Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Kręgi na wodzie (Jarosław Iwaszkiewicz, „Książka moich wspomnień”)

Posted on 16 maja 202013 marca 2022 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Książka moich wspomnień

Gdy w 1941 roku Jarosław Iwaszkiewicz zaczynał pisać swoje wspomnienia, miał 47 lat i chociaż nie mógł o tym wiedzieć, przeżył niemal równo połowę życia. Ludzie w sile wieku raczej rzadko siadają do spisywania pamiętników, ale tu sytuacja była szczególna: dokoła pisarza trwała wojna i nikt nie był pewny dnia i godziny. Stąd ta chęć utrwalenia ulotnych śladów, jakie „pozostawiają nasze życia na powierzchni tego świata”, owych kręgów na wodzie, „które stają się coraz słabsze, coraz dalsze i przemijają”.

„Dać garść wspomnień”

Iwaszkiewicz miał świadomość, że wybuch wojny oznacza koniec pewnego okresu, i zamierzał „dać garść wspomnień, obrazów, ujęć, które będą bardzo osobistym echem wypadków niezwykłej epoki, w jakiej przyszło mi pędzić lata”. Nie chciał tworzyć ani obrazu historii, ani własnego portretu jako artysty. Zarzekał się też, po trosze kokieteryjnie chyba, że będzie trzymał się suchej prawdy, prostej i nieatrakcyjnej w porównaniu ze wszystkimi jej przetworzeniami, jakie zawarł w swoich dotychczasowych utworach (i jakie dał później choćby w „Sławie i chwale”, która pełną garścią czerpie z biografii autora). Odżegnał się również od „egotycznych rozważań psychoanalitycznych”, „wyznań” i „spowiedzi”. O co mu więc chodziło? „Tylko o to, aby opowiedzieć, jak świat zewnętrzny z całym jego pięknem, z całą szpetotą, tragizmem i radością przełamywał się w duszy dziecka, młodzieńca i mężczyzny”.

Baśń dzieciństwa, lęki młodości

Najpiękniejsze partie książki poświęcone są dzieciństwu w ukraińskim Kalniku, gdzie ojciec Jarosława pracował jako urzędnik w cukrowni. Chłopiec wyrastał w świecie sięgającym swymi korzeniami głęboko w wiek XIX, a może i wcześniejsze stulecia, skromnym, ale głęboko patriotycznym i przenikniętym kulturą. Iwaszkiewicz nasiąkał tą atmosferą, miał też bliski kontakt z przyrodą. I o rodzinnym domu, i bujnej naturze ukraińskiej pisze z miłością i zachwytem, doceniając wszystko, co wyniósł z dzieciństwa. Nie brakuje też znakomitych anegdot (znana opowieść o pieczeniu wielkanocnych bab), opisów barwnych typów i typków, rozmaitych ciotek, sąsiadów, znajomych. Całość ma w sobie coś wręcz nierzeczywistego czy baśniowego. Późniejsze partie wspomnień już tak baśniowe nie są: śmierć ojca przerwała dzieciństwo Jarosława, znacząc początek dojrzewania, próby określenia, kim się jest i do czego się dąży. Młodzieńcze przyjaźnie, żarliwe dyskusje, lektury i pierwsze próby literackie, poznawanie ludzi i różnych środowisk, egzystencjalne lęki – wszystko to kształtowało Iwaszkiewicza. W dzieciństwie duży wpływ na niego miał dom Szymanowskich, w latach młodzieńczych zachwycił się podłódzkim dworem w Byszewach, który ukazał mu świat odmienny od ukraińskiego, który poznawał jako domowy nauczyciel. I znowu okres ten zostaje brutalnie przerwany: rewolucja na Ukrainie kładzie kres kolejnej epoce, katapultując Jarosława w nowe życie.

Warszawa, Zakopane, Stawisko, Europa…

W Warszawie wylądował miesiąc przed odzyskaniem niepodległości przez Polskę z ambicjami poetyckimi, ale pustymi kieszeniami. Po raz kolejny wziął się za nauczanie, ale nawiązał też znajomości w świecie literackim: związał się ze skamandrytami, zyskał uznanie, ale też krytyków, uczestniczył w życiu artystycznym, zahaczył o politykę, wziął ślub, urodziły mu się dzieci… Te dwa ostatnie fakty zresztą łatwo przeoczyć, gdyż zgodnie ze swą deklaracją Iwaszkiewicz o życiu osobistym jedynie napomyka. Więcej miejsca poświęca swoim podróżom: do Paryża, do Zakopanego, Heidelbergu, Włoch, Danii czy Sandomierza. Opisuje atmosferę tych miejsc, daje charakterystyki poznanych postaci (w powojennym dodatku do wspomnień dorzuca znakomite portrety Tuwima i Lechonia), gości swego domu w Podkowie Leśnej, omawia dyskusje literackie i dorzuca rozmaite anegdoty. Zachwyca się przyrodą (góry!) i architekturą, wydaje się, że czerpie z życia pełną garścią, choć skądinąd wiemy, że wcale tak sielankowo nie było – to jednak też nie miało stanowić motywu książki.

Iwaszkiewicz starannie wyselekcjonowany

Gdybyśmy szukali w „Książce moich wspomnień” pełnego obrazu życia Iwaszkiewicza do wybuchu drugiej wojny światowej, czekałoby nas rozczarowanie. Obraz jest tu bardzo uładzony, wątki starannie wyselekcjonowane, życie rodzinne, problemy domowe właściwie nieobecne. Widzimy dojrzewanie Iwaszkiewicza jako artysty, choć niekoniecznie jako człowieka. O wszystkim tym jednak jesteśmy uprzedzani przez autora na wstępie i trudno mieć do niego o to pretensje. Jako obraz epoki jest to jednak książka bardzo ciekawa i wartościowa, na dodatek, jak to u Iwaszkiewicza, przepięknie napisana. Sucha prawda zapowiedziana w przedmowie okazuje się prawdą przekazywaną z niezwykłą wrażliwością na słowo: opisy miejsc czy charakterystyki ludzi dorównują tym dawanym przez Iwaszkiewicza w jego utworach literackich. Czyta się ten obszerny tom z dużym zainteresowaniem. Może też być on wstępem do pogłębiania wiedzy o pisarzu: tę wersję starannie zredagowaną na użytek czytelnik na pewno ciekawie będzie skonfrontować z nowymi biografiami, a przede wszystkim z dziennikami i listami samego Iwaszkiewicza.

Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, Zysk i S-ka 2010.

 

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

22 thoughts on “Kręgi na wodzie (Jarosław Iwaszkiewicz, „Książka moich wspomnień”)”

  1. Natalia | natalia-recenzuje.pl pisze:
    16 maja 2020 o 12:46

    Bardzo lubię styl Iwaszkiewicza. Czytałam tę pozycję kilka lat temu i pamiętam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Długo we mnie rezonowała i krążyła mi po głowie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 maja 2020 o 14:44

      Ja się wezmę za dzienniki, uzupełnię sobie obraz :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. czytankianki pisze:
    16 maja 2020 o 19:10

    Kiedyś przeglądałam tę książkę, ale nie znalazłam w niej punktu zaczepienia. Może właśnie ze względu na uładzenie, o którym piszesz.
    Co do kokieterii – dość często, czytając JI, ma wrażenie, że krygował się jak panienka, tymczasem raczej był przekonany o swojej klasie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      16 maja 2020 o 19:17

      Ja się złapałem na opowieści z dzieciństwa, takie baśniowe lekko. Później jest różnie, młodzieńcze burze i napory są momentami niestrawne, on przeniósł te dyskusje żywcem do Sławy i chwały i tam tez brzmią nieznośnie :) Ogólnie to taki misz masz różności światowych, chętnie to sobie porównam z dziennikiem.
      A co do krygowania się, to tak, jak najbardziej się mizdrzył, doskonale wiedział przecież, jak pisze. I pewnie nawet wszystkich tych efektów specjalnych używał z pełną świadomością i czasem rutynowo – jak się porówna Książkę i Podróże do Polski, to widać pdobne chwyty, nawet frazy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. czytankianki pisze:
        17 maja 2020 o 16:49

        Całe szczęście, że był bardzo dobrym pisarzem, można mu wybaczyć.;) No i który stylista się nie powtarza?:) A dzienniki zdecydowanie warte uwagi, mimo że to również autokreacja.

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          17 maja 2020 o 18:45

          Mógłby tylko z siebie i czytelnika więcej emocji wykrzesywać, a nie grać zimnego klasyka.

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. czytankianki pisze:
            20 maja 2020 o 11:00

            Mnie się właśnie kojarzy z zimnym klasykiem.;) Bon ton ćwiczony od dziecka, gość stonowany, trudno porzucić taką „gębę” i stać się bratem łatą.;)

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              20 maja 2020 o 11:56

              Ale to nie chodzi o to, tylko o trochę więcej ognia w tej zimnej prozie. W Sławie i chwale parę razy doprowadził mnie do dreszczy lub łez, znaczy że umiał, tylko, bo ja wiem, za rzadko mu się chciało?

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. czytankianki pisze:
                20 maja 2020 o 12:52

                Chyba za mało jeszcze przeczytałam jego prozy i dlatego wydaje mi się stoicki. Emocje widziałam dopiero w listach i dzienniku.;)

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  20 maja 2020 o 14:45

                  On te emocje czuł, ale je tłumił, nie wiem czemu, bo jak nie tłumił, to mu nieźle szło.

                  Wczytywanie…
  3. małgosia pisze:
    17 maja 2020 o 10:27

    O ile dobrze pamiętam Podróże do Włoch, wydaje mi się, że pewne wątki o których piszesz zostały powielone także i tam. Mam wrażenie, że to tam czytałam jego uwagi na temat Lechonia, czy Tuwima. Ale nawet jeśli wspomnienia są wyselekcjonowane z uwagi na język opisu i opisywanie minionego świata, wrażenia z podróży chętnie przeczytam. I wydaje mi się, że to uładzenie, o którym piszecie nie będzie mi przeszkadzało, może tak chciał widzieć swoje życie, jak pewnego rodzaju sielankę. Może wielu z nas chciałoby je tak widzieć.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      17 maja 2020 o 10:37

      Tak, niektóre fragmenty na pewno były recyclingowane w innych miejscach, zresztą Iwaszkiewicz pisze, że wątki z życia nieustannie wykorzystuje w swoim pisaniu. Uładzenie chyba nawet nie wynika z tego, że chciał prezentować sielankę, tylko z tego, że nie zamierzał wpuszczać czytelnikow za głęboko w swoje życie. Dlatego właściwie brakuje tu i żony, i dzieci, i zwykłej przyziemnej codzienności.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Bazyl pisze:
    19 maja 2020 o 15:27

    47 lat, powiadasz … :) Tylko co tu, na Dadźboga i Swaroga, wspominać. Anim ja sław nie poznał, ani w socjecie się nie obracał, w domu też, dziękować, nudno. Choć chciałoby się pozostawić swoje życie na powierzchni tego świata. A może jednak nie? Ech :P
    Z dzienników, to Mrożek od lat patrzy na mnie z wyrzutem z półki. Chyba go wepchnę w drugi rząd :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      19 maja 2020 o 15:32

      No i dlatego czytamy wspomnienia wielkich tego świata, a sami ich nie spisujemy, bo o czym by tu można pisać? A Mrożka wepchnij daleko, ten to się dopiero snobował.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        19 maja 2020 o 20:35

        My to jeszcze mamy okazję jakichś wielkich poczytać, a co będzie za lat 50? Same celebryckie i gwiazdkowe wypociny, spisane przez „literatów” różnego autoramentu :P Ale robienie jakichś zapisków naprawdę chodziło mi po głowie i znów ten pomysł wrócił po przeczytaniu „Silva rerum”, która to książka oparta jest na fikcyjnej sylwie litewskiego szlachcica :P A snobowanie Mrożka może mi się akurat spodobać, bo sam w życiu snobowałem się na milion różnych rzeczy :) Obecnie na kawę i bieganie po lesie :D

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          19 maja 2020 o 20:40

          Myślę, że znajdzie się paru wielkich, którzy przetrwają, byle było komu ich czytać :) A snobowanie się na biegi jest zdrowe, Mrożek zaś snobował się na Prousta w oryginale cytowanego całymi stronami :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            20 maja 2020 o 09:33

            No właśnie, byle było …, a nie wiem jak Ty, ale mnie zwyczajnie brakuje siły na intelektualne rozkminy. Teraz czytam książkę, pasowałoby sobie przypomnieć tło, bo Potop to już w mojej głowie jedynie jakieś plewy niegdysiejszej wiedzy, ale wiem, że jak chwycę za podręcznik, to albo usnę, albo za stron dwadzieścia nie będę w stanie powiedzieć o czym przed chwilą czytałem :( Żeby się intelektualizować potrzebny jest spokój. Święty spokój od trosk dnia codziennego :)
            A snobowanie na bieganie jest zdrowe do pierwszej kontuzji :P Choć nie wiem czy kawa bezpieczniejsza :D

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              20 maja 2020 o 11:55

              Mnie nigdy intelektualne rozkminy nie pociągały, to teraz mam z głowy :) Mrożka przeglądałem i uznałem, że szkoda wysiłku :P A święty spokój jest przydatny do wszystkiego, tylko że to towar deficytowy.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                20 maja 2020 o 13:28

                Na równi z wolnym czasem, niestety :(

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  20 maja 2020 o 14:46

                  No niestety. I nawet zamknięcie w domu nie pomaga na wolny czas, chociaż teoretycznie oszczędzam go masę na dojazdach.

                  Wczytywanie…
  5. qbuspozera pisze:
    25 maja 2020 o 17:14

    Zapytam partykularnie i się wtrącę. Pytanie osobiste takie mam: cóż pisał o Zakopanem? A w ramach wtrącenia do wątku z Bazylem: polecam listy Lema i Mrożka. Czyta się lekko, dużo humoru i słownej woltyżerki.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      25 maja 2020 o 17:28

      No taki standard, mekka intelektualistów, bogate życie towarzyskie, a potem wzięło i się zepsuło, skomercjalizowało itepe.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d