Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Każde pokolenie wznosi się jak fala… (Jarosław Iwaszkiewicz, „Sława i chwała”)

Posted on 11 czerwca 201929 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Sława i chwała

Z czytaniem „Sławy i chwały” było jak z wejściem bez mapy na nieznany górski szlak: nie wiesz, jak wygląda droga ani dokąd cię zaprowadzi. Zaczęło się od monotonnego podejścia przez mroczny las, gdzie nogawki chwytały kolczaste jeżyny, a twarz chłostały iglaste gałęzie. I już miałem dać sobie spokój i zawrócić na piwo do miasteczka, kiedy między tym gąszczem zaczęły pojawiać się a to przebłyski błękitnego nieba, a to fragmenty jakichś interesujących widoków, kamienista ścieżka zaś jakby złagodniała i maszerowało się żwawiej, by wreszcie wyjść z drzew i napawać się rozległym widokiem.

Panorama losu polskiego

W przededniu Wielkiej Wojny w upalnej Odessie spotyka się gromadka młodych ludzi, przed którymi jest całe życie, miłość, kariera, marzenia… Rodzą się przyjaźnie, pierwsze uczucia, wybuchają górnolotne dyskusje o sztuce. Jeszcze nie wiedzą, że lada dzień wybuch światowego konfliktu rozrzuci ich po świecie. Będą musieli znaleźć dla siebie nowe miejsca, zweryfikować swoje poglądy, pogrzebać część ideałów i planów. Więzy rodzinne, przyjaźnie i miłości wystawione zostaną na próbę, staną też przed rozmaitymi wyborami moralnymi. Niektórzy z nich popłyną z prądem, łapiąc, co im życie przyniesie, inni się odsuną na ubocze; jedni pozostaną idealistami, inni ciułaczami, miejsce zmarłych zajmą młodzi, pełni nowej nadziei i nowych wizji. „Każde pokolenie wznosi się jak fala, ma jakieś zadanie do spełnienia, jakąś furtkę do otworzenia […], a potem opada, filistrzeje, gubi się w piasku i już nie wykonuje zadań, tylko polecenia, może obowiązki”. Iwaszkiewicz będzie nam pokazywał losy swych bohaterów w coraz to nowym punkcie dziejów: od 1914 do 1947 roku, gdy ich życie będzie się zmieniało, coś się zacznie lub skończy, na przód wysuwając coraz to inną postać, by dać jej bardziej pogłębiony portret, wniknąć w myśli, poglądy, czyny. Składa się z tego panorama losów Polaków: ukraińskich ziemian, którzy stracili majątek wskutek rewolucji, i chłopskich synów, którzy zrobili karierę w niepodległej Polsce, artystów marzących o sławie, komunistów i fabrykantów, arystokratów, Żydów, antysemitów, matek, które straciły synów, idealistów i konformistów. Na ich oczach wali się świat, który znali, rodzi się nowy – aby też upaść i ustąpić miejsca jeszcze nowszemu, bo „zawsze jakaś śmierć rodzi jakieś życie”, a „świat ma to do siebie, że ile razy się zawali, to się potem odbuduje. Nieważne są domy, szkoły i muzea. Najważniejszy jest człowiek”…

Z historią w tle

„Sława i chwała” to też powieść o historii, tej wielkiej i tej małej, ale zawsze odciskającej piętno na ludziach. U Iwaszkiewicza jest ona w tle, ale stale wyczuwamy jej obecność: I wojna światowa, wojna polsko-bolszewicka, zamach majowy, wzmacnianie totalitaryzmów w całej Europie, hiszpańska wojna domowa, Wrzesień ’39, okupacja, powstanie w getcie warszawskim, powstanie warszawskie… Iwaszkiewicz bardzo zręcznie balansuje między tym, co mógł napisać, a tym, czego napisać nie mógł: w całym rozdziale o walkach z bolszewikami bodaj ani razu nie wskazał, z kim Polacy walczyli – może w zamian za to w innym miejscu mógł napisać, że ktoś zginął w Katyniu? Pojawia się w powieści krytyka sanacyjnych rządów, które nie przygotowały Polski na wybuch wojny, rozdział o powstaniu warszawskim pokazuje entuzjazm i odwagę młodzieży, dystansując się od samej decyzji o wybuchu walk. Jedną ze zdecydowanie najbardziej pozytywnych postaci jest komunista, a gdzieniegdzie pojawiają się też wzmianki o konieczności ułożenia sobie stosunków ze Związkiem Radzieckim, bo Niemcy to wróg dużo gorszy. Wszystko w tonie jak najdalszym od nachalnej propagandy, raczej nadmieniane niż pisane wprost, wyrażane przez bohaterów, a nie przez narratora. Gdybym się w pewnym momencie nie wyczulił na historiograficzną koncepcję Iwaszkiewicza, mogłoby to wszystko umknąć w całym bogactwie powieści. Wizja historii jest tu raczej pesymistyczna, światełkiem w tunelu jest budowa nowej rzeczywistości opartej na idei sprawiedliwości społecznej. Motto tomu pierwszego: „Niesprawiedliwość może triumfować w sławie, ale chwała jest zawsze po stronie sprawiedliwości” (Gaetano di Gaeta) znajduje swe wyjaśnienie i dopełnienie pod koniec tomu trzeciego: „Chwała ludzkości nie w cierpieniu, na pewno nie w cierpieniu, nie w tym straszliwym cierpieniu bitwy i stanów po bitwie. Chwała powinna być w osiąganiu szczęścia, spokoju, słonecznej sławy. Nasi sąsiedzi marzą o tym rozsądnie, ale i oni znajdują chwałę – chwałę zwycięstwa i chwałę upokorzenia – w cierpieniu”. Postać, która pisała te słowa, miała się dopiero przekonać, że „nasi sąsiedzi” nie marzyli o słonecznej sławie, ale o zwycięstwie kosztem cudzego upokorzenia i cierpienia. Pierwsi czytelnicy „Sławy i chwały” już o tym wiedzieli i być może takie słowa odczytywali nie jako ideologiczną deklarację poparcia nowego ustroju, ale zapowiedź klęski kolejnego pokolenia w starciu z historią?

Ludzie, krajobrazy, muzyka…

Jednym z elementów powieściowego bogactwa jest imponująca galeria postaci, których losy śledzimy – raz z daleka, raz całkiem z bliska, bo uwaga autora skupia się to na tym, to na innym bohaterze. Otrzymujemy dzięki temu pogłębione portrety (mój ulubiony to nastoletni Andrzej Gołąbek), często nawet w przypadku postaci drugoplanowych. Bogactwu postaci towarzyszy rozmaitość scenerii: od Odessy po Hiszpanię, od Ukrainy po Paryż, od Warszawy i jej okolic po Rzym; od arystokratycznych salonów po wiejskie dworki, od robotniczych mieszkań do chłopskich chat (w pejzażu smutnym i monotonnym jak preludium Chopina). Iwaszkiewicz jest mistrzem w opisywaniu krajobrazu, co udowodnił w „Podróżach do Polski” – w „Sławie i chwale” nic się nie zmienia (wycieczka w Tatry!). Jest też doskonały w opisywaniu muzyki – a ta w powieści odgrywa wielką rolę i towarzyszy bohaterom właściwie nieustannie, muzyczne motywy przypominają dawne chwile, punktują upływ czasu, pozwalają zapomnieć o problemach i okropnościach. Mimo iż zbudowana jest raczej z ciągu epizodów, powieść jest bardzo spójna i nie mamy wrażenia, że jakaś postać czy wątek pojawiają się niepotrzebnie, nic się tu nie marnuje. Nie potrzebuję wspominać, że Iwaszkiewicz jest wybitnym stylistą i obcowanie z jego stylem to prawdziwa przyjemność, przy czym – w przeciwieństwie do niektórych opowiadań – stworzył też wiele scen bardzo poruszających emocjonalnie. Ma „Sława i chwała” słabsze miejsca, początek, kiedy trzeba ogarnąć natłok bohaterów, ma też pewne ideologiczne skrzywienia, ale z pewnością jest to powieść warta poznania, choć lektura to raczej na tygodnie niż kilka wieczorów.

Jarosław Iwaszkiewicz, Sława i chwała, t. 1–3, Państwowy Instytut Wydawniczy 1989.

Podobne pozycje:

Czerwone tarcze

Jarosław Iwaszkiewicz

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

32 thoughts on “Każde pokolenie wznosi się jak fala… (Jarosław Iwaszkiewicz, „Sława i chwała”)”

  1. czytankianki pisze:
    11 czerwca 2019 o 14:01

    Pierwszy przytoczony przez Ciebie cytat jest doskonałą kwintesencją tej trylogii, tak przynajmniej wynikałoby z ekranizacji Kutza. Powieści nie czytałam, serial oglądam za każdym razem, kiedy nadarza się okazja.
    Galeria postaci przednia, zwłaszcza że pokazane w chwilach mielenia ich przez Historię. Nawet w filmie czuć było „słabość” autora do muzyki i krajobrazów.
    Zazdroszczę uporu w lekturze, u mnie wciąż tylko w planach.;(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 czerwca 2019 o 14:06

      To akurat cytat z pewnego gorącogłowego młodziana-idealisty, ale faktycznie pasuje do całości. Muszę upolować serial, bo jestem ciekawy, jak to wyszło, mam nadzieję, że skrócili przydługie debaty o sensie sztuki :P Książka wolno się rozkręca, ale potem jest dużo lepiej – może jestem uprzedzony, ale jak autor wprowadza jednocześnie więcej niż trzy postacie, to zaczynam się gubić i zniechęcać.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. czytankianki pisze:
    11 czerwca 2019 o 14:54

    Serial niezły, z plejadą gwiazd (mój faworyt to Globisz jako Walerek). Postaci faktycznie wiele, na dodatek często drugoplanowych.
    Debat o sztuce nie kojarzę, o polityce też nie rozmawiano za długo. Natomiast podobała mi się aura przemijalności, końca pewnego świata.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 czerwca 2019 o 17:43

      Globisz ma idealne warunki na Walerka, ale czy umie grać czarny charakter? Znaczy on wszystko umie zagrać :) Poczytałem obsadę, obłęd :) Dyskusje wypadły pewnie jako zbyt mało filmowe, w sumie nawet lepiej dla dynamiki.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Marlow pisze:
    11 czerwca 2019 o 19:32

    Jestem właśnie w połowie pierwszego tomu i jak na razie mam wrażenie, że Iwaszkiewicz pozazdrościł Dąbrowskiej i też chciał napisać swoją epopeję, tylko że mu nie za bardzo wyszło.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 czerwca 2019 o 19:50

      Hiperkrytyczny jak zawsze :P Ale miałem podobne wrażenie, zmieniło mi się w okolicy 1926 roku.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Marlow pisze:
    11 czerwca 2019 o 22:01

    Ok :-) jestem dopiero gdzieś koło 1920 r. Dowiedziałem się od Iwaszkiewicza, że rewolucja październikowa była koniecznością, z którą z góry należało się pogodzić i w sumie gdyby nie chłopskie „ruchawki” to odbyłaby się właściwie bezboleśnie. Ale uczciwie mówiąc, warsztatowo pozamiatałby tymi wszystkimi dzisiejszymi, pożal się Boże pisarzami. Warstwy psychologicznej i obyczajowej się nie czepiam (choć da się wyczuć jego inklinację do młodych facetów) a jeśli chodzi o tło historyczne, to wiadomo, że nie miał szans na uczciwe jego przedstawienie, chyba że zdecydowałby się pisać z przeznaczeniem dla wydawnictwa emigracyjnego, no ale wiadomo, że byłoby naiwnością oczekiwać tego od niego.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      11 czerwca 2019 o 22:06

      Jesteś dokładnie w momencie, kiedy się zastanawiałem, czy tego nie miotnąć w kąt :) Wytrzymaj do następnego rozdziału. I to fakt, pozamiatałby dzisiejszą sceną literacką dowolnie, a jeszcze jakby poszedł w otwarte LGBT, to klękajcie narody, widać to po dziennikach i listach. Szkoda, że zmarl te 40 lat temu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Marlow pisze:
    12 czerwca 2019 o 08:52

    O śmiotnięciu w kąt nie ma mowy, zwłaszcza że część z natłokiem co raz to nowych postaci mam już za sobą i teraz powinno pójść raczej gładko. Mimo wszystko nie jestem jakoś przekonany co do wielkości jego literackich osiągnięć w prlu, bo chyba jednak jego najlepsze rzeczy powstały przed wojną. W każdym razie po „Sławie… ” dam mu jeszcze szansę z „Kochankami z Marony”. Czytałeś „Inne życie…” Romaniuka? Warte czasu i pieniędzy?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 czerwca 2019 o 08:59

      Przedwojenny Iwaszkiewicz dopiero przede mną, ale on bez względu na epokę ma wyborny styl, całkiem spory rozmach i jednak jeśli nawet całość nie jest znakomita, to są później poruszające momenty i świetne portrety, wystarczy, żeby uznać dzieło za bardziej niż zadowalające.
      O Romańczuku chyba Ania na Czytankach pisała, zdaje się, że pochlebnie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Marlow pisze:
    12 czerwca 2019 o 09:07

    Komputer protestował z gorąca i myślałem, że nie zamieścił mojego komentarza, tak że powtórzyłem jeszcze raz to co wcześniej napisałem – proszę zrób z tym porządek :-). „Panny z Wilka” szczerze polecam, dla mnie chyba jedno z najlepszych opowiadań ever, zwłaszcza jak się je dopełni filmem. Inna sprawa, że docenia się je dopiero w pewnym wieku. Skoro Anka od Czytanek polecała, powiadasz, to zainwestuję, najwyżej potem zwrócę się do niej z regresem :-).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 czerwca 2019 o 09:16

      Dojdę i do Panien z Wilka, chociaż Wajda to słaba rekomendacja, wynudziłem się na tych jego ekranizacjach setnie. Ale może faktycznie to kwestia wieku. Opinia Ani jest wręcz entuzjastyczna: https://czytankianki.blogspot.com/2012/12/radosaw-romaniuk-inne-zycie-biografia.html

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. czytankianki pisze:
    12 czerwca 2019 o 09:31

    Wtrącę się: do dzisiaj dobrze kojarzę ten pierwszy tom biografii (na drugi wciąż brakuje czasu), więc z czystym sumieniem polecam. I wszelkie listy Iwaszkiewicza, dla mnie cymes.
    A co do ekranizacji Wajdy: Ty, Piotrze, zdaje się, go nie lubisz, więc trudno Cię namawiać do oglądania.;) I niby te Panny z Wilka i Brzezina to jakieś snuje, brzdąkanie, a jednak w każdym z filmów trafia się przynajmniej jedna świetna scena.
    Po tym co napisał Marlow o Pannach przypomniało mi się, że E. Rylski też uważa Panny za najlepsze opowiadanie ever.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 czerwca 2019 o 09:47

      Nie no, Was dwoje na mnie jednego to jest nie fair :) Zmasowany atak. Ale chwilowo mam dość Iwaszkiewicza na czas nieokreślony, muszę przeczytać coś mniej górno-chmurnego dla równowagi, będę się katował kryminałami przez całe wakacje :) Chociaż kusi mnie dziennik albo Książka moich wspomnień.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. czytankianki pisze:
    12 czerwca 2019 o 10:13

    Na pewno znalazłoby się jeszcze kilku innych zwolenników Iwaszkiewicza.;)
    Odetchnąć warto, zwłaszcza że pogoda nie sprzyja skupieniu.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 czerwca 2019 o 10:16

      Jeśli zwolennicy są, to siedzą cicho :) Pogoda zdecydowanie na dzieła mało zobowiązujące, zrobiłem sobie pierwszą urlopową przymiarkę nawet; same czytadła.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. Qbuś pożera książki pisze:
    12 czerwca 2019 o 15:38

    Przeczytałem o Odessie i od razu wskoczyłem w biografię Iwaszkiewicza, bo chciałem sobie pohipotetyzować, czy może nie mógł spotkać pewnego Izaaka.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      12 czerwca 2019 o 16:55

      W indeksie do dzienników Izaaka nie ma, więc nie sądzę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  10. Bazyl pisze:
    13 czerwca 2019 o 08:02

    Chciałbym błyskotliwie porównać czytanego właśnie „Robinsona …” Płazy z wzmiankowanym tu Iwaszkiewiczem, ale niestety nie znam tego ostatniego. Ale część z tego co piszesz mi się pokrywa, więc … :) Niestety nie jest to, stwierdzam za każdym razem, kiedy sięgam po książkę, lektura na te temperatury. Długie, barokowo zdobione słowem zdania. Zmiany narratora z pierwszo na trzecioosobowego. Fragmenty do własnogłowego złożenia puzzli historii. To wszystko wymaga skupienia, a weź się skup przy +35C :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      13 czerwca 2019 o 08:09

      Współczuję, ja się wyrobiłem przed tymi najdzikszymi upałami i teraz mogę się pławić w niezobowiązującej lekturze. O ile pamiętam ze Skorunia, to poza maestrią słowa, Iwaszkiewicz i Płaza nie mają wiele wspólnego.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        13 czerwca 2019 o 08:29

        Też bym się popławił, ale w tych nielicznych chwilach, kiedy mam siłę na czytanie, „Robinson …” mnie dość porywa, więc łykam kawałeczkami :) A upał działa na mnie do tego stopnia, że jedyną aktywnością kulturalną (mimo, że pop) jest zaleganie przed TV i bezmyślne wgapianie się w kolejne odcinki „Gotham”. Które zaczyna mnie drażnić, tak w ogóle :D
        Z Iwaszkiewiczem miałem do czynienia przy okazji lektury „Pra”, ale chyba nie zostałem porwany, bo nie pamiętam zbyt wiele. Żeby nie powiedzieć, nic :P

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          13 czerwca 2019 o 09:00

          Nie wiem, co to Gotham, ale mnie nawet Settlersi nie bawią, niebiescy spuścili mi łomot i się zniechęciłem :D A Pra to ponoć nie jest dobra książką, więc nie dziwne, że niewiele zapamiętałeś :)

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
          1. Bazyl pisze:
            13 czerwca 2019 o 13:02

            Batmana nie znać, phi! :P Ja też siadłem do HoMM3, ale zardzewiałem i pierwsza misja kampanii poszła na straty i rozkminianie co jest co :( No i może niedobra, ale żeby taka pustka w głowie? Z drugiej strony z „Wyspy klucz” też tylko strzępki :( Pogoda + skleroza i efekt murowany. Kryminały można czytać na drugi dzień :D

            Wczytywanie…
            Odpowiedz
            1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
              13 czerwca 2019 o 14:02

              Jedynym Batmanem, jakiego oglądałem, znudziłem się na śmierć, więc teges, nie należę do fanów :P Pan kolega tu nie phika pogardliwie.

              Wczytywanie…
              Odpowiedz
              1. Bazyl pisze:
                13 czerwca 2019 o 15:18

                Tu akurat twórcy poszli w genezę Batmana i Gotham jako siedliska zła. Z tym, że tłukę już 4 sezon i konwencja mi się jakby trochę ograła :P A phikam, no bo to jednak Batman :D

                Wczytywanie…
                Odpowiedz
                1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
                  13 czerwca 2019 o 17:54

                  No to co, że Batman? Pardą, ale nie rozumiem fenomenu :)

                  Wczytywanie…
  11. Bazyl pisze:
    18 czerwca 2019 o 10:14

    Rozszerzam :) Na Marvele też pewnie nie chadzasz? :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      18 czerwca 2019 o 10:33

      Na co? Szykuję się na Krainę Lodu 2 :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
      1. Bazyl pisze:
        18 czerwca 2019 o 13:31

        Ale czy doczekamy się czegoś równie kultowego jak „Mam tę moc”? :P U mnie w planach też dwójka, tyle że sekretnego życia zwierzaków :)

        Wczytywanie…
        Odpowiedz
        1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
          18 czerwca 2019 o 13:39

          Się okaże, i tak pójdziemy, bo mi dzieci nie odpuszczą :P

          Wczytywanie…
          Odpowiedz
  12. Pingback: Dziewiąte! – Zacofany w lekturze
  13. Pingback: Kręgi na wodzie (Jarosław Iwaszkiewicz, „Książka moich wspomnień”) – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d