„Trzy lata albo i cała wieczność” (Hampton Sides, „W królestwie lodu”)

W przypadku książki Hamptona Sidesa po prostu nie da się uniknąć porównań z „Terrorem” Dana Simmonsa: bo to i tematyka podobna, i rzetelność przeprowadzonych badań równie wielka. Wrażenia czytelnicze także zbliżone i nawet obie książki czytałem o tej samej porze roku i niemal w tym samym miejscu. W zasadzie Sides ustępuje Simmonsowi jedynie pod względem sugestywności opisów – nie udało mu się sprawić, żeby zrobiło mi się naprawdę zimno. Ale może to tylko skutek słabego wiatru na plaży. Czytaj dalej →

Marazm ogólny (Aleksandra Marinina, „Egzekucja w dobrej wierze”)

Kiedy ostatni raz widziałem się z Anastazją Kamieńską, miała trzydzieści parę lat, właśnie wyszła za mąż za swego wiernego Czistiakowa i rozwiązywała sprawę śmierci moskiewskiej aktorki. Dookoła, w Moskwie roku 1995, pogłębiały się podziały między biednymi a bogatymi, uczciwymi a cwaniakami, wpływowymi a szarymi obywatelami. Milicja wciąż była niedofinansowana, cierpiała na braki kadrowe i poddawana była licznym naciskom możnych tego świata. Funkcjonariusze harowali z oddaniem, kosztem swojego życia osobistego i trudnych kompromisów. Czytaj dalej →

Odrzucenie i przyjaźń (Aleksander Minkowski, „Gruby”)

Gotów byłbym przysięgać, że „Gruby” Aleksandra Minkowskiego to typowa powieść przygodowa, pełna „chłopczyńskich” awantur, coś w stylu „Księgi urwisów” Niziurskiego. Tymczasem rocznicowa (bo w tym roku mija 50 lat od pierwszego wydania powieści) lektura pokazała, że własnym wspomnieniom nie można do końca ufać. „Gruby” okazał się bowiem niezłym studium psychologicznym dziecka po bolesnych przejściach, które właściwie samo próbuje się uporać z wojennymi przeżyciami, walcząc z odrzuceniem i marząc o przyjaźni i akceptacji. Czytaj dalej →

Na końcu bieszczadzkiej drogi (Grażyna Jeromin-Gałuszka, „Bardzo długie przebudzenie”)

Jest sobie Magnolia: „Ni to hotel, ni pensjonat, nawet nie knajpa czy pub… Na pewno nie dom. Takie nie wiadomo co, lecz w tym czymś jest niezwykła aura”. To miejsce na końcu bieszczadzkiej drogi przyciąga życiowych rozbitków. Tu mogą oderwać się od przeszłości, nabrać dystansu, odzyskać równowagę, niepostrzeżenie zakochując się w okolicy. Czytaj dalej →

Pisarze ze starej szkoły (XXVII): Umberto Eco o czytaniu klasyków

W sezonie ogórkowym jak bumerang wracają te same dyskusje okołoksiążkowe: czy warto czytać klasykę, czy raczej skupić się na nowościach; czy trzeba nadążać za bestsellerami, czy wybierać pewniaki z ustaloną renomą; czy książka ma pobudzać do myślenia, czy kojąco pieścić zwoje mózgowe. Sądząc z temperatury za oknem, sezon ogórkowy właśnie się zaczął, zainauguruję go więc felietonem Umberto Eco „Jeśli przeczytasz te książki, nauczysz się naprawdę poprawnie rozumować”, chociaż nie wiem, czy mimo lekkiej formy nie jest to jednak rzecz zbyt ciężka w to upalne przedpołudnie. Czytaj dalej →

Atrapy i dekoracje (Wojciech Maziarski, „Selekcja”)

Bohater i narrator książki, pracownik korporacji średniego szczebla, wraca nocą do domu, gdy zauważa na ulicy samotnego dziesięciolatka. Rodzice nie chcą wpuścić dziecka do domu, więc mężczyzna zabiera go ze sobą, bojąc się nieco reakcji żony. Jednak w mieszkaniu nikogo nie zastaje. Kartka informuje go, że żona i syn wyjechali niespodziewanie. Nic nietypowego, jednak powoli do bohatera zaczyna docierać, że dokoła dzieją się rzeczy podejrzane: znika coraz więcej ludzi, pustoszeją całe osiedla, firmy przestają funkcjonować, a ktoś starannie dba o to, by to wszystko nie rzucało się w oczy. Narrator staje się obiektem zainteresowania policji, która zachowuje się, jakby nie obowiązywały jej żadne prawa. Równocześnie natrafia na tajną organizację, która próbuje wyjaśnić przyczyny zniknięć. Czytaj dalej →

Szare życie, drobne marzenia (Hanna Krall, „Sześć odcieni bieli”)

Na co dzień jest wstawanie bladym świtem, po cichu, żeby nie pobudzić dzieci, długie dojazdy do pracy i ma się szczęście, gdy można w autokarze zagrać w karty z kolegami. W zakładzie jest różnie: docenią, premię dadzą albo talon, szacunek się ma. Ale czasem źle się dzieje i wtedy trzeba wejść „na koparkę i powiedzieć parę słów”, jak skromna suwnicowa ze Stoczni Gdańskiej, która walczyła o to, by robotnicy nie byli „tacy bezbronni”, i zmagała się z szykanami. Czytaj dalej →