Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Księgozbiory polskie, cz. 21: Czytelnia u Przyjaciół (2)

Posted on 29 lutego 2024 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Czytelnia u Przyjaciół, założona podczas okupacji przez warszawską dziennikarkę Jadwigę Krawczyńską i jej wspólniczki w kamienicy przy al. Niepodległości, stanowiła doskonałą przykrywkę dla działalności konspiracyjnej, ale przede wszystkim miejsce odwiedzane przez wszystkich spragnionych książek. W swoich wspomnieniach Krawczyńska przedstawia tych czytelników, którzy szczególnie zapadli jej w pamięć.

Pierwsze z rana wbiegały dzieci… wbiegały naprawdę pędem, bo często już przed otwarciem czekały pod drzwiami Czytelni u Przyjaciół.

Niemal codziennym porannym gościem w czytelni był Andrzej; miał wówczas dwanaście lat, lecz wyglądał na czternaście, taki był duży i rozwinięty, o czerwonych policzkach. Należał do tych mądrali, co to pożerają poważne książki. Dużo już się nauczył; rodzice byli dumni ze swego synka i aż przesadnie dbali o jego doskonałe odżywianie, co zresztą w czasie okupacji nie było bez znaczenia. Ojciec lub matka wybierali nieraz dla niego powieści, gdy był chory, naukowe książki, gdy był w szkole i brakło mu w domu lektury.

Przychodziły małe, chude dziewczynki, które najchętniej czytały romantyczne powiastki o pensjonarkach i mimo zachęty bibliotekarek nie dały się namówić na inne autorki, jak rosyjska Czarska i angielskie ladies, opisujące życie „wyższych sfer”. Dziewczynki te przychodziły z suteren domów przy ulicy Madalińskiego i zamożnych apartamentów w nowoczesnych blokach alei. […]

Wypożyczalnia w Sochaczewie
Wnętrze wypożyczalni w Sochaczewie, 1943 rok (źródło).

Przez czytelnię dość często przewijała się pewna cała rodzina – ze siedem sztuk dzieci różnego wieku w brudnych łachmanach i z nieutartymi noskami: dzieci kulawego mężczyzny z ulicy Madalińskiego. Był to w jakimś stopniu interesujący człowiek. Miał opinię w swym środowisku ustaloną: żył nie z pracy, lecz ze ściągania bliźnim ich zasobów. Zwyczajny złodziejaszek? Może i nie. W owych czasach mówiło się, że ,,czymś tam handluje”, ale o kimże nie było można tego powiedzieć? Jako czytelnik nie był typem zwyczajnym. Czytywał namiętnie, znał niektórych wybitnych pisarzy z Balzakiem włącznie i umiał wydawać o nich opinię. Ale nade wszystko lubił Dumasa, którego czytywał stale i po wielekroć. Trudno było mu dogodzić przy wyborze czegoś nowego; był zbyt krytyczny i z góry uprzedzony do pewnych autorów. U nas występował w nieco teatralnej pozie, jakby w roli wymagającego czytelnika. Przychodził sam, wysoki, oparty o kulę, a jego twarz nabierała wyrazu skupienia, gdy mówił o książkach. Albo przysyłał swoje potomstwo, wędrujące całym tabunem. Żyło to wszystko na ulicy i z ulicy… Lubiłyśmy jednak te małe brudaski. Nigdy, wbrew złej opinii ulicy Madalińskiego, żadna książka u kulawego nie zaginęła; nawet gdy przez parę miesięcy znikł nam z oczu, bo przymknięto go za jakieś sprzeczne z kodeksem uczynki, dzieci odniosły pożyczone tomy. A po pewnym czasie zjawił się znów ich tata we własnej osobie…

[…] Codziennie, regularnie, przesiadywała u nas pani R., szczupła, blada kobieta, istny kłębek nerwów. Miała wprawdzie dość często wiadomości o mężu pułkowniku, przebywającym za granicą, lecz żyła tylko swoimi urojeniami i nerwowymi obawami. Pogrążała się coraz bardziej, nie mając istotnego celu ani pracy, nie można było jej naprawdę pomóc. Wybierała z czytelni po kilka tomów dziennie, powieści byle jakie, nawet najgłupsze, które czytywała nocami, ,,aby się oszołomić”. Nie można jej było namówić na inny stosunek do lektury, jak taki właśnie – narkotyczny. Brała, co było pod ręką, byle dużo… […]

Przez Czytelnię u Przyjaciół przewinęło się dużo osób, które mogły budzić zainteresowanie i których losy nie były obojętne dla kraju. Wypożyczali wówczas u nas książki profesorowie: Kazimierz Demel, Kwiek z młodziutkim synem, Tadeusz Silnicki, który osobiście zjawiał się rzadko, lecz bywała często jego rodzina. Współpraca z nimi była oczywiście łatwa i miła, z konieczności jednak ludzie ci zachowywali dużą dyskrecję w rozmowach. Przychodzili do czytelni, mieszkając w dzielnicy mokotowskiej.

Nie zapomnę czytelnika, który stawiał nam wymagania i żądania nieprzeciętne: szukał książek, które uczyłyby żyć. Nie był to maniak ani utopista poszukujący prawdy absolutnej. Był to zdrowy, silny robotnik, starszy już człowiek – pan Tarnowski. Rysy jakby w drewnie rzeźbione, suche, dość regularne; wyrażał się doskonale, co dobrze świadczyło o inteligencji i oczytaniu; robił wrażenie bardzo solidnego. Czego szukał? Potrzebne mu było potwierdzenie jego własnej drogi życiowej, potrzebne – uogólnienie zasad, których przestrzegał, tego domagał się jego rozwój umysłowy. Tak mi się wydawało i chyba się nie myliłam. Byłam w prawdziwym kłopocie, aby mu wytłumaczyć, że musi sam doszukiwać się prawdy o życiu – i to w niejednej książce, że gotowego „katechizmu” dla siebie nie znajdzie w lekturze. Był to ciekawy i wybredny czytelnik, z którym przyjemnie było pracować. Wzbudzał duży szacunek i sympatię, mimo pewnej naiwności w swych poszukiwaniach.

Biblioteka w Częstochowie
Kącik czytelniczy w bibliotece w Częstochowie, 1944 rok (źródło).

[…] Byli też, oczywiście, przysięgli zwolennicy kryminałów, nie tylko wśród młodych chłopców, lecz i wśród poważniejszych panów, którzy twierdzili, że potrzebują takiej wypoczynkowej, a interesującej lektury – do poduszki. Nie są to wyjątkowe racje. Inna część czytelników, właśnie inteligentów, wybierała dobre literackie powieści, eseje, studia. Kilku prawników, inżynierów zwierzało się nam, iż przymusowe przebywanie w domu wieczorami (godzina policyjna) skłoniło ich znowu do czytania. Ktoś przyznał się, że od kilkunastu lat nie miał wprost czasu na czytanie książek, poza fachowymi… Jak widać, każda rzecz bywa względna.

[…] W dzielnicy mokotowskiej już od 1942 roku aż do powstania 1944 przebywało dość dużo Żydów, maskujących się pod nazwiskami przybranymi i mających prawidłowe kennkarty. Byli to przeważnie ludzie zamożni, ze sfery inteligenckiej i przemysłowej. Wydawali resztki fortuny, aby ocalić życie; niektórzy z nich pracowali legalnie i zarabiali. […] W Czytelni u Przyjaciół bywało ich wielu. Mieli zaufanie do nas; może polegali na czyjejś opinii, ale nieraz dziwiłam się, że nie obawiali się przychodzić tam, gdzie przewijało się codziennie bardzo dużo ludzi, szczególnie tych z sąsiedztwa, a to mogło być najniebezpieczniejsze. Nasi czytelnicy przedstawiali przy zapisie prawidłowe kennkarty, co poniekąd miało ochronić czytelnię przed ryzykiem. […]

Jadwiga Krawczyńska, Zapiski dziennikarki warszawskiej 1939–1947, Państwowy Instytut Wydawniczy 1971, s. 140–150.

Udostępnij:

  • Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Share on Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Share on Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

8 thoughts on “Księgozbiory polskie, cz. 21: Czytelnia u Przyjaciół (2)”

  1. małgosia pisze:
    29 lutego 2024 o 13:48

    Tak sobie myślę, że za młodu byłam trochę, jak owa pani R. co to pochłaniała namiętnie literaturę każdego rodzaju, czy to była lektura szkolna, czy powieść obyczajowa, kryminał, czy romans, jak leci, byle dużo. Była literatura rodzajem narkotyku, od którego byłam uzależniona, nie potrafiąc oddzielić ziarna od plew, nie mając wyrobionego gustu czytelniczego. Teraz na starość wiem już na pewno co lubię, a czytam najchętniej biografie, dokumenty, listy i dobrą klasykę. Ale w poszukiwaniach pana Tarnowskiego też jest coś na rzeczy, wiadomo, że literatura nie da nam przepisu na życie- dobre i udane, ale czyż nie szukamy po trochę potwierdzenia własnych sądów w książkach.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      29 lutego 2024 o 13:53

      Chyba też miałem taką fazę, ale miło ją wspominam i nawet czasem bym do niej wrócił, tak się naczytał drugorzędnych powieścideł, żeby tylko zwoje mózgowe lekko łechtały :) Pan Tarnowski – imponująca postać, mam nadzieję, że zrozumiał, że nie potrzebuje tego potwierdzenia z książek.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    5 marca 2024 o 09:43

    Świetne szkice, pokazujące że czytelnik tamtych czasów niezbyt różnił się od czytelników nam współczesnych :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      5 marca 2024 o 10:38

      Tam w ogóle jest więcej przykładów, przy niektórych pani bibliotekarka delikatnie daje wyraz swojej dezaprobacie dla gustów czytelniczych, chociaż najwyraźniej nie miała oporów, żeby zaopatrywać czytelnię również w rzeczy pośledniej jakości.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        5 marca 2024 o 14:24

        Gilty pleżery stanowią lwią część zakupów do mojej GBP, ale panie emerytki (w tym, nie przeczę, moja Mama), wynoszą siatami. Mam też nadzieję, że czytają :) Nie można żyć samym Dantem :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          5 marca 2024 o 14:42

          Tak chyba jest we wszystkich bibliotekach, grunt, żeby jednak coś biblioteki dorzucały do tych gilty pleżerów dla innych czytelników.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            7 marca 2024 o 05:26

            Tylko wiesz jak to jest. Ważna jest jednak ilość wypożyczeń. Jak biblio kupowało fajne książki dla dzieci, to i tak wygrywały Martynki I bajki z ilustracjami koszmarkami, więc … Nawet teraz, jak czasem z ciekawości zajrzę w kartę, to znajduję góra dwa wypożyczenia, w tym jedno moje :P

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              7 marca 2024 o 08:26

              Ja własnym dzieciom kupowałem fajne książki, a i tak wolały Martynki, więc przestałem. Z tych nowomodnych produkcji chwyciło Mamoko i Mapy, to faktycznie było oglądane non stop.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 dni ago
View on Instagram |
1/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
2/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
1 miesiąc ago
View on Instagram |
4/5
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
2 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d