Pranie literackie, cz. 9: Pranie jako test rycerskości

Duże pranie z pomocą „Frani” wymagało całego dnia, dobrej organizacji i dodatkowej pary rąk do pomocy, a i tak nie było pewności, że wszystko uda się doprowadzić do szczęśliwego końca. Obdarzone indywidualnością urządzenie potrafiło się bowiem zepsuć w połowie krzątaniny. Wtedy dobrze było mieć w domu córkę lub wnuczkę, której fatyganci podejmowali nierówny bój z elektrycznym mechanizmem, byle zasłużyć na ciepłe spojrzenie swej wybranki.

Parostatkiem w piracki rejs… (Anna Hrycyszyn, „Zatopić »Niezatapialną«”)

Zatopić Niezatapialną

W królestwie, o którym niewiele się dowiadujemy, z problemami polityczno-społecznymi, których możemy się tylko domyślać, grasuje piracki parostatek o nazwie „Niezatapialna” pod wodzą kapitan Jollienesse Rożnowski (karkołomne zestawienie!). Jej załoga to same dziewczęta (plus kucharz). Sprytne i przedsiębiorcze piratki z małą pomocą magicznych wynalazków atakują statki handlowe i wymykają się obławom Straży Przybrzeżnej. W kraju jednak dzieje się coraz gorzej, prawo ulega zaostrzeniu, a polowanie na wodnych rozbójników i rozbójniczki robi się coraz intensywniejsze. Na dodatek Nes, jak ją wszyscy nazywają, zakochuje się w niewłaściwym mężczyźnie, co zmuszą i ją, i jej ukochanego do dokonania trudnych wyborów.

Za chlebem (Martin Pollack, „Cesarz Ameryki”)


Nędza w Galicji w XIX wieku była wręcz przysłowiowa. „Każdy Galicjanin pracuje za pół człowieka, a je za ćwierć”, pisał publicysta Stanisław Szczepanowski. Mężczyzna w tym regionie żył średnio 27 lat, podczas gdy Czech 33 lata, a Anglik nawet 40. Nic więc dziwnego, że tysiące mieszkańców zacofanego zakątka Austro-Węgier szukały lepszego losu z dala od domu, w miejscach, gdzie brakowało rąk do pracy w przemyśle i gdzie było dość ziemi dla tych, którzy chcieli ją uprawiać.

Pisarze ze starej szkoły (XXX): „…bo forsa mi była potrzebna”

Monika Szwaja pracowała w szczecińskiej telewizji do ogłoszenia stanu wojennego. Wyrzucona z pracy, uczyła polskiego w szkole. Po 1989 roku wróciła do ulubionego zawodu i znowu zaczęła przygotowywać programy dla TVP. Niestety telewizyjna rzeczywistość w pewnym momencie okazała się niezbyt łaskawa i Monika Szwaja stanęła przed poważnym problemem, o którym tak opowiadała później na jednym ze spotkań autorskich…

Liczenie słupków, czyli co się klika najlepiej

Cyzelujemy tekst, by jak najlepiej opowiadał o książce, która zrobiła na nas piorunujące wrażenie, i jak najskuteczniej zachęcił innych do sięgnięcia po recenzowane dzieło. Dobieramy starannie cytaty, stopniujemy przymiotniki, sięgamy wyżyn argumentacji pewni sukcesu i tłumów blokujących serwer, żeby naszą recenzję przeczytać. Tymczasem tłumy czytelników (i, nie ukrywajmy tego, również wszelkich spamerskich botów) kierują się w zupełnie niespodziewane rejony naszego bloga, ku tekstom o książkach mniej spektakularnych, bardziej przykurzonych czy wręcz zaskakujących.

„Wąż zwinięty na dnie alabastrowej urny” (Natalia Rolleczek, „Świetna i Najświetniejsza”)

Piękna i bogata jest Aleksandria za panowania Augusta. Marmurowe pałace, fontanny i posągi, gwarny port, z którego egipskie towary wysyła się do Rzymu, słynne Muzeum i wielka Biblioteka, latarnia morska na Faros. Dokoła urzędnicy, żołnierze, piękne damy, bankierzy, kupcy, żeglarze, uczeni… Za fasadami jednak, na tylnych podwórcach, miejskich peryferiach jest już mniej wspaniale. Niewolnicy spełniają zachcianki swych panów, słabo opłacani rzemieślnicy garbią się nad warsztatami, biedota ima się najgorszych prac, byle przeżyć. Piękno i bogactwo wielkim powstają kosztem, stare musi upaść, by zrobić miejsce nowemu.

Pranie literackie, cz. 8: Robotna Frania

O przewagach prania mechanicznego nad ręcznym informowały, jak wiemy, podręczniki szkolne, choć do Polski pralka wirnikowa dotarła stosunkowo późno. Kiedy już jednak rozpoczęła się produkcja i słynna „Frania” trafiła pod strzechy, żadna gospodyni domowa nie wyobrażała sobie życia bez tego prostego urządzenia. Charakterystyczny biały walec stał dumnie w każdej łazience, niekiedy nawet obok topornej pralki automatycznej z Polaru. Nic dziwnego, że „Frania” doczekała się własnego hasła w encyklopedii PRL-owskich symboli popkultury.