Pisarze ze starej szkoły (XXVII): Umberto Eco o czytaniu klasyków

W sezonie ogórkowym jak bumerang wracają te same dyskusje okołoksiążkowe: czy warto czytać klasykę, czy raczej skupić się na nowościach; czy trzeba nadążać za bestsellerami, czy wybierać pewniaki z ustaloną renomą; czy książka ma pobudzać do myślenia, czy kojąco pieścić zwoje mózgowe. Sądząc z temperatury za oknem, sezon ogórkowy właśnie się zaczął, zainauguruję go więc felietonem Umberto Eco „Jeśli przeczytasz te książki, nauczysz się naprawdę poprawnie rozumować”, chociaż nie wiem, czy mimo lekkiej formy nie jest to jednak rzecz zbyt ciężka w to upalne przedpołudnie. Czytaj dalej →

Atrapy i dekoracje (Wojciech Maziarski, „Selekcja”)

Bohater i narrator książki, pracownik korporacji średniego szczebla, wraca nocą do domu, gdy zauważa na ulicy samotnego dziesięciolatka. Rodzice nie chcą wpuścić dziecka do domu, więc mężczyzna zabiera go ze sobą, bojąc się nieco reakcji żony. Jednak w mieszkaniu nikogo nie zastaje. Kartka informuje go, że żona i syn wyjechali niespodziewanie. Nic nietypowego, jednak powoli do bohatera zaczyna docierać, że dokoła dzieją się rzeczy podejrzane: znika coraz więcej ludzi, pustoszeją całe osiedla, firmy przestają funkcjonować, a ktoś starannie dba o to, by to wszystko nie rzucało się w oczy. Narrator staje się obiektem zainteresowania policji, która zachowuje się, jakby nie obowiązywały jej żadne prawa. Równocześnie natrafia na tajną organizację, która próbuje wyjaśnić przyczyny zniknięć. Czytaj dalej →

Szare życie, drobne marzenia (Hanna Krall, „Sześć odcieni bieli”)

Na co dzień jest wstawanie bladym świtem, po cichu, żeby nie pobudzić dzieci, długie dojazdy do pracy i ma się szczęście, gdy można w autokarze zagrać w karty z kolegami. W zakładzie jest różnie: docenią, premię dadzą albo talon, szacunek się ma. Ale czasem źle się dzieje i wtedy trzeba wejść „na koparkę i powiedzieć parę słów”, jak skromna suwnicowa ze Stoczni Gdańskiej, która walczyła o to, by robotnicy nie byli „tacy bezbronni”, i zmagała się z szykanami. Czytaj dalej →

„Wszyscy unosimy się w podmuchach wiatru czasu” (Terry Pratchett, „Pasterska korona”)

Gdyby do „Pasterskiej korony” przyłożyć zwykłą miarę, to mielibyśmy do czynienia z książką dobrą, ale jakby niedopracowaną, pierwszą wersją maszynopisu, która powinna zostać doszlifowana, wzbogacona, rozbudowana. Nie została z powodów oczywistych. Mimo to Terry Pratchett oddał nam w ręce opowieść ważną, a także – jak to miał w zwyczaju od dłuższego czasu – mówiącą wiele o nas samych i bardzo aktualną. Czytaj dalej →

Wielki odlot (Mick Wall, „Gdy ucichnie muzyka”)

Gdzieś tak w połowie mojej licealnej edukacji do kin wszedł film Olivera Stone’a o Doorsach: koleżanki wzdychały do Vala Kilmera, niektórzy koledzy próbowali otwierać „drzwi percepcji”, a wszyscy zaczęliśmy odkrywać muzykę lat sześćdziesiątych – na tyle, na ile pozwalały domowe kolekcje winyli i rynek pirackich kaset magnetofonowych. Na imprezach rozlegało się chóralne „Come on, baby, light my fire”, a nad ranem niedobitki przysypiały przy „The End”. Przez ćwierć wieku fascynacja wyklętym idolem mocno zblakła, ale muzyka pozostała, wciąż gra i nie chce ucichnąć. Czytaj dalej →

Dwaj panowie z rozczarowaniem (Katarzyna Czajka, „Dwóch panów z branży”)

„Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic – zaśmiał się głośno. – To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę…” Ten cytat sam przyszedł mi na myśl, gdy czytałem, jak dwaj przyjaciele, Adam i Marian, Polak i Żyd, w 1909 roku postanowili założyć kino. Finanse mieli mocno ograniczone, kinematografia dopiero raczkowała, całe przedsięwzięcie nosiło znamiona szaleństwa, przynajmniej w opinii statecznych obywateli. Po takim początku podświadomie oczekiwałem osadzonej w środowisku filmowym „Ziemi obiecanej” – historii self-made manów, którzy z właścicieli obskurnego kina w ruderze na warszawskiej Woli stali się właścicielami sieci „teatrów światła” albo potentatami produkującymi najpopularniejsze obrazy z gwiazdorską obsadą. Filmowa pasja Katarzyny Czajki i jej sprawne pióro pozwalały mniemać, że nie są to daremne nadzieje. Czytaj dalej →

Pisarze ze starej szkoły (XXVI): Jak powstaje poezja

W 1934 roku Osip Mandelsztam został aresztowany. Po zwolnieniu z aresztu został zesłany do Woroneża. Wskutek więziennych przeżyć zaczął cierpieć na zaburzenia psychiczne, których jednym z objawów były omamy słuchowe. Próbował nawet popełnić samobójstwo. Opiekująca się nim żona, Nadieżda, w swych wspomnieniach analizowała chorobę Mandelsztama i próbowała dociec, jak udało mu się ją pokonać. Powiązała wtedy omamy słuchowe z procesem powstawania wierszy. Czytaj dalej →