale nie żałuję, po obu mi zostało po kilka niezłych powieści. Ojtam, Rojsty czy Bohiń, taka sama egzotyka tytułu, mogło mi się pomieszać :) W kwestii, czy najlepszy Konwicki, się nie wypowiem, ale jak nie jestem wielbicielem Kresów, tak w opisie Konwickiego wyglądają one tak, że sentyment pokoleń staje się zrozumiały.

          Odpowiedz
          1. Katarzyna pisze:
            7 września 2021 o 12:06

            Wiesz, z tym zarzutem ja tak tylko na wszelki wypadek, bo już się nauczyłam ludzie w necie biorą wszystko do siebie i to w takim negatywnym sensie. Przyznam, że osobiście np. Szczypiorskiego nie czytałam nic. Co do Irvinga i Whartona, kiedy wyprowadzając się po rozwodzie dzieliłam książki, to akurat te zostawiłam byłemu chłopu. Literatura to naprawdę w dużym stopniu kwestia gustu :-) Ja mam np. słabość do Orzeszkowej, też Kresy i co mi kto zrobi :-P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              7 września 2021 o 12:16

              Ja jestem chyba dość gruboskórny (albo nie łapię aluzji :P). Obu panów sobie trzymam na półce, fakt że Whartona w ostrym wyborze, bo jednak więcej jak jakieś pięć sensownych rzeczy nie napisał. Do Irvinga mam większy sentyment, chociaż też tylko z pięć razy mu się udało. Co do Orzeszkowej, to tu nikt Ci nie nie zrobi, tu się chroni miłośników Orzeszkowej :D

              Odpowiedz
  2. czytankianki pisze:
    7 września 2021 o 08:54

    Ech, pamiętam czasy, kiedy Lirael polecała Bohiń jako jedną z najlepszych powieści Konwickiego, jeśli nie najlepszą. Nic więcej nie napiszę, bo wciąż nie przeczytałam – mea culpa.;(

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      7 września 2021 o 11:16

      Faktycznie Lirael się zachwycała. Ale szczerze mówiąc, to miały być Rojsty po Twoim poleceniu, tylko mi się tytuły pomyliły :)

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        7 września 2021 o 11:20

        Ja tu tylko zostawię kontrolny komentarz dla obserwowania wątku :P Po prostu lubię czytać Wasze dyskusje, a że o Konwickim nie mam zupełnie nic do powiedzenia /napisania … :D

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          7 września 2021 o 11:23

          Możesz obserwować komentarze bez komentowania, chyba jest tu taka opcja, ale każdy komentarz mile widziany :P

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            8 września 2021 o 12:33

            „Błogosławiony ten, co nie mając …” :D

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              8 września 2021 o 13:47

              Rotfl.

              Odpowiedz
      2. czytankianki pisze:
        7 września 2021 o 13:07

        Może dobrze wyszło, przynajmniej Ci się spodobało.;) „Kalendarz i klepsydra” powinny Ci się spodobać, bo trochę ploteczek tam się znajdzie i naturalnie opowieści o kocie Iwanie.;)

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          7 września 2021 o 13:27

          Rojsty też by mi się pewnie podobały. Chwilowo czekam na Małą apokalipsę, Rzekę (okładka z uchem) i Nowy Świat i okolice. Przekartkuję i zdecyduję, co dalej.

          Odpowiedz
          1. Katarzyna pisze:
            7 września 2021 o 15:14

            @czytankianki, mnie się wydaje, że Szanownemu Gospodarzowi Bloga ogólnie Konwicki powinien się spodobać. @Piotr, spróbuj też „Zwierzoczłekoupiora” – nie,to nie jest książka dla dzieci… Nb. @Piotr trochę sobie czytam archiwa Twojego bloga i pod wpływem Twojego wpisu przeczytałam wczoraj wieczorem „Cranford”, wiesz, że ta Gaskell rzeczywiście niezła, moim zdaniem lepsza niż Austen.

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              7 września 2021 o 20:48

              @Katarzyna Mnie wiele rzeczy podchodzi, tylko kiedy to wszystko czytać. Na razie zainwestowałem w trzy wyżej wymienione Konwickie i chwilowo wystarczy. Co do Cranford, to jednak Gaskell należy już do nowej epoki, śmielszej w pisaniu, ostrzejszej w krytyce społecznej, więc faktycznie Austen może przy niej blado wypadać, ale ja bym nie był taki surowy w ocenach :) Zresztą i tak u obu najbardziej cenię sarkastyczny humor i te wszystkie szpileczki wbijane temu i owemu.

              Odpowiedz
              1. Katarzyna pisze:
                7 września 2021 o 22:04

                No tak, fakt, ja mam zdolność szybkiego czytania od kiedy nauczyłam się czytać, jakoś tak ogarniam stronę rzutem oka. Kindle mi nie pasował bo za wolny i za mało na ekraniku, na tablecie jakoś lepiej idzie i taka średniej objętości książka zajmuje mi godzinę-dwie, choć i tak wolę papierowe.
                A Thackeraya czytałeś? Bo to oprócz Orzeszkowej moja kolejna słabość. :-)

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  8 września 2021 o 11:33

                  Imponujące tempo :) Tak, Thackeraya czytałem Targowisko próżności, bardzo misię. Już sobie skompletowałem inne do poczytania.

                2. Katarzyna pisze:
                  8 września 2021 o 19:56

                  To spróbuj „Księgę snobów”, jak tak się pozastanawiać, to pominąwszy przemiany obyczajowe w zasadzie nic się nie zmieniło. A i można czytać jako pojedyncze felietony. Co do tempa, to zdarzyło mi się kiedyś, że jak czytałam jakiś kryminał na tablecie, to mnie babka siedząca w samolocie obok przeprosiła i zapytała, czy ja to czytam :-):-) Nie wiem co miałam robić jej zdaniem, ale przyświadczyłam, że tak, dodając, że kryminał taki sobie…

                3. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  8 września 2021 o 20:00

                  Też mam w planach. Kiedyś :) Najwyraźniej pani współpasażerka nie nadążała z czytaniem i zepsułaś jej podróż.

          2. czytankianki pisze:
            9 września 2021 o 11:58

            Ooo, zapas już jest zrobiony.;) Rzeczywiście będzie z czego wybierać.

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              9 września 2021 o 13:38

              Jak przyjdzie czas :) Czyli nie wiadomo kiedy.

              Odpowiedz
  3. Katarzyna pisze:
    9 września 2021 o 17:29

    O czystą uciechę dziś trudno, więc się podzielę, a co mi tam. Celem oderwania się od rzeczywistości kupiłam sobie książkę „Kufer Kasyldy”. Jest to wybór z pamiętników i wspomnień z młodości pań z tak plus minus XIX w. Ucieszcie się i wy, cytat ze wspomnień Henriety z Działyńskich Błędowskiej, opisujący jak jej tatusia Moskale złapali ” ojca mego złapano przebranego za chłopa pod Wołoczyskami i po wstędze Orła Białego, która spod siermięgi wychodziła, poznano”. Czy tylko ja uważam, że przebrał się facet zaiste genialnie ? 🤣🤣🤣🤣

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      9 września 2021 o 17:39

      Och, Kufer Kasyldy :) Tatuś widać tylko na maskarady chadzał, a nie o życie walczył, to mu wprawy zabrakło. Poza tym Orła Białego wyrzucać to grzech.

      Odpowiedz
      1. Katarzyna pisze:
        10 września 2021 o 16:37

        Ta książka jest ogólnie średnio zabawna, zwłaszcza jak się tak człowiek w dalsze losy pań wgłębi. Ciężko się czyta niektóre wspomnienia, np. wiedząc, że narratorka ma przed sobą tylko parę lat życia, a narzeka na zdrowie. Ale to zdanko mnie ubawiło… Z takich ubawów, to ostatni raz mi się przytrafiło, jak czytałam biografię Delfiny Potockiej, z którą jej małżonek Mieczysław się rozwodził, używając pretekstu, że był zaręczony z jej młodszą siostrą. Fakt, że w chwili ich ślubu miała ona 8 lat nikomu jakoś nie przeszkadzał. A ja mam wybujałą wyobraźnię i wyobraziłam sobie jak gość się wypowiada „No wysoki sądzie taki byłem na tym ślubie na…any że nawet nie widziałem kogo mi tam podstawili, a jak wytrzeźwiałem to żeśmy z żoną już piątkę dzieci pochować zdążyli”.

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          10 września 2021 o 19:15

          Część tych historii faktycznie nie była zabawna, ale są też budujące, jak jednej z pań, która postanawia utrzymywać się z własnej pracy i sobie kalkuluje dochody.

          Odpowiedz
  4. buksy pisze:
    11 września 2021 o 23:57

    O kurczę, aż sprawdzę, czy się to gdzieś nie kurzy w kupce przytarganej z bibliotecznej wyprzedaży! A brakiem znajomości Konwickiego mnie zaskoczyłeś. Ale i zazdrość wzbudziłeś, że taki Kalendarz i Klepsydra dopiero przed Tobą ;)

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 września 2021 o 23:59

      Sprawdź koniecznie, bo warto :) Co do Konwickiego, to tak jak pisałem wyżej, jakoś nie kręcił mnie za młodu, zresztą lista byłaby dłuższa, z guru typu Stachura i Hłasko na czele :P

      Odpowiedz
      1. buksy pisze:
        12 września 2021 o 00:01

        Mnie za młodu tez był obcy, ale za dojrzału już mnie zaciekawił ;). No Stachura mnie zauroczył, ale teraz jakoś nie kusi

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          12 września 2021 o 00:06

          Zwykle się wyrasta z młodzieńczych idoli :)

          Odpowiedz
          1. buksy pisze:
            12 września 2021 o 00:07

            W tym przypadku nastąpiło to szybko ;)

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              12 września 2021 o 15:27

              Mam nadzieję, że bezboleśnie :)

              Odpowiedz
        2. Katarzyna pisze:
          14 września 2021 o 16:21

          @buksy – Stachurę i Hłaskę czytałam i w pierwszej chwili, jak miałam 14-15 lat mnie zauroczyli, bo było to coś kompletnie innego niż klepane w szkole lektury. Może o razu zgódźmy się, że dla nastolatka tekst, iż do szkoły chodzi się po to, żeby się samemu za dużo nie nauczyć brzmiał nieźle. Potem jednak człowiek dorasta i okazuje się, że jakoś należy zarabiać na życie, a i przyznam, że „etos menela” jakoś specjalnie do mnie nie przemawiał.

          Odpowiedz
  5. Qbuś pożera książki pisze:
    29 września 2021 o 14:15

    Ależ smutno patrzeć na to zdjęcie w bezurlopowym wrześniu…

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      29 września 2021 o 14:42

      Ale miło wspominać, że kiedyś były jakieś wakacje. I jeszcze jakieś będą, miejmy nadzieję :)

      Odpowiedz
  6. Pingback: Słupek przy słupku, edycja 2021 – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT