„Wszyscy unosimy się w podmuchach wiatru czasu” (Terry Pratchett, „Pasterska korona”)

Gdyby do „Pasterskiej korony” przyłożyć zwykłą miarę, to mielibyśmy do czynienia z książką dobrą, ale jakby niedopracowaną, pierwszą wersją maszynopisu, która powinna zostać doszlifowana, wzbogacona, rozbudowana. Nie została z powodów oczywistych. Mimo to Terry Pratchett oddał nam w ręce opowieść ważną, a także – jak to miał w zwyczaju od dłuższego czasu – mówiącą wiele o nas samych i bardzo aktualną. Czytaj dalej →

Wielki odlot (Mick Wall, „Gdy ucichnie muzyka”)

Gdzieś tak w połowie mojej licealnej edukacji do kin wszedł film Olivera Stone’a o Doorsach: koleżanki wzdychały do Vala Kilmera, niektórzy koledzy próbowali otwierać „drzwi percepcji”, a wszyscy zaczęliśmy odkrywać muzykę lat sześćdziesiątych – na tyle, na ile pozwalały domowe kolekcje winyli i rynek pirackich kaset magnetofonowych. Na imprezach rozlegało się chóralne „Come on, baby, light my fire”, a nad ranem niedobitki przysypiały przy „The End”. Przez ćwierć wieku fascynacja wyklętym idolem mocno zblakła, ale muzyka pozostała, wciąż gra i nie chce ucichnąć. Czytaj dalej →

Dwaj panowie z rozczarowaniem (Katarzyna Czajka, „Dwóch panów z branży”)

„Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic – zaśmiał się głośno. – To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę…” Ten cytat sam przyszedł mi na myśl, gdy czytałem, jak dwaj przyjaciele, Adam i Marian, Polak i Żyd, w 1909 roku postanowili założyć kino. Finanse mieli mocno ograniczone, kinematografia dopiero raczkowała, całe przedsięwzięcie nosiło znamiona szaleństwa, przynajmniej w opinii statecznych obywateli. Po takim początku podświadomie oczekiwałem osadzonej w środowisku filmowym „Ziemi obiecanej” – historii self-made manów, którzy z właścicieli obskurnego kina w ruderze na warszawskiej Woli stali się właścicielami sieci „teatrów światła” albo potentatami produkującymi najpopularniejsze obrazy z gwiazdorską obsadą. Filmowa pasja Katarzyny Czajki i jej sprawne pióro pozwalały mniemać, że nie są to daremne nadzieje. Czytaj dalej →

Pisarze ze starej szkoły (XXVI): Jak powstaje poezja

W 1934 roku Osip Mandelsztam został aresztowany. Po zwolnieniu z aresztu został zesłany do Woroneża. Wskutek więziennych przeżyć zaczął cierpieć na zaburzenia psychiczne, których jednym z objawów były omamy słuchowe. Próbował nawet popełnić samobójstwo. Opiekująca się nim żona, Nadieżda, w swych wspomnieniach analizowała chorobę Mandelsztama i próbowała dociec, jak udało mu się ją pokonać. Powiązała wtedy omamy słuchowe z procesem powstawania wierszy. Czytaj dalej →

O kobiecie pracującej (Roman Dziewoński, „Irena Kwiatkowska i znani sprawcy”)

Irena Kwiatkowska. Wybitna aktorka charakterystyczna, kabaretowa, „kobieta pracująca”, dla której teksty pisali najwięksi, by wymienić Gałczyńskiego i Przyborę. Temat-samograj, wydawałoby się, że nie do zepsucia. Ale tylko wydawałoby się. Bo jak się autor uprze, to położy każdą książkę. A czasem wystarczy po prostu, że za pisanie weźmie się niewłaściwa osoba. Czytaj dalej →

Miś na miarę naszych możliwości… („PRL Grażyny Rutowskiej”)

rutowska_okladka2
– Ten pękaty autobus nazywał się ogórek… To jest saturator, to pralka Frania… A ten komputer zajmował cały pokój…
– A czemu ta pani ma na głowie takie coś z paskiem?
– To jest czepek pielęgniarski, babcia taki nosiła.
Tak mniej więcej wyglądały rozmowy z moimi córkami przy przeglądaniu zdjęć Grażyny Rutowskiej. Dla nich wycieczka w egzotyczny świat tatusiowego dzieciństwa, dla mnie powrót do widoków i rzeczy niegdyś tak swojskich, że właściwie niezauważanych. Czytaj dalej →

Pozdrowienia z Rosji, czyli powrót do Kamieńskiej (Aleksandra Marinina, „Złowroga pętla”, „Śmierć i trochę miłości”)

Połowa lat dziewięćdziesiątych, Moskwa. Miasto kontrastów: szklanych wieżowców i odrapanych bloków z wielkiej płyty, błyszczących limuzyn i poobijanych moskwiczów, wielkich fortun i liczenia, jak dotrwać do pierwszego. Miasto niedoinwestowanej milicji i kwitnącej przestępczości zorganizowanej. I równie kwitnącej przestępczości niezorganizowanej. Za pieniądze można załatwić wszystko: w szpitalach, sądach, urzędach, podczas gdy szarzy obywatele często daremnie wydreptują ścieżki w państwowych instytucjach. Nawet w przypadku zbrodni lepiej, by ofiara była kimś znanym i zamożnym – wtedy jest szansa, że rodzina doczeka się znalezienia i ukarania winnego. Czytaj dalej →