Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Księgozbiory polskie, cz. 20: Czytelnia u Przyjaciół (1)

Posted on 30 stycznia 2024 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Jadwiga Krawczyńska uznawana jest za jedną z pierwszych polskich reporterek, walczyła o równouprawnienie: piętnowała często dyskryminację kobiet w zawodzie dziennikarskim. Po wybuchu wojny w 1939 roku nie mogła dalej pracować w prasie, postanowiła więc założyć wypożyczalnię książek, o czym obszernie opowiada w swoich wspomnieniach. Dziś fragment o powstaniu i funkcjonowaniu Czytelni u Przyjaciół, za czas jakiś o jej stałych bywalcach i dalszych losach.

O założeniu czytelni-wypożyczalni książek myślałam od chwili, gdy w początkach okupacji hitlerowskiej zaczęłam pracę w prasie podziemnej.

Wyobrażałam sobie, trafnie zresztą, że tego rodzaju zajęcie maskowałoby dobrze pracę konspiracyjną, ponadto dałoby mi możność kulturalnej działalności. Z biegiem czasu ten ostatni motyw stał się dla mnie bardzo cenny. W okresie, kiedy „cała Warszawa”, inteligencka i kulturalna również, „szmuglowała” i handlowała byle czym, od namiastek herbaty do złota i biżuterii, prawdziwym szczęściem było nie brać udziału w tej życiowej krzątaninie, zważywszy w dodatku mój zupełny brak zdolności i zainteresowania tego rodzaju czynnościami. Choć nie od razu i nie bez wielu trudności udało się zorganizować czytelnię (dopiero w początkach 1941 roku), uparcie do tego dążyłam i znalazłam wreszcie odpowiednie wspólniczki, którym podobała się myśl stworzenia takiego warsztatu pracy.

Lokal sam wpadł mi w ręce: obszerne mieszkanie na pierwszym piętrze w alei Niepodległości 132/136, które oddała mi „w depozyt” koleżanka dziennikarka, dr Karolina Beylin, wyjeżdżając z· Warszawy z rodziną w bezpieczniejsze strony wiejskie. Druga z sióstr Beylin, Stefania, podała projekt nazwania naszej placówki Czytelnią u Przyjaciół, dowodząc tym delikatnego wyczucia istoty sprawy. Przyjęłyśmy z entuzjazmem ten piękny szyld.

Kamienica przy al. Niepodległości 132/136, róg ul. Ligockiej (źródło)
Kamienica przy al. Niepodległości 132/136, róg ul. Ligockiej (źródło)

Do zorganizowania pracy wypożyczalni od podstaw pomogła nam bardzo życzliwie pani Wanda Dąbrowska, znakomita specjalistka bibliotekarstwa, autorka wielu podręczników, założycielka Poradni Bibliotecznej. Osobiście przyjechała na aleję Niepodległości i udzieliła mi najistotniejszych wskazówek, następnie zaś po pewnym czasie sprawdziła nasze prace przygotowawcze.

Wypożyczalnia nasza podlegała, jak i inne, w pierwszej instancji Polskiemu Związkowi Księgarzy, którym kierował wówczas dyr. Feliks Pieczątkowski. Jego serdecznej trosce i przychylności sekretarki, p. Jadwigi Liedke, zawdzięczamy niejedno ułatwienie w warunkach tak trudnych i niebezpiecznych, jakie nastręczała wówczas nasza praca. Oni zaś, tj. przedstawiciele Związku, brali na siebie przykre zadanie borykania się z niemiecką władzą – Urzędem Propagandy […].

[…] Gdy czytelnia dawała dowody rozwoju, gdy przybywało nam abonentów, gdy wzrastało nasze powodzenie i dochody, potrafiłyśmy być wielkimi optymistkami: pakowałyśmy znaczną część naszych mizernych funduszów w zakupywanie nowych książek. Gromadziłyśmy nabywane okazyjnie egzemplarze zakazanych przez władze niemieckie książek z myślą o… czasach po wojnie! Bo Czytelnia u Przyjaciół miała istnieć nadal… […] Robiłyśmy plany jej rozszerzenia, chciałyśmy ją doskonalić i rozwijać w oryginalny i nowoczesny sposób. […] W moim pokoju leżały po kątach książki „na po wojnie”. Niekiedy rozzuchwalałam się tak, że nawet bez poprzedniego porozumienia ze Stasią i Hanią [wspólniczkami] potrafiłam przytaszczyć do domu zakazane tomy Orzeszkowej „Nad Niemnem”, Niemcewicza „Jana z Tęczyna”, Kraszewskiego „Starą baśń” i inne, które mi okazyjnie wpadły w rękę. I moje wspólniczki aprobowały te „szalone” wydatki, bo i one wierzyły w naszą powojenną czytelnię, która stanie się placówką, jakiej jeszcze nie było. Liczyłyśmy na powodzenie! Przy czytelni miały istnieć kluby literackie, miały być urządzane wieczory artystyczne, miała być czarna kawa i poradnia literacka dla czytelników, i kluby młodzieży z pogadankami na tematy lektur… Inicjatywy nam nie brakowało, a nasze doświadczenia zdobyte w Czytelni u Przyjaciół uprawniały nas do liczenia na taką piękną rzeczywistość. I to było słuszne, to było dobre; nie mogłyśmy myśleć inaczej, jak z wiarą i nadzieją wbrew terrorowi okupacji.

Nazwa Czytelni u Przyjaciół miała zaiste wielostronne znaczenie. Może była naszym talizmanem? Nawet po spaleniu czytelni w czasie powstania 1944 i długo jeszcze potem na bramie domu nr 132/136 w alei Niepodległości wisiał mały biały szyldzik, malowany na drewnie przez znajomego młodego grafika.

Kamienica przy al. Niepodległości 132/136, widok od podwórka (źródło)
Kamienica przy al. Niepodległości 132/136, widok od podwórka (źródło)

[…] Czytelnia nasza doszła w swym rozwoju do wielu setek abonentów (często korzystających z dodatkowych wypożyczeń), co miało nie tylko znaczenie dochodowe, lecz stwarzało mi osłonę konspiracyjnych poczynań. Duży ruch w czytelni i na schodach, przepływ ludzi różnego wieku i typu był asekuracją. Wśród nich trudno było odróżnić łączniczkę podziemia, toteż bywały tutaj codziennie, a niekiedy parę razy dziennie różne osoby ze świata konspiracji; w moim pokoju mieszkalnym za czytelnią odbywały się zebrania i prace nad ,,Ajencją Prasową” i „Dziennikiem Radiowym” w warunkach względnego bezpieczeństwa. Może to był tylko szczęśliwy traf i zbieg okoliczności, że w ciągu najtrudniejszych lat okupacji nie zdarzył się w tym naszym lokalu żaden zły wypadek, że przeciwnie, znajdowały tu chwilowe schronienie niektóre zagrożone osoby.

[…] Wraz z naszymi przyjaciółmi z czytelni przeżywałyśmy ich trwogi i ich straty, słuchałyśmy opowieści o ucieczkach i znikaniu ich najbliższych. Te krótkie relacje były podawane tylko w momentach, gdy byłyśmy same, i zwykle w formie, która pozwalała się domyślać więcej, niż mieściło się w słowach.

Wiele dowiedziałyśmy się także idąc śladem wypożyczonych a nie oddanych książek. Gdy abonent nie zgłaszał się przez czas dłuższy, wysyłało się krótkie przypomnienie na pocztówce. Gdy to nie osiągało skutku, trzeba było starać się wydostać książki – a że nie zawsze miałyśmy pomocnicę, którą można było posłać, często po zamknięciu czytelni jedna z nas udawała się osobiście pod wskazany adres. Nieraz zastawało się w domu opieszałych abonentów i sprawa była tak czy owak załatwiona. Ale zdarzały się mieszkania, do których nie można było się dostać, gdyż były opieczętowane, albo w których dowiadywałyśmy się, że dana osoba czy osoby już nie mieszkają, wyjechały albo też nie wiadomo, co się z nimi stało. Często nie chciano udzielić żadnych informacji i ze strachem zatrzaskiwano drzwi lub też odpowiadano bardzo opryskliwie. Czasami dozorca domu niechętnym pomrukiem dawał do zrozumienia, że o takim lokatorze nie chce nic wiedzieć. W miarę upływającego czasu okupacji tych zamkniętych drzwi i zaginionych książek było coraz więcej.

Jadwiga Krawczyńska, Zapiski dziennikarski warszawskiej 1939–1947, Państwowy Instytut Wydawniczy 1971, s. 136–140, 147, 166–167.

Za zgodę na wykorzystanie zdjęć dziękuję autorce bloga Odkrywca Warszawy.

11 thoughts on “Księgozbiory polskie, cz. 20: Czytelnia u Przyjaciół (1)”

  1. Bazyl pisze:
    6 lutego 2024 o 12:14

    Wyobrażasz sobie teraz ludzi, którzy zorganizowaliby taką, nie bójmy się tego słowa, instytucję? I nie mówię nawet o wojennych czasach, tylko o społecznikach, którym chciałoby się „bawić” w książki? No właśnie, a co tam z Tarabukiem, bo jakoś przestałem śledzić?

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      6 lutego 2024 o 13:04

      Panie ze wspomnień robiły to w celach zarobkowych, za abonament na wypożyczenia się płaciło, za dodatkowe wypożyczenia ponad regulamin płaciło się dodatkowo. Pewnie to nie były kokosy, ale też nie działalność charytatywna. Za to teraz jednak widzę społeczników bawiących się w książki, Śląscy Blogerzy, nie przymierzając, ciągle urządzają jakiej imprezy. A co z Tarabukiem, że tak zapytam? Chyba nie jestem na bieżąco.

      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        7 lutego 2024 o 08:03

        Pomysł na przetrwanie równie dobry (a niektórzy powiedzieliby, że lepszy), jak „kto handluje, ten żyje”. Merkantylną stronę przedsięwzięcia podyktowały pewnie czasy. Śląscy rzeczywiście robią kapitalną robotę, ale czy to jest nagminne zjawisko? Wątpię. A z Tarabukiem były jakieś zawirowania i chyba kwestia likwidacji.

        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          7 lutego 2024 o 08:09

          Jakby pogrzebać, na pewno jeszcze by się znalazło trochę maniaków społeczników książkowych, chociaż pewnie energia społeczna skupia się na pilniejszych dziedzinach niż książka i czytelnictwo.

          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            7 lutego 2024 o 09:09

            Tja. Na influencerce na TikToku :P

            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              7 lutego 2024 o 11:43

              Też. W sumie też bym się skupił na influensowaniu, tylko jakoś mam poczucie obciachu :D

              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                9 lutego 2024 o 11:04

                Ale przynajmniej kasa by się zgadzała :P Ja jednak nie chcę ludzi straszyć swoją paszczą. Za żadne pieniądze :D

                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  9 lutego 2024 o 13:46

                  No ja nie wiem, czy panowie w naszym wieku by coś zarobili :D

  2. qbuspozera pisze:
    9 lutego 2024 o 17:52

    W Poznaniu od lat wielu działa bardzo urokliwa Kawiarnia U Przyjaciół. I książki zdecydowanie były swego czasu w niej obecne.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      9 lutego 2024 o 20:52

      Czyli jest to do pewnego stopnia koncepcja uniwersalna :)

      Odpowiedz
  3. Pingback: Księgozbiory polskie, cz. 21: Czytelnia u Przyjaciół (2) – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT