Wyrwać się z kręgu szarości (Sarah Waters, „Niebanalna więź”)

Margaret Prior po śmierci ojca, z którym była blisko związana, popada w apatię. Jako stara panna do końca życia ma mieszkać z matką, zgorzkniałą tyranką. Za radą przyjaciela rodziny dziewczyna decyduje się odwiedzać więźniarki jako tak zwana dama wizytująca. Ma rozmawiać z kobietami, pocieszać, pomagać w nauce, być przykładem do naśladowania. Początkowo zapewne robi to bardziej dla siebie niż dla nieszczęsnych uwięzionych. Jedna z nich zresztą celnie jej to wytyka: „Przychodzi pani do Millbank […] żeby zobaczyć kobiety nieszczęśliwsze od siebie, w nadziei że to poprawi pani humor”. Zetknięcie się z penitencjarnymi rygorami, monotonną rutyną, stałą obserwacją jest jednak dla Margaret wstrząsem; zaczyna się naprawdę przejmować sprawami swych podopiecznych i szczerze chce im dopomóc.

Wśród pozbawionych wolności nieszczęśnic zauważa jedną, która wśród ponurych murów, pochłonięta przebieraniem włókna kokosowego, robi zaskakujące wrażenie. „Brązowe włókna i kurz wirujący w smudze światła nadawały kobiecie niemalże baśniowy wymiar, upodabniając ją do księżniczki zmuszonej za karę do wykonywania jakiejś żmudnej czynności na dnie stawu”. To Selina Dawes, niegdyś popularne medium, której kariera skończyła się jednak wyrokiem za napaść i oszustwo. Dwie młode kobiety zaczynają powoli zbliżać się do siebie. Margaret, początkowo nieufnie nastawiona do parapsychicznych zdolności Dawes, otrzymuje serię nadprzyrodzonych znaków, które przełamują jej sceptycyzm, i czuje się coraz bardziej zafascynowana Seliną, która też żywi dla niej cieplejsze uczucia. Znajomość coraz bardziej się pogłębia i niepostrzeżenie przeradza w uczucie.

Więzienie Millbank, lata dwudzieste XIX wieku. (źródło)
Więzienie Millbank, lata dwudzieste XIX wieku. (źródło)

Całą historię opowiada sama Margaret. Mamy więc wgląd w jej myśli i emocje, obserwujemy wszystko jej oczami – wykształconej kobiety z klasy średniej, która nie może otrząsnąć się z tragedii, jaką była dla niej śmierć ojca. Tylko on traktował ją jak człowieka, a nie jak brzydszą córkę, starą pannę, skazaną na spełnianie kaprysów matki, dla której Margaret jest źródłem zawodu. Wrażliwa dziewczyna przeżyła załamanie po stracie ojca, wcześniej zaś rozczarowanie uczuciowe. Wszystko to, w połączeniu ze stale przyjmowanym lekiem nasennym, czyni ją szczególnie podatną na urok Seliny. W miarę pogłębiania się ich zażyłości Margaret zaczyna szukać informacji o przyjaciółce i poznaje w ten sposób kręgi londyńskich spirytystów. Pozyskana od nich wiedza wprawia ją jedynie w większy zamęt, pogłębia też współczucie dla więźniarki: „W Millbank Selina sprawiała wrażenie aktorki wspominającej błyskotliwą karierę. Ale rewelacje prasowe odsłoniły przede mną jej prawdziwą postać: była to kariera motyla lub ćmy, wieczna tułaczka od domu do domu, z jednej podłej dzielnicy do drugiej, cyrkowe sztuczki za grosze”. Panna Prior uważa Selinę za pokrzywdzoną przez los i ludzi, delikatną i uduchowioną za sprawą kontaktów z „drugą stroną”, za pokrewną duszę. Selina oglądana oczami Margaret jest tajemnicza i fascynująca. Czytelnik, mający wgląd w pamiętnik Dawes prowadzony przed uwięzieniem, w którym opisywała  rozwój swych talentów, ale także awans towarzyski i finansowy, jaki zawdzięczała zamożnej protektorce, wykorzystującej ją do nawiązywania kontaktów ze zmarłą matką, zadaje sobie jednak wiele razy pytanie, czy ma do czynienia z prawdziwym fenomenem, czy zręczną manipulatorką.

Tło dla tego pozbawionego wszelkich szans związku stanowi ponure więzienie Millbank, a właściwie jego kobieca część. Rządzi tam bezduszny regulamin, warunki są surowe, praca ogłupiająca, nadzór ścisły. Więźniarkom doskwiera samotność, tęsknota za światem zewnętrznym, choroby, bezsenność. Waters pokazuje nam różne typy uwięzionych: kryminalistek, prostytutek, przebiegłych oszustek, ale też kobiet zagubionych w nowej dla nich sytuacji, otępiałych, pozbawionych nadziei. Surowemu regulaminowi podlegają też strażniczki: jedne stają się rygorystycznymi służbistkami, inne próbują dostrzegać w więźniarkach istoty ludzkie i drobnymi gestami łagodzić nieco ich sytuację. Poznajemy rozkład dnia, więzienne pomieszczenia: korytarze, cele, kuchnię, pralnię, magazyn z depozytami. Waters nie grzęźnie w długich, szczegółowych opisach, a mimo to odmalowuje scenerię bardzo dokładnie. Wykorzystuje to, że panna Prior przychodzi w odwiedziny o różnych porach dnia przez wiele miesięcy, by dodawać nowe detale, pokazywać zmienność więziennej atmosfery, zwracać uwagę na coraz to inne aspekty tamtejszego życia.

Plan więzienia Millbank. (źródło)
Plan więzienia Millbank. (źródło)

„Niebanalna więź” przesycona jest poczuciem beznadziei: co dobrego może spotkać Margaret, skazaną na więdnięcie w rodzinnym domu, co dobrego czeka kobiety z Millbank? Nic. Dlatego i panna Prior, i więźniarki, a nawet niektóre strażniczki, pilnie wypatrują wszelkich oznak życzliwości, zainteresowania, cieplejszego uczucia. Nie chcą pogrążać się w rutynie i apatii. Rodzące się uczucie między Margaret a Seliną zda się nieść nadzieję na wyrwanie się z tego kręgu szarości, na odmianę losu, zdobycie wolności – w przypadku Dawes tej prawdziwej, poza murami więzienia, w przypadku Prior zaś zerwania z duszącymi konwenansami. Waters umiejętnie podsyca też atmosferę niesamowitości i grozy, dawkując informacje o Selinie i jej kontaktach ze światem duchów. Niespiesznie rozwijająca się akcja sprawia, że powoli zanurzamy się i w tej beznadziei, i narastającej grozie, aż do dramatycznego finału.

W porównaniu z „Muskając aksamit”, w którym wiele razy zmieniają się dekoracje, a życie bohaterki pełne jest gwałtownych przewrotów, „Niebanalna więź” jest wręcz ascetyczna, konsekwentnie utrzymana w jednolitym stylu, z precyzyjnie budowanym nastrojem. Debiut Sarah Waters świadczył o dużym talencie, jej druga książka pokazuje, jak bardzo autorka ten talent rozwinęła. Już nie daje się nieść opowieści; teraz w pełni panuje nad fabułą i bohaterkami, czerpie z tradycji, ale przekształca ją po swojemu, całkowicie świadoma efektu, jaki chce uzyskać. I jest to efekt ze wszech miar satysfakcjonujący.

Sarah Waters, Niebanalna więź, tłum. Magdalena Moltzan-Małkowska, Prószyński i S-ka 2016.

(Visited 302 times, 302 visits today)

52 komentarzy do “Wyrwać się z kręgu szarości (Sarah Waters, „Niebanalna więź”)

  • 11 marca 2017 o 19:06
    Permalink

    To jakiś nowy trend na blogach książkowych: brak komentarzy? Jeśli tak, to nie podoba mi się on.
    Sarah Waters to u mnie czysta karta. Dodam, że napisałeś tak porządną recenzję, że nie mam pojęcia czy może mi się spodobać, czy nie:P

    Odpowiedz
    • visage
      11 marca 2017 o 20:23
      Permalink

      Ja nie wiem, czy to nowy trend, czy może ten blog się już skończył, jest passe i szkoda czasu na komentarze :P Ale doceniam, że się poświęciłaś i zrobiłaś dobry początek.
      A co do książki, to ja bym obstawiał, że „Niebanalna więź” miałaby u Ciebie niejakie szanse. Niekoniecznie ze względu na obserwacje penitencjarne, ale to się po prostu dobrze czyta :D

      Odpowiedz
      • 11 marca 2017 o 20:38
        Permalink

        Ma się to poczucie przyzwoitości, nieprawdaż.
        Sarah Waters mię lekko odstręcza. Nie lubię literatury seksualnie zaangażowanej, choć rozumiem, że być może są odbiorcy, którzy jej potrzebują. I poza tym nie jestem pewna, czy dramatyczne finały są czymś, czego aktualnie pragnę. A przesycona poczuciem beznadziei jestem sama z siebie, po cóż mi jeszcze czyjś przesyt?

        Odpowiedz
        • visage
          11 marca 2017 o 20:41
          Permalink

          Prawdaż :) I szlachetność.
          Tu akurat zaangażowanie seksualne jest nader subtelne, to przede wszystkim opowieść grozy plus świetne tło. Ale rzecz jasna nie śmiem naciskać na taplanie się w cudzej beznadziei. Poszukaj czegoś bardziej optymistycznego :)

          Odpowiedz
          • 11 marca 2017 o 20:50
            Permalink

            Toteż szukam i słabo mi idzie. Ok, polecony „Stulatek…” był niezły, przyznaję, ale „Arystokratka…” już niekoniecznie. Teraz chwyciłam się za „Inna duszę” Orbitowskiego i z każdą stroną dołuję się coraz bardziej. Dodam, że na drugą nóżkę czytam „Piekło kobiet” Boya. Dziękuję niebiosom za „Karolcię”, którą aktualnie przerabia Młodszy!
            Przy okazji: w międzyczasie sprawdziłam dostępność „Niebanalnej więzi” w MBP Szczecin. Jest, owszem. Tyle, że tłumaczka cosik zmienia człony swoich nazwisk. To też taki współczesny trend, zdaje się…

            Odpowiedz
            • visage
              11 marca 2017 o 21:39
              Permalink

              Orbitowski z Boyem? No toś sobie wybrała, zaiste, optymistyczny zestaw :) Przeglądam hałdy dokoła w poszukiwaniu czegoś niedołującego, ale nic mi w oko nie wpada, niestety.
              Zmiany danych tłumaczki zauważyłem, ale doprawdy od czasów Napoleona rozwody są rzeczą normalną :D

              Odpowiedz
              • 11 marca 2017 o 22:30
                Permalink

                Znikąd pomocy.
                Napoleon akurat był zwolennikiem tradycyjnego podziału ról: kobieta miała być niewolnikiem (lub własnością, jak kto woli) mężczyzny, co nijak nie komponuje się z rozwodami. Sarah Waters pewnie nieźle by mu dokopała, gdyby tylko miała okazję.

                Odpowiedz
                • visage
                  11 marca 2017 o 22:34
                  Permalink

                  No weź, ludzki pan to był. Sam się rozwodził i poddanym pozwolił :D Poddanym płci męskiej, ale nie wymagajmy za dużo :P

                  Odpowiedz
                  • 12 marca 2017 o 11:05
                    Permalink

                    Tak, ci niewysocy to w ogóle mają miękkie serca i są dobrzy dla ludu.
                    Znasz może jakąś z nerwem napisaną powieść o tych, co im dokopują, czerpiąc z tego sadystyczną przyjemność? Chętnie przeczytam przy niedzieli:P

                    Odpowiedz
                    • visage
                      12 marca 2017 o 11:16
                      Permalink

                      A lud ich kocha :P
                      Może „O czym szumią wierzby”? Tam taki mały zielony nieźle dostaje w kość :D

                    • 12 marca 2017 o 12:07
                      Permalink

                      A wiesz, że nigdy tego nie czytałam? Zostałam skutecznie odstraszona tym potwornym serialem produkcji BBC, który zatruł mi dzieciństwo – nie podobało mi się w niej absolutnie nic, poczynając od czołówki. Gdy słyszę ten dźwięk, do dziś powraca trauma z dzieciństwa.

                    • visage
                      12 marca 2017 o 12:11
                      Permalink

                      Mówisz o rysunkowym czy kukiełkowym? Książka jest przyjemnie relaksująca, taki slow reading :)

                    • 12 marca 2017 o 12:19
                      Permalink

                      Kukiełkową, rzecz jasna. Jeśli będę chciała kiedyś naprawdę mocno ukarać moje dzieci (choć jako nowoczesna matka oczywiście nie stosuję takich metod wychowawczych), to im to włączę.
                      Slow reading brzmi nieźle. Dużo lepiej niż „powoli zanurzamy się i w tej beznadziei, i narastającej grozie, aż do dramatycznego finału”:P

                    • visage
                      12 marca 2017 o 12:24
                      Permalink

                      Kukiełkowa była przygnębiająca, a przecież to jest taka optymistyczna historia. Właśnie wyciągnąłem z półki, spróbuję wieczorem poczytać Młodszej, bo już nam się Kipling skończył.

                    • 12 marca 2017 o 12:27
                      Permalink

                      Czuję się jak człowiek, który umie wpływać na ludzi znajdujących się w promieniu 520 kilometrów:D
                      Ja nie mam tego na stanie, niestety, ale obiecuję rozważyć już wkrótce, kto wie, może nawet zakup? Na razie nie nadążam z lekturami Młodszego – on sam tyle na raz jeszcze nie czyta, a ja mam coraz większe problemy ze strunami głosowymi, więc rzężę po jednym rozdziale dziennie:(

                    • visage
                      12 marca 2017 o 12:31
                      Permalink

                      Trochę potrenujesz i zwiększysz promień do 800 kilometrów!
                      Ja tego Grahame’a uwielbiałem dziecięciem, więc sam sobie nabyłem oryginał i tłumaczenie. Niestety Starsza nie dała się zindoktrynować, czytaliśmy jakieś ohydne przeróbki na podstawie kreskówki. Mam nadzieję, że Młodsza się skusi. Sama brnie przez coraz dłuższe teksty, ale temu rady nie da jeszcze.

                    • 12 marca 2017 o 12:42
                      Permalink

                      Nie wiem czy chcę się tak ograniczać. Mój cel to cały świat, a więc muszę zwiększyć zasięg jeszcze mniej więcej dwunastokrotnie. Trochę potrenuję i dam radę, phi!:P
                      I zobacz, jaką masz już ładną ilość komentarzy pod tekstem. Trochę wprawdzie mało merytorycznych (a taki porządny post), ale nie można mieć wszystkiego.

                    • visage
                      12 marca 2017 o 12:45
                      Permalink

                      Ależ nie ograniczaj się, ale najpierw 800, a potem dalej.
                      Bardzo Ci jestem wdzięczny za tę konwersację :) Post porządny, ale i komentarze porządne, jeden w drugi tylko o literaturze, zwróć uwagę. A że nie o Waters, to trudno, widać nie ma zapotrzebowania na takie książki :D

                    • 13 marca 2017 o 08:48
                      Permalink

                      O!, znam temat. Kiedyś obsobaczyłem któregoś z tuzów horroru i po paru latach, z jakiegoś powodu szukając o nim informacji, trafiłem na wnikliwe studium mojej skrzywionej psychiki. Niestety dyskutanci nie byli tak mili jak Twoi i nie przebierali w słowach :)
                      Ja tam ze spokojem patrzę jak Kitek kupuje w przedsprzedaży najnowszą Chyłkę, a i ona robi to ze spokojem albowiem kończyła matematykę :P Każdemu jego pasza. Ja tam się luzuję przy filmach akcji i serialach o superbohaterach. A propos, obejrzany przypadkiem w sobotę Logan bardzo na plus. Bardzo, bardzo :D

                    • 13 marca 2017 o 09:04
                      Permalink

                      Wiedziałem, że w tej gęstwinie wymiany zdań nie trafię pod właściwy wątek :)

                  • 12 marca 2017 o 14:02
                    Permalink

                    Wiesz, zawsze mogę powiedzieć, że spłacam dług wdzięczności. Republika kolesi, wiadomo:P
                    Jeśli chodzi o książki, na które jest zapotrzebowanie, to zapoznałam się właśnie z wynikami głosowania na LC i nie jestem pewna, czy podążanie drogą popytu jest w tym przypadku najwłaściwsze. Głos ludu, głosem ludu, ale głos wołającego na puszczy też jest potrzebny:P

                    Odpowiedz
                    • visage
                      12 marca 2017 o 14:09
                      Permalink

                      No wiadomo, ręka rękę, kruk krukowi itepe :D
                      Na plebiscyt na LC to spuśćmy może zasłonę miłosierdzia i faktycznie wołajmy na puszczy, może choć parę osób usłyszy.

                    • 12 marca 2017 o 15:19
                      Permalink

                      Przemknęło mi przez myśl, że może spróbuję się zapoznać z niektórymi z dzieł, które wygrały swoją kategorię (czytałam bowiem wyłącznie jedną – „Grunt pod nogami”, więc może nie powinnam załamywać się zawczasu, opierając się na cudzych uprzedzeniach – kruki, ręce, kolesie, te sprawy), ale trochę się boję. Taka „Rewizja” na przykład może mnie zabić, obawiam się. Już zresztą po „Kasacji” na jednym z internetowych forów sporządzono mi (za darmo!) gruntowną psychoanalizę, po której ani chybi powinnam czym prędzej popędzić w sam środek puszczy i nigdy więcej stamtąd nie wrócić.

                    • visage
                      12 marca 2017 o 15:23
                      Permalink

                      Najlepsze dzieła uplasowały się gdzieś w połowie stawki i dalej, w większości przypadków szkoda czasu. Mam silne podejrzenia co do sposobu nominowania propozycji w poszczególnych kategoriach :P
                      A sekta Mroza, której się naraziłaś, jest nader prężna i odporna na wszelkie racjonalne argumenty, jak niegdyś sekta Michalakowej. Psychoanalizę wyrzuć do kosza i żyj sobie dalej wśród cywilizacji :)

                    • 12 marca 2017 o 19:56
                      Permalink

                      Chyba nie jest aż tak źle? Takie „Sekretne życie drzew” chyba jakoś rokuje? Z drugiej strony, książki w kategorii (nieważne na którym miejscu) „powieść historyczna” sprawiają, że moje brwi same układają się w kształt znaku zapytania.
                      Wynikami psychoanalizy się nie przejmuję. Nie pierwszy i nie ostatni to raz, gdy komuś nie podobają się moje poglądy. Tu przynajmniej nie wyzywali mnie od „komuchów”, a wręcz przeciwnie – nazwali „dziewczyną”:D

                    • visage
                      12 marca 2017 o 20:10
                      Permalink

                      Napisałem więc, że to dotyczy większości przypadków. Kategoria powieść historyczna od dawna jest jakieś nieporozumienie i nie chodzi mi tylko o ten plebiscyt. Każdy romans w nibyhistorycznym sztafażu to teraz „powieść historyczna”.
                      Może gdybym ja bym rozpętał jakiegoś flejma o Mrozie, nazwaliby mnie młodzieńcem?

                    • 12 marca 2017 o 20:24
                      Permalink

                      Spróbuj, może się uda, chłopczyku:D. Jest nawet powieść historyczna jego autorstwa:P Nosi tytuł „W cieniu prawa”. Kiedyś, jak zadzwoniło mi, że jest taki ktoś jak Mróz, kto pisze i podobno nieźle (w żaden sposób nie weryfikowałam wówczas tych wiadomości, co podaję jako okoliczność usprawiedliwiającą), kupiłam to mojemu mężowi jako prezent z jakiejś tam okazji. Do tej pory patrzy na mnie wilkiem:D

                    • visage
                      12 marca 2017 o 20:30
                      Permalink

                      Uuu rany, przez Mroza do rozwodu, ależ byłby rozgłos :D Plus bonusy sprzedażowe dla literata :)

                    • 12 marca 2017 o 20:32
                      Permalink

                      A nie, nie. Mój mąż wie, że takiej dziewczyny jak ja nie porzuca się z powodu byle Mroza:P

  • 12 marca 2017 o 15:32
    Permalink

    Książka chyba niezwykła, ale muszę powiedzieć, że i Twoja recenzja intrygująca. Świetnie piszesz :)
    Polecasz „Niebanalną więź”, a ja od razu mam też ochotę na „Muskając aksamit”. Bardzo lubię Autorów, którzy mają nieco zmienny styl, według mnie w tym tkwi właśnie mistrzostwo ich piór… Pisanie na jedno kopyto nie wydaje mi się, aż takim talentem, ale umiejętność takiej zmiany to już coś wyjątkowego, tym bardziej, że mimo niej też jest to dobra książka.

    Odpowiedz
    • visage
      12 marca 2017 o 15:37
      Permalink

      Dzięki za dobre słowo :)
      Jeśli się zdecydujesz na Waters, to lepiej najpierw „Muskając aksamit”, bo czytany po „NIebanalnej więzi” może stracić. Jestem ciekawy, jak się Waters dalej rozwijała, więc będę czytał chronologicznie, trzecia jest „Złodziejka”.

      Odpowiedz
  • 12 marca 2017 o 21:49
    Permalink

    A ja zaczęłam od „Złodziejki”, potem była książka „Ktoś we mnie” i chętnie sięgnę po kolejne tej autorki. Bardzo mi się podoba jak autorka buduje napięcie, a seksualność Momarto- ona zaledwie muska temat. Reszta jest milczeniem :-)

    Odpowiedz
    • 12 marca 2017 o 21:51
      Permalink

      Ale uzupełnijmy: w „Niebanalnej więzi” seksualność jest muśnięta, w „Muskając aksamit” jest podawana dużo bardziej wprost.

      Odpowiedz
      • 13 marca 2017 o 08:26
        Permalink

        Nie wiem jak w pozostałych książkach SW, ale w „Za ścianą” seksualność była znaczącym wątkiem. I, jak widzę, autorka nie może wyrwać się z kręgu monotematyczności :P

        Odpowiedz
        • visage
          13 marca 2017 o 08:33
          Permalink

          Co rozumiesz jako monotematyczność? Bo każda z dwóch przeczytanych przeze mnie jednak była inna i o czym innym.

          Odpowiedz
          • 13 marca 2017 o 09:11
            Permalink

            Nieścisłość sformułowań jest moim przekleństwem. Wiadomo, że każda historia jest inna. Bardziej chodziło mi o pewną powtarzalność wątków – trzonów, na których wsparte są powieści SW. Przynajmniej sądząc po tym co o nich czytam, bo sam mam na razie za sobą jedynie wspomniane „Za ścianą”. Twoje zdania „Znajomość coraz bardziej się pogłębia i niepostrzeżenie przeradza w uczucie.” i „Rodzące się uczucie między …. a …. zda się nieść nadzieję na wyrwanie się z tego kręgu szarości, na odmianę losu, zdobycie wolności – w przypadku …… tej prawdziwej, poza murami więzienia*, w przypadku ….. zaś zerwania z duszącymi konwenansami.”, mógłbym spokojnie przeflancować do mojego potencjalnego tekstu o „Za ścianą” :)
            * Na dobrą sprawę w „Za ścianą” tę rolę pełniło nieszczęśliwe małżeństwo, więc nawet nie trzeba by przerabiać :P

            Odpowiedz
            • visage
              13 marca 2017 o 09:18
              Permalink

              A widzisz, do „Muskając aksamit” pasuje tylko pierwsza część: „rodzące się uczucie” :) no i ewentualnie ten kawałek o zrywaniu konwenansów. Mimo wszystko jednak autorka jest za dobra i za inteligentna, by posługiwać się prostym szablonem.

              Odpowiedz
              • 13 marca 2017 o 09:21
                Permalink

                Jak tylko będę miał okazję, postaram się sam o tym przekonać. Chyba widziałem „Złodziejkę” w bibliotece :)

                Odpowiedz
                  • 13 marca 2017 o 09:31
                    Permalink

                    Przed samym wysłaniem zauważyłem, że jest „złodziejkę w bibliotece”, bez wielkiej litery i cudzysłowu, wtedy wyglądało jeszcze lepiej :)

                    Odpowiedz
                    • visage
                      13 marca 2017 o 09:35
                      Permalink

                      W każdym razie ponoć „Złodziejka” jest zacna, kilka osób mi polecało.

  • 16 marca 2017 o 19:53
    Permalink

    Czyli czytasz po kolei i następną będziesz czytał „Złodziejkę”, jak cudownie! „Niebanalna więź” jeszcze przede mną, narobiłeś mi okrutnego smaka. Może rzucę plan czytania tego, co nachomikowałam na półkach, w cholerę i sobie skombinuję ebooka w oryginale *_*

    A po „Złodziejce” bardzo polecam „Służącą” Chan-wooka Parka, tego koreańskiego reżysera od „Oldboya”. Niedawno oglądałam i stwierdzam, że wyszło nieźle pomimo przeniesienia zarówno w czasie, jak i w przestrzeni kulturowo-geograficznej:)

    Odpowiedz
    • visage
      16 marca 2017 o 20:25
      Permalink

      Zgadza się, jadę chronologicznie, to może być ciekawe doświadczenie. Na „Złodziejkę” już się cieszę, ale najpierw mała przerwa.
      Z filmem pewnie będzie mi nie po drodze, nie należę do wielbicieli kina, ale dzięki za polecenie, może się kiedyś trafi.

      Odpowiedz
  • 17 marca 2017 o 14:20
    Permalink

    Bardzo wnikliwa recenzja :) Chyba to wystarczająca zachęta by po nią sięgnąć. W sobotę lecę do sklepu :)

    Odpowiedz
  • 18 marca 2017 o 19:37
    Permalink

    Świetna recenzja. Lubię Sarę Waters. Czytałam „Muskając aksamit” i „Złodziejkę”. Tej jeszcze nie , choć mam.
    ps. co do trendu braku komentarzy – chyba faktycznie staje się to coraz bardziej powszechne… również zauważam to u siebie, ale mnie to akurat nie przeszkadza.

    Odpowiedz
    • visage
      18 marca 2017 o 20:22
      Permalink

      Dzięki. Ja się już cieszę na „Złodziejkę” :) A co do komentarzy, to kiedyś faktycznie sypały się obficiej, może po prostu blogosfera się kończy :P

      Odpowiedz
  • 19 marca 2017 o 15:38
    Permalink

    Prozę Sary Waters znam tylko z „Muskając aksamit” i „Złodziejki” ale na pewno będę do niej wracać. Ta więzienna atmosfera Millbank bardzo mnie kusi. I bardzo mi się podoba, że będziesz czytać jej książki chronologicznie, będę miała przegląd ;)

    Odpowiedz
    • visage
      19 marca 2017 o 18:03
      Permalink

      Millbank wygląda na ukłon w stronę Dickensa, bo chyba to więzienie pojawia się w „Samotni”. Kiedyś sobie porównam te opisy. W każdym wypadku Waters sobie świetnie poradziła.

      Odpowiedz
  • 19 marca 2017 o 19:59
    Permalink

    A ja dziś zaczęłam czytać „Za ścianą”. Dopiero 100 strona, ale się czyta… ;-)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: