
W czerwcu tego roku minęło 50 lat od robotniczych protestów w Radomiu, Ursusie i Płocku. Władze PRL-u pod ich wpływem cofnęły drastyczną podwyżkę cen wielu podstawowych artykułów, jednak na uczestników manifestacji, a często też zupełnie przypadkowych ludzi, spadły brutalne represje: słynne „ścieżki zdrowia”, aresztowania, zwolnienia z pracy, surowe wyroki wydawane przez kolegia do spraw wykroczeń i sądy. W tej ponurej atmosferze grupa ludzi o różnych doświadczeniach i poglądach postanowiła nieść pomoc potrzebującym: pozbawionym źródeł utrzymania czy wsparcia prawnego.
W obronie praw człowieka
Po kilku miesiącach pojawił się pomysł, by te samorzutne inicjatywy skupić w komitecie, który zająłby się nie tylko koordynowaniem pomocy robotnikom, ale też szerszą kwestią obrony praw człowieka, na każdym kroku łamanych przez władze. Nietypową cechą Komitetu Obrony Robotników było to, że jego członkowie postawili na całkowitą jawność działania: podpisywali dokumenty własnymi nazwiskami, podawali swoje adresy i numery telefonów, umożliwiając potrzebującym i chętnym do współpracy kontakt ze sobą, ale i ułatwiając Służbie Bezpieczeństwa dotarcie do działaczy. W miarę upływu miesięcy KOR rozszerzał działalność – interweniował już nie tylko w sprawach robotników z Radomia czy Ursusa, ale i innych pokrzywdzonych, prowadził rozległą działalność wydawniczą, przekazywał za granicę informacje o represjach, jakie spadały na korowców, ich współpracowników, ale też wszystkich, którzy sprzeciwiali się peerelowskim stosunkom, wspierał niezależne życie kulturalne i naukowe. Wszystko to przygotowywało grunt pod kolejny robotniczy protest, z którego w sierpniu 1980 roku wyłoniła się Solidarność.
Dwa oblicza opozycji
Dla Jana Józefa Lipskiego KOR miał przede wszystkim wymiar społecznikowski: „Polegał […] na dominacji zainteresowania konkretnym człowiekiem, któremu trzeba pomóc: pieniędzmi, radą, zorganizowaniem pomocy adwokackiej, lekarskiej, wyszukaniem pracy, czasami wsparciem duchowym itd. Na to musiały się znaleźć środki i czas, choćby ze szkodą dla innych dziedzin działalności”. Komitet dawał też, właściwie nieobecne w innych sferach ówczesnego życia, poczucie „autentycznej autonomii działania” – rozwijania własnych inicjatyw „w różnych dziedzinach i środowiskach”. Z kolei Zofia Romaszewska dostrzegała jeszcze inną cechę „ludzi KOR-u”: „Byli bardzo przyzwoici w sensie spraw publicznych. I skłonni do realizowania tej przyzwoitości, robienia czegoś dla innych, pro publico bono”. Ale też źle znosili peerelowską nudę: „Było się wepchniętym w imadło beznadziejnego systemu, który tłamsił wszelką inicjatywę. […] Opozycja to było zerwanie z nudą i wejście do innego, kolorowego świata” – świata ludzi ciekawych, „generacyjnie wymieszanych”, „bardzo dużo wszystkim dającego poznawczo”.
Przytłaczająca obfitość
Rocznicowy „Autoportret KOR-u” został przygotowany przez Zbigniewa Gluzę według sprawdzonej przez Ośrodek Karta receptury. To kolaż wspomnień, zapisów dziennikowych, relacji, artykułów i oficjalnych dokumentów – bibliografia wymienia aż 147 źródeł, z których fragmenty zostały ułożone chronologiczne i podzielone na rozdziały odzwierciedlające najważniejsze etapy w działaniu Komitetu. Szkoda tylko, że nie zdecydowano się na zamieszczenie żadnych zdjęć, mimo iż w zbiorach Karty ich nie brakuje. Mimo sporej objętości tomu, selekcja materiału musiała być dość ostra: nie zmieściły się więc choćby obszerniejsze opisy opozycyjnej codzienności czy bardziej osobiste refleksje dotyczące motywów, jakie kierowały poszczególnymi osobami, gdy przystępowały do opozycji. Cała ta obfitość, mimo iż niezwykle interesująca, może też przytłaczać czytelników, którzy nie mają dogłębniejszej wiedzy o tamtym okresie historii. Książki nie opatrzono bowiem żadnym wstępem historycznym, nie objaśniono też postaci, które się wypowiadają, ani wydarzeń, do których, niekiedy aluzyjnie lub mimochodem nawiązują. Łatwo się więc pogubić w gąszczu detali. Dlatego warto „Autoportret” poprzedzić (lub połączyć z) lekturą klasycznej pracy Jana Józefa Lipskiego „KOR” (dostępnej jako darmowy e-book) lub nowszej monografii Jana Skórzyńskiego „Siła bezsilnych”, a uzupełnić choćby niezwykle osobistymi i znakomitymi literacko wspomnieniami Anki Kowalskiej.