Nieskończona ilość czasu (Ludmiła Marjańska, „Pierwsze śniegi, pierwsze wiosny”)

Pierwsze śniegi

 

Gdy jest się kilkunastoletnią „sztubaczką”, nie myśli się o wojennych chmurach, które gromadzą się na horyzoncie. Ma się problemy z gimnastyką albo niemieckim, marzy się o powrocie do domu na wieś albo o tym przystojnym blondynie z bursy. Wraz z przyjaciółkami urządza się towarzyskie spotkania, dyskutuje o przyszłości, ale też plotkuje, żartuje, śpiewa: ma się dla siebie i przed sobą nieskończoną ilość czasu, który jest w stanie pomieścić absolutnie wszystko.

Związek Bursztynowych Serduszek

Lidka, Misia, Kropka, Janka, Renia, Wiesia i Hanka chodzą do najlepszego w mieście gimnazjum imienia Słowackiego. Różnią się pochodzeniem, zdolnościami i charakterami, ale dobrze się ze sobą czują. Zakładają Związek Bursztynowych Serduszek, paczkę przyjaciółek na dobre i na złe, w szczytnym celu poszerzania horyzontów, chociaż żadna nie chce słuchać wykładów Kropki o polityce międzynarodowej. Pomagają sobie w lekcjach, słuchają muzyki, spacerują, bawią beztrosko, nie myśląc o przyszłości: młodość je upaja. Niestety, ponure przepowiednie Kropki się sprawdzają: wybucha wojna, okupanci kładą kres nauce i w ogóle normalności. Każda z przyjaciółek musi przestawić się na nowe tory, zorganizować życie w tych mrocznych okolicznościach. Różnie sobie radzą, ale wciąż się spotykają, wspólnie chcą dokończyć przerwaną edukację i wspólnie przyczynić do walki z wrogiem.

Wspomnienia radości i smutków

„Pierwsze śniegi, pierwsze wiosny” mają charakter autobiograficzny; w niewymienionym z nazwy mieście z klasztorem o wysokiej wieży bez trudu rozpoznajemy Częstochowę, gdzie Ludmiła Marjańska się urodziła i gdzie chodziła do słynnego gimnazjum imienia Słowackiego. Mamy tu barwnie opisane życie młodzieży w szkole i poza nią, obowiązki i rozrywki: budzące grozę lekcje niemieckiego i klasową wycieczkę do Warszawy, prace w szkolnym ogródku i harcerski festyn, życie domowe – inne u każdej z bohaterek, pierwsze zauroczenia chłopcami, marzenia o przyszłości: to w części o okresie przedwojennym. Wybuch wojny jest punktem zwrotnym w życiu dziewcząt. Wciąż bardzo młode, muszą dorosnąć, wziąć na siebie obowiązek pomagania rodzinom, uczyć się na tajnych kompletach czy działać w konspiracji. Mimo że przyjaźń trwa, to jednak powoli ich drogi się rozchodzą… Marjańska nie buduje liniowej fabuły, jej książka to zbiór epizodów lżejszych i bardziej poważnych, portretów dziewcząt ze Związku, ich rówieśników, rodziców, nauczycieli – z tym chyba najbardziej przejmującym, choć niedopowiedzianym: Małgosi Kornblumówny, żydowskiej koleżanki, której nie zaproszono do Związku („[…] my wszystkie chodzimy do kościoła i na religię. Myślę, że to i dla Małgosi… że to także przyczyniło się do tego, że Małgosia nie była dotąd tak zżyta z klasą”) i z którą bliższe kontakty utrzymywała tylko jedna członkini paczki, nawet gdy Małgosia z rodziną musiała przenieść się do getta. Taka drobna wskazówka, że pewne bariery były jednak nie do pokonania, a młodzieńczy idealizm nie zawsze na tyle silny, by pokonać uprzedzenia. Marjańska, może nawet nie do końca świadomie, rozjaśnia cienie i choć wiele w części wojennej epizodów trudnych i bolesnych – wrześniowa tułaczka, śmierć i niewola bliskich, okupacyjna groza – to jednak w książce dominuje przekonanie, że istnieje przyszłość, dla której warto się starać i że młodość nawet w najcięższych czasach ma prawo do radości.

Ludmiła Marjańska, Pierwsze śniegi, pierwsze wiosny, Nasza Księgarnia 1985.

(Odwiedzono 217 razy, 22 razy dziś)

6 komentarzy do “Nieskończona ilość czasu (Ludmiła Marjańska, „Pierwsze śniegi, pierwsze wiosny”)”

  1. Mając nad głową widmo wojny, postanowiłem od wojennych lektur odpocząć. I sięgnąłem po fantasy, gdzie świat zmierza ku temu by unurzać się w krwi i cierpieniu :P A do Częstochowy chcę w tym roku dotrzeć rowerowo – weekendowo.

    Odpowiedz
    • Czyli z deszczu pod rynnę, panie kolego :D W tej Częstochowie, to wejdź na klasztorną wieżę, duże przeżycie, szczególnie jak się ma lęk wysokości, chociaż wieży widokowej w Bazylice Mariackiej w Gdańsku nie przebija :P

      Odpowiedz
      • Gdańsk sobie darowałem, więc wybacz, z częstochowskiej polecajki nie skorzystam. W wakacje pozaliczałem parę kilkudziesięciometrowych wież widokowych, więc na jakieś 3 lata mi starczy chwały na wysokości :P A książek z wojną, czy to rzeczywistą czy wymyśloną, ciężko uniknąć. Ten najbardziej bezsensowny z wynalazków ludności ma się nad wyraz dobrze :(

        Odpowiedz
          • Ja w sumie też, ale ostatnio pozwalam, żeby zdrowy rozsądek wziął górę i odpuszczam. Pewnie niesłusznie, bo uwielbiam widoki z góry :P Pamiętam jak pacholęciem będąc wlazłem z kumplami na dach opuszczonego budynku sklepu i potem nie mogłem zleźć. Kumple potyrdali po drabinę do sąsiada i jak ją odnosiliśmy, to jej właściciel rzucił: „Ale strażoka, to z ciebie nie bedzie” :D

            Odpowiedz

Odpowiedz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.