Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Diabeł, który chciał ich śmierci” (Dan Simmons, „Terror”)

Posted on 3 sierpnia 201516 czerwca 2021 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Terror

HMS „Erebus” i HMS „Terror” wypłynęły w 1845 roku w poszukiwaniu polarnego świętego Graala – Przejścia Północno-Zachodniego, drogi morskiej pozwalającej skrócić żeglugę z Atlantyku na Pacyfik. Wcześniej już kilkakrotnie próbowano natrafić na ten szlak, ale bez skutku. Pod dowództwem doświadczonego polarnika sir Johna Franklina okręty ze 129 marynarzami na pokładach żeglowały na północ. Pod koniec lipca 1845 roku po raz ostatni widziano je na Morzu Baffina.

W październiku 1847 roku oba okręty tkwiły unieruchomione w lodzie

wśród wysepek na północ od Kanady. Podczas krótkiego polarnego lata nie udało się im uwolnić i odpłynąć. Anglików czeka kolejna polarna zima. Ale nie tylko mróz i nie zapasy żywności, kurczące się wskutek oszukańczych praktyk dostawcy konserw, przysparzają zmartwień kierownictwu ekspedycji. Wokół „Terroru” i „Erebusa” krąży bowiem coś dużo potworniejszego i morderczego, co znienacka atakuje członków marynarzy, potęgując grozę arktycznych ciemności.

HMS „Terror” uwięziony w lodzie, ryc. z 1907 roku.
HMS „Terror” uwięziony w lodzie, ryc. z 1907 roku.

Dan Simmons połączył – znakomicie – pasjonującą rekonstrukcję losów wyprawy odkrywczej z horrorem,

wierne oddanie realiów życia na okrętach Jej Królewskiej Mości z zapierającymi dech w piersiach scenami zmagań z żywiołami i czającym się wśród lodu potworem. Wielkie wrażenie robi plastyczność opisów krajobrazu, samych okrętów, życia codziennego na nich, z nader realistycznymi detalami – dojmującym zimnem, smrodem niemytych ciał i niepranej odzieży, odmrożonych kończyn czy ran. Kto z nas wie, że polarnicy narażeni byli nie tylko na odmrożenia, ale że z powodu silnego mrozu pękały im zęby? Dzięki Simmonsowi dowiadujemy się, jak śpi się na statku w czasie zimy polarnej i jakim luksusem, w porównaniu z nim, jest igloo. A także o ileż lepiej pogardzani przez Anglików Eskimosi przystosowali się do życia w tych ekstremalnych warunkach. „Terror” to jednak nie tylko detale i ciekawostki, to przede wszystkim historia, od której nie można się oderwać, pełna robiących wielkie wrażenie scen o niesamowitym rozmachu, jak pojedynek lodomistrza Blanky’ego z potworem na oblodzonych masztach i wantach, surrealistyczny karnawał i wielki pożar czy masakra Eskimosów.

Ten barwny (choć w naturze raczej czarno-biały i dość mroczny) świat zaludniają pełnokrwiści bohaterowie.

Irlandczyk, komandor Crozier, doświadczony marynarz i uczestnik polarnych wypraw, cyniczny alkoholik, obdarzony na dodatek jakimś szóstym zmysłem. Ma niezwykłą umiejętność kierowania ludźmi, prawdziwy typ przywódcy. Doktor Goodsir, pomocnik lekarza, z początku nieporadny, niecieszący się szacunkiem przełożonych, przechodzi przemianę wewnętrzną i staje się godnym partnerem Croziera i innych oficerów, oddanym i zdecydowanym. Jego dzienniki, pełne ścisłych, niemal naukowych opisów przekazują informacje o stanie zdrowia marynarzy i sytuacji podczas wyprawy. Ciekawe są też liczne postacie drugoplanowe – steward Bridgens, wykształcony i pełen godności; lodomistrz Blankey, pełen chęci życia; Cornelius Hickey, wichrzyciel o niskich instynktach; czy lady Cisza, tajemnicza Eskimoska zamieszkująca na „Terrorze”.

Komandor Francis Crozier.
Komandor Francis Crozier.

Simmons przeplata opowieść o wydarzeniach – zawsze prowadzoną z perspektywy jednego z bohaterów (doktor Goodsir wypowiada się poprzez swój dziennik) z retrospekcjami, dzięki którym poznajemy przeszłość bohaterów i początki wyprawy. Pojawiają się też elementy eskimoskich legend.

Znakomicie pokazany jest strach

narastający od chwili, gdy w tajemniczych okolicznościach zginął pierwszy marynarz – od początkowych prób wmawiania sobie, że padł ofiarą wyjątkowo dużego niedźwiedzia polarnego, do zabobonnego, paraliżującego niemal lęku przed diabelskim złem. Strach przed potworem miał zresztą głębsze podłoże, choć nie wszyscy to sobie uświadamiali. Jak zauważył komandor Crozier:

Diabeł, który próbował ich zabić w tym białym Królestwie Diabła, miał nie tylko postać porośniętego futrem drapieżnika, lecz był wszystkim, co ich otaczało – nieustępliwym zimnem, wszechobecnym lodem, burzami, brakiem jakiejkolwiek zwierzyny, która mogłaby służyć im za pożywienie, górami lodowymi, które wędrowały przez zamarznięte morze, nie zostawiając za sobą nawet skrawka otwartej wody, wałami lodowymi wyrastającymi znienacka z powierzchni paku, tańczącymi gwiazdami, zepsutym i śmierdzącym jedzeniem w puszkach, latem, które nie nadeszło po wiośnie – wszystkim. Potwór z lodu był tylko jednym z wcieleń Diabła, który chciał ich śmierci. I chciał ich cierpienia.

I cierpienia, i zła jest w tej książce pod dostatkiem.

W pojedynku z żywiołami człowiek ma jakieś szanse, gdy jednak dochodzi do tego nieuchwytne monstrum, marynarze są na straconej pozycji. Nie wiemy, jak po 1845 roku przebiegała ekspedycja „Terroru” i „Erebusa”, ale rekonstrukcja dokonana przez Simmonsa nie musi zbytnio odbiegać od prawdy, pomijając lodowego potwora. Ekstremalna sytuacja wywołuje skrajne reakcje: każe mobilizować resztki sił, ujawnia pokłady poświęcenia, zdecydowania, szlachetności, ale odkrywa też najgorsze instynkty, rozbija jedność ekspedycji, osłabia wolę walki. Tragiczny koniec jest niemal pewny.

„Terror” liczy niemal siedemset stron, pochłonąłem je w cztery dni. Powinienem pewnie dodać tu coś o wywołanym lekturą dojmującym uczuciu zimna, ale mnie było naprawdę zimno. Cholernie wiało od morza…

Dan Simmons, Terror, tłum. Janusz Ochab, Vesper 2015.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

36 thoughts on “„Diabeł, który chciał ich śmierci” (Dan Simmons, „Terror”)”

  1. Bibliomisiek pisze:
    4 sierpnia 2015 o 07:55

    Czytałem, czytałem :) Jedna z najmocniejszych zeszłorocznych lektur, aczkolwiek za horrorami nie przepadam. Ale to horror nietypowy, bo przecież 3/4 to treść historyczna (czy też domysł, ale stosunkowo mocno osadzony w historii). Z jednej strony więc powaliła mnie sugestywność tego co realne, ale z drugiej – wątek monstrum, choć dobrze wpisany w świat powieści, obniżył ocenę o pół punktu. Inaczej mówiąc – część historyczna jest bliska wybitności, ale chętniej przeczytałbym „Terror” BEZ tego motywu, a jedynie jako wizję w 100% realistyczną. Trochę też dlatego powstrzymałem się od zakupu pierwszego wydania, ale ilustrowanej reedycji chyba się już nie oprę. Tak czy inaczej bardzo mocna rzecz. Ciekawe jak Agnes przeżyła lekturę, bo w zeszłym roku pisała pod moją recenzją, że horror trochę ją odstrasza, ale ostatnio widziałem że czyta :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      4 sierpnia 2015 o 08:40

      Część historyczna faktycznie jest mistrzowska, ale na potwora nie narzekam. Jakby go nie było, nic by się nie stało, ale skoro już jest, to pozwolił zamieścić kilka znakomitych scen – ta walka na masztach mnie powaliła. Edycja mogłaby być ciut bardziej luksusowa, typu szycie i twarda oprawa, ale nie będę grzeszył, szczególnie że cena by się zrobiła dużo wyższa. Nie wiem, czy zauważyłeś, że jest też posłowie, bardzo kompetentnie napisane, niestety bez cienia redakcji, więc kiepsko się czyta. A po Simmonsie nabrałem ochoty na staroświeckich Centkiewiczów, którzy mnie ominęli w młodości :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bibliomisiek pisze:
        4 sierpnia 2015 o 08:47

        Co do potwora to moje osobiste upodobania – wolałbym stuprocentowo pełny realizm, ale i tak wystawiłem 5,5. Nowego wydania jeszcze nie kupiłem, nawet nie przeglądałem. Twarda oprawa zawsze miła, ale to z punktu +10 zł do ceny.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          4 sierpnia 2015 o 19:11

          Przy tej objętości dobrze sprawdziłby się ebook, ale wydawca utrzymuje, że mu się nie opłaca, przynajmniej chwilowo. Dziwna polityka.
          A horrory lubiłem, teraz mniej, ale dobrze skonstruowany i napisany zawsze w cenie.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            25 sierpnia 2015 o 07:48

            Szkoda, że nie ma ebooka, bo przez to będę musiał czekać do następnego zakupu bibliotecznego, który będzie w bliżej nieokreślonej przyszłości :( A tu jeszcze Wy, zarazy, tak piszecie, że … ech :(

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              25 sierpnia 2015 o 08:32

              Nie ma i niekoniecznie będzie, wydawca coś oporny.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
      2. Agnes pisze:
        11 sierpnia 2015 o 22:55

        Aha, z Centkiewiczami ostrożnie. Oczywiście ich polecam, bo na nich się wychowałam, ale miałam okazję sobie porównać dwie książki i jakoś wyszło, że opierają się na stereotypach.
        http://mcagnes.blogspot.com/2012/12/na-krancu-swiata-najsynniejsza-wyprawa.html

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          11 sierpnia 2015 o 22:58

          Akurat właśnie „Człowieka” mam na półce i nie zniechęcisz mnie tak łatwo :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bibliomisiek pisze:
            12 sierpnia 2015 o 07:32

            Pisałem to u Agnes, ale nie szkodzi powtórzyć – zamiast Cenkiewiczów chyba lepiej sięgnąć po „Zdobycie bieguna południowego” samego Amundsena :)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
              12 sierpnia 2015 o 08:08

              Nie no, powoli z tymi propozycjami :)

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Agnes pisze:
                15 sierpnia 2015 o 23:31

                Ale on dobrze mówi. :)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
                  16 sierpnia 2015 o 09:33

                  Przecież nie mówię, że źle, tylko że nie nadążam :P

                  Wczytywanie…
  2. Agnes pisze:
    4 sierpnia 2015 o 08:03

    Przeczytałam powyższe, choć nie bardzo lubię czytać recenzji przed napisaniem własnej – ale ta książka wymyka się wszelkim regułom. Byłam ciekawa, co o niej sądzisz.
    Ze zdumieniem zauważyłam, że zamieściłeś cytat dokładnie ten, który sama sobie zaznaczyłam w książce!

    Z lodem i chłodem jestem czytelniczo obeznana (szkliwo pęka w odłamków stos), ale to, co Simmons tam jeszcze wsadził, oszołomiło mnie. Walka lodomistrza z potworem wstrząsnęła mną tak, że musiałam czytać na raty. Odkładałam książkę, czekałam, aż emocje mi opadną i dopiero wtedy czytałam dalej.

    Zakończenie zaś bardzo, bardzo zaskakujące.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      4 sierpnia 2015 o 08:45

      Czytelniczo arktycznie jestem mało doświadczony. Co do cytatu: to chyba nie ma innego, który by tak oddawał istotę książki:) W przeciwieństwie do Ciebie nie mogłem się oderwać, żadnych przerw bym najchętniej nie robił, ale czasem musiałem spać. Zakończenie faktycznie ciekawe, poczułem się zaskoczony

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Andrzej „Kruk” Appelt pisze:
    4 sierpnia 2015 o 09:35

    Nie będę samodzielnie strzępił języka, oddam głos komu innemu :-)
    Przypływ i odpływ biegną tam i z powrotem w nieustającej służbie, przepełnione wspomnieniami o okrętach i ludziach, których niosły ku domowemu wytchnieniu lub ku walkom na morzach. Prądy te znały wszystkich mężów, którymi szczyci się naród, i służyły im wszystkim — od sir Francisa Drake’a do sir Johna Franklina — rycerzom utytułowanym lub nie, wielkim błędnym rycerzom morza. Prądy te dźwigały wszystkie statki, których imiona są jak drogocenne kamienie błyszczące w pomroce wieków, od „Złotej Łani” powracającej z łonem pełnym skarbów — statku, co po odwiedzinach jej królewskiej mości znika z gigantycznej opowieści — aż do „Erebu” i „Terroru”, które puściły się na inne podboje, aby nigdy nie wrócić. Prądy te znały i okręty, i ludzi.
    Tak napisał w „Jądrze ciemności” sam Joseph Conrad.
    Jak widać Dan Simmons zna te same prądy, a Ty poznałeś je także.
    Dzięki za ten wpis. Nie byle jaki wpis, o nie byle jakiej powieści :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      4 sierpnia 2015 o 19:14

      Pewnie jakbym znał ten cytat z Conrada, to bym się nie porwał na pisanie o książce. W każdym razie dzięki za miłe słowo. Nabrałem chęci na inne książki Simmonsa, chyba ma być wznowienie Hyperiona, to się zaopatrzę, bo widzę, że autor utalentowany.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Andrzej „Kruk” Appelt pisze:
        5 sierpnia 2015 o 07:55

        Simmonsa warto czytać, zaiste :-)
        Jeżeli jesteś fanem Dickensa to koniecznie powieść Drood, jeżeli nie jesteś to też ;-)
        Tetralogia Hyperion Cantos to tak na oko <magnum opus autora, przynajmniej jeżeli chodzi o science fiction. Szczególnie polecam pierwszą dylogię Hyperion, Upadek Hyperiona.
        Dylogia Hyperion, to wspaniały pokaz możliwości Simmonsa, (To co napiszę dalej to nie spoiler, wiadomości te są w obiegu i pewnie się na nie natknąłeś.) Ja nazywam ją czasami meta science fiction, bo mamy tu przegląd wielu znanych (i nieznanych też ;-)) podgatunków science fiction, połączony z Keatsem i to podwójnie, bo i biografia poety jest wpleciona, i jak pokazują tytuły powieści, także jego poematy. Do tego schemat fabularny pierwszej powieści to ni mniej ni więcej tylko Opowieści kanterberyjskie Chaucera. Każdemu miłośnikowi klasycznej fantastyki (takiemu jak ja) rzuci błyskawicznie się w oczy fakt, że jest tam też głęboki hołd złożony Pieśniom umierającej Ziemi Jacka Vance’a. Resztę odniesień znajdziesz sobie sam :-)
        I co istotne – pomimo tylu zapożyczeń Simmons stworzył wielkie i oryginalne dzieło. To dla niego typowe.
        Jeszcze jedno, na pewno zauważyłeś to w Terrorze, Simmons bardziej niż solidnie przygotowuje się do pisania, jeżeli korzysta z danych historycznych to są one, na ile to możliwe, kompletne i wiarygodne. Obraz wiktoriańskiego Londynu w Drood jest przejmująco prawdziwy. To rzadko spotykane podejście do pisania utworów wcale nie historycznych czy biograficznych.
        Rozpisałem się :-) Cóż nietrudno zgadnąć, że Dan Simmons to jeden z „moich” pisarzy, prawda?

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          7 sierpnia 2015 o 10:12

          No nietrudno zgadnąć :) Dzięki za obszerne przedstawienie, nabieram coraz większej ochoty na resztę jego książek, chociaż trafiłem chyba w dziurę pomiędzy wznowieniami i mogą być problemy z zaopatrzeniem. Ale nie będę ustawał w wysiłkach:)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  4. Janusz pisze:
    5 sierpnia 2015 o 10:52

    Jedyny horror jaki przeczytałem, gdyż to nie mój typ książek. Szczerze polecam wszystkim. Bardzo wciąga, tętno przyspieszone ;)

    Pozdrawiam.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. Edyta pisze:
    5 sierpnia 2015 o 11:29

    Tego autora czytałam tylko Doodda i Trupią otuchę, obydwie to cegły. Terror zewsząd atakuje mnie pozytywnymi opiniami i muszę się zmobilizować, by po niego sięgnąć, póki jeszcze mam wakacje.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. krwawasiekiera pisze:
    9 sierpnia 2015 o 11:36

    Simmonsa warto przeczytać praktycznie wszystko, zarówno tetralogię Hyperion Cantos, dylogię Ilion-Olimp (wznowienie Ilionu ukaże się 31.08, wznowienie Hyperiona ukaże się 9 września w ramach nowej serii Maga Artefakty, ale tu przed lekturą bezwarunkowo trzeba się zaopatrzyć w pozostałe tomy, chyba że lubisz rwać włosy z głowy w bezsilnej frustracji:), Drood również jest znakomity. Gdybyś chciał dowiedzieć się więcej, pozwolę sobie zalinkować swoje recenzje: http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f62/06.html (na samym dole), http://ksiazki.wp.pl/rid,5473,tytul,Subtelna-groza-mistrzowskich-niedopowiedzen,recenzja.html?ticaid=1155f3&_ticrsn=5, http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f52/06.html

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      9 sierpnia 2015 o 22:00

      Dzięki za obszerny komentarz i linki. Taki jest cel: czytać Simmonsa, to, co się akurat uda zdobyć, bo już widzę, że będą problemy z kupnem. Jakoś powoli sobie pozdobywać i pouzupełniam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. krwawasiekiera pisze:
        10 sierpnia 2015 o 20:20

        Dobry cel, czekam na kolejne wrażenia:) To jeden z moich ulubionych autorów, w ogóle, nie tylko w ramach fantastyki. A wspomnienia z pierwszej lektury Hyperiona mam unikalne, niewiele książek zrobiło na mnie tak wielkie wrażenie. Zazdroszczę, że to jeszcze przed tobą:]

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          10 sierpnia 2015 o 21:25

          Sam sobie zazdroszczę, że tyle dobrego przede mną :) Będę zdawał relacje.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  7. krwawasiekiera pisze:
    14 sierpnia 2015 o 11:37

    To tylko jeszcze podrzucę nową informację – Upadek Hyperiona, drugi tom tetralogii, będzie wznowiony w ramach serii klasyki wydawnictwa Mag o nazwie Artefakty 21 października 2015 r. Niestety druga dylogia, czyli Endymion i Tryumf Endymiona, nie wyjdą w tej serii.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      14 sierpnia 2015 o 19:03

      No to oby wytrwali do końca cyklu :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Verka pisze:
    19 sierpnia 2015 o 18:23

    Bardzo podoba mi się Twój blog. Zapraszam Cię na mojego, również o książkach. Oto link: http://ochksiazki.blogspot.com/
    Będę bardzo wdzięczna za jakiekolwiek komentarze i opinie, ponieważ chcę zobaczyć, co sądzi o mojej małej karierze doświadczony bloger.
    Pozdrawiam, Verka. :*

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. Pingback: Pora na „Terror” Dana Simmonsa | Tramwaj nr 4 książki i…
  10. JukkaSarasti pisze:
    12 listopada 2015 o 13:44

    Dostałam to kiedyś od znajomego. Nie wiem dlaczego jakoś tak podchodziłam to tego, jak do jeża. Kiedy już przeczytałam – tym bardziej nie mogłam zrozumieć początkowej niechęci do książki. Po prostu się zakochałam. A mróz w trakcie lektury czułam bardzo dosłownie – zaczęłam to czytać jak chorowałam na anginę i miałam ponad 38 st. gorączki ;-)
    Jakiś czas po lekturze Terroru słuchałam Rumaków Lizypa Kosidowskiego. Tam też było o wyprawie Terroru i Erebusa… i co ciekawe, Kosidowski pisał, że zgodnie z jedną z hipotez późniejszych losów Croziera finał był taki jak w powieści. Oczywiście z pominięciem potwora.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      12 listopada 2015 o 13:51

      Terror jest za gruby, żeby rzucać się na niego w ciemno i z okrzykami radości :) Choroba co prawda rzecz nieprzyjemna, ale zawsze można sobie poczytać w spokoju.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  11. Pingback: To już piąty rok | Beznadziejnie zacofany w lekturze
  12. Pingback: „Trzy lata albo i cała wieczność” (Hampton Sides, „W królestwie lodu”) – Beznadziejnie zacofany w lekturze
  13. Pingback: Koc i herbata. 5 dobrych, grubych książek na długie wieczory | Slow Reading | Czytaj uważniej
  14. Pingback: Mam sześć lat – Zacofany w lekturze
  15. Blog językowy FCE pisze:
    29 czerwca 2019 o 19:25

    Do przeczytania książki 'Terror’ zachęciły mnie nie tylko recenzje i komentarze, ale także seria Hyperiona w trakcie której jestem. Fantastyczne pióro. Dan Simmons potrafi wciągnąć na długie godziny, podobnie jak Stanisław Lem. Niestety trudno dziś o elektroniczną wersję tej książki, mimo, iż cykl Hyperiona jest dostępny.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. Pingback: Tajemnice wiecznej zmarzliny (Owen Beattie, John Geiger, „Na zawsze w lodzie”) – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d