„Mamy nie są dla nas” (Gilles Paris, „Nazywam się Cukinia”)

Niech was nie zwiedzie gromadka kolorowych ludzików na okładce. To nie bohaterowie beztroskiej animacji, to dzieci głęboko skrzywdzone, po dramatycznych przejściach, z których próbują się podnieść. O ich przeszłości i teraźniejszości, lękach i marzeniach opowiada dziewięcioletni Cukinia.

On sam stracił najpierw ojca, który „poszedł w świat z jakąś gęsią”, a potem matkę w tragicznym wypadku. Obie straty odczuł boleśnie. Po odejściu męża matka chłopca zaczęła pić; Cukinia obrywał bez powodu i ze strachu przed biciem często uciekał na strych. A jednak umieszczony w schronisku w Fontaines tęskni za domem i matką – i nie jest w tym odosobniony: „Rodzice mogą się bić ze sobą albo przywiązywać nas do kaloryfera, albo siedzieć w więzieniu, albo pić czy coś jeszcze gorszego, ale jeśli jesteśmy u siebie i to są nasi rodzice, to i tak zawsze będzie nam lepiej niż w Fontaines” – stwierdza Camille, nowa przyjaciółka chłopca. Mimo iż mają spokój, lepsze jedzenie, mnóstwo ciekawych zajęć, życzliwych opiekunów, ciążą im i bolesne przejścia, i tęsknota, i poczucie tymczasowości.

Koleżanki i koledzy Cukinii byli bici, wykorzystywani seksualnie, uczestniczyli w rodzinnych awanturach, widzieli rodziców pijanych i naćpanych, prostytuujących się albo wyprowadzanych z domu przez policjantów. O swej przeszłości opowiadają rzeczowo, trochę naiwnie, a trochę jakby nie do końca rozumiały, że je krzywdzono. Różnie reagują na bolesne przejścia: sam Cukinia, zdaniem Camille, widzi „wszystko, jakby świeciło słońce”, ratuje się pogodą ducha. Inni reagują przesadnie na najdrobniejszą dolegliwość, przerzucają się trudnymi słowami, ale też moczą łóżka, obgryzają paznokcie, ssą kciuki czy zasłaniają twarz długimi włosami. Wszystkie dzieci pragną miłości, ciepła, poczucia bezpieczeństwa, chcą wierzyć, że ich los się odmieni – tylko czasem wyrwie im się gorzkie stwierdzenie, że „mamy nie są dla nas”. Towarzyszymy małym bohaterom w codziennym życiu: widzimy ich w schronisku, w szkole, na wycieczkach, festynach, a nawet przy karnym polerowaniu poręczy schodów. Obserwujemy, jak odnoszą się do siebie i dorosłych, słuchamy ich wspomnień i planów, poznajemy świat widziany ich oczami. Wreszcie patrzymy, jak rodzą się więzi, przyjaźnie, jak powoli zabliźniają się rany i jak kiełkuje pierwsza miłość.

Gilles Paris, jak wynika z umieszczonych w książce podziękowań, starannie się przygotowywał do pisania, podjął trudny temat i wygrał. Uniknął patosu i sentymentalizmu, nawet nieuchronny happy end zaprawił lekką nutką goryczy. Jego Cukinia wydaje się bardzo autentyczny, podobnie jak reszta bohaterów małych i dużych, ich rozmów i zdarzeń z codziennego życia. Dla dorosłych czytelników opowieść jest okazją do spojrzenia na samych siebie z perspektywy dziewięcio-, dziesięciolatków, którzy mają niekoniecznie pochlebne wyobrażenie o starszych:

A popatrzcie tylko na dorosłych: udają takich mądrych, a robią więcej głupstw niż dzieci. To prawda, że nie zawsze jesteśmy tacy całkiem grzeczni, ale umówmy się: to nie dzieci włamują się do domów, wybuchają bomby razem z sobą i strzelają z karabinów […]. A źli dorośli strzelają zawsze naumyślnie, żeby zrobić innym krzywdę i zabrać im oszczędności, i to nie jest w porządku. Potem ci, których okradli, śpią pod mostem i chcą iść do nieba, żeby nie mieć już więcej żadnych zmartwień.

Dorosłość zresztą nie jawi się Cukinii jako specjalnie atrakcyjna. Starsi, jego zdaniem, zatracają dziecięcą ciekawość, przestają pytać i przestają rozumieć: „te wszystkie nigdy niepostawione pytania widać na ich twarzach, bo są smutni i nieszczęśliwi. Zmarszczki o są właśnie takie pojemniczki na nigdy niepostawione pytania, i z czasem jest ich coraz więcej i robią się coraz głębsze”. Chłopiec ma na to świetny sposób: „Ja, nawet jak będę stary, to będę miał ciągle dziesięć lat i będę zadawał mnóstwo głupich pytań, i nie będę miał ani jednej zmarszczki”. Może warto ten sposób wypróbować?

Gilles Paris, Nazywam się Cukinia, tłum. Elżbieta Wilanowska, Świat Książki 2017.

PS. W 2007 roku książka ukazała się pod tytułem „To ja, Matołek” w przekładzie Elżbiety Burakowskiej.

(Visited 426 times, 43 visits today)

16 thoughts on “„Mamy nie są dla nas” (Gilles Paris, „Nazywam się Cukinia”)

  1. Jestem jeszcze przed lekturą tej książki. Uważam, że okładka jest bardzo myląca i obawiam się, że powieść może trafić do niewłaściwych odbiorców…. Przygotowuję się na mocną lekturę… Dziękuję za przygotowanie…

    • Rzeczywiście to może być mylące, książka jest od 14 lat w górę. Okładka tylko mimochodem wspomina, że to rzecz dla dorosłych. Nie odebrałem tej książki jako mocnej, raczej jako przejmującą.

  2. Po „Rzymianami …” mam chwilowo dosyć przeglądania się w dziecięcych oczach. Kneale też zaczyna łagodnie, by przywalić w finale na odlew :(
    A tytuł zapamiętuję na zaś :P

  3. „Mamy nie są dla nas” – wstrząsające słowa… To jest coś, z czym żadne dziecko nie potrafi się pogodzić. A Cukinia to nazwisko czy pseudonim? Bo chyba nie imię. :)

    • Chłopiec ma na imię Ikar, ale woli być nazywany Cukinią :) Po francusku to ładniej brzmi niż po polsku.
      A scena, w której pada to zdanie, należy do najsmutniejszych w książce – dzieci ze schroniska obserwują, jak na festynie jedna z matek zajmuje się swoim synkiem.

  4. Nie będę tu po raz enty pisał o nieprzystawalności okładki do treści. Pociechy moje co prawda zdecydowanie zbyt młode na tę pozycję, ale po recenzji widzę, że i dla rodziciela powinna to być wartościowa lektura.

  5. Zainteresowałam się tą książką po tej recenzji – wkrótce po nią sięgne. :)
    A od siebie polecam książkę „Zatrzymać dzień” – również opowiada o dramatycznych przejściach, walce z przeznaczeniem i motywacji do życia. Szczerze polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *