Pensjonat Pod Paździerzem (Margaret Durrell, „Co się stało z Margo?”

Co się stało z Margo?

Gerald Durrell przedstawia swoją starszą siostrę Margo jako niezbyt bystrą nastolatkę skupioną na chłopcach, strojach i stanie cery. Po wybuchu drugiej wojny wyszła za lotnika i wyjechała z nim do Afryki Południowej. Urodziła dwóch synów, rozwiodła się z mężem i w 1947 roku otworzyła w Bournemouth pensjonat. Kilkanaście lat później pisała o tym książkę, odnalezioną na strychu w latach dziewięćdziesiątych i wydaną z pochwalnym wstępem jej młodszego brata, choć może lepiej byłoby zostawić tekst tam, gdzie leżał.

Minimrowisko

Pomysł otworzenia pensjonatu podsunęła Margo ciotka Patience, która jednak wyobrażała sobie eleganckie miejsce pełne dystyngowanych gości, a nie hałaśliwe minimrowisko zamieszkane przez dziwaczną ludzką zbieraninę: ekscentrycznego malarza aktów, muzyków, pielęgniarki czy samotną matkę z synem Nelsonem, którego zainteresowanie sprawami reszty lokatorów przekracza granice dobrego wychowania. Trudno tu o spokój, mieszkańcy mają różny rytm dnia, różne temperamenty, sympatie i antypatie, nieuchronnie dochodzi do spięć, które gospodyni musi rozładowywać; sąsiedzi też nie spoglądają na przybytek Margo przychylnym okiem i musi się ona mierzyć ze złośliwymi komentarzami. Niekiedy wydarza się jakaś grubsza afera, wkracza policja, straż pożarna albo, co gorsza, ciotka Patience. Bywa, że Gerry podrzuca siostrze swoje zwierzęta, a jej synowie wraz Nelsonem zakładają hodowlę białych myszy.

Nie wszyscy muszą pisać

Wszystko to, niby drobne i zwyczajne, zapewniłoby pewnie sporo przyjemności przy lekturze, gdyby nie to, że Margaret Durrell zawodzi na dwóch polach. Po pierwsze, nie ma wyczucia dramatycznego, które pozwoliłoby jej z ciągu codziennych wydarzeń wyłuskać te o największym potencjale na pełnokrwistą historyjkę czy anegdotę. Oczywiście można powiedzieć, że w pensjonatowym życiu trudno o takie sytuacje, ale czy to przeszkadzało jej młodszemu bratu? Nie. W końcu „se non è vero è ben trovato”. Margaret natomiast marnuje nawet te epizody, które aż się prosiły o twórcze przetworzenie (albo chociaż o barwne opowiedzenie). Przykład najbardziej jaskrawy: od początku książki Margo boi się, że jej młodszy brat Gerry zjawi się u niej z jakimiś dzikimi zwierzętami „na przechowanie”. I faktycznie, pojawia się gromadka małp, które w końcu uciekają i szaleją po okolicy. Cóż za okazja, żeby zdynamizować opowieść, a tymczasem pani Durrell zbywa ją paroma zdaniami, jakby ją to nie obeszło i cała afera nie miała z nią związku. Ostatecznie jednak wystarczyłoby samo obserwowanie tego zbiorowiska, jakim jest pensjonat, z masą różnorodnych postaci, nieuchronnymi starciami charakterów i temperamentów. Tyle że tu Margaret popełnia drugi grzech, trudniejszy do wybaczenia: zawodzi jako stylistka. Czy, mówiąc dosadniej, wręcz morduje swój tekst, spiętrzając słowa, które się ze sobą nie łączą, nie tworzą u czytelnika żadnego obrazu. Czyta się to opornie; zdania, w zamierzeniu autorki zapewne lekkie i wdzięczne, przypominają raczej zlepki przypadkowych wyrazów. Szalenie to męczące w odbiorze i w pierwszej chwili pomyślałem niemile o tłumaczu i redaktorce, których z tego miejsca przepraszam, bo sprawdzenie opinii czytelników anglojęzycznych pokazało, że to grzech pierworodny tej książki, a nie wina polskiego wydania. Dziwi mnie, że rękopisu nie poddano gruntowniejszej obróbce redakcyjnej, która zdecydowanie by mu się przydała, albo po prostu nie porzucono z powrotem na zakurzonym strychu. Są tu, trzeba uczciwie przyznać, także lepsze momenty: szczególnie żywe, naturalne dialogi i przebłyski sarkastycznego humoru, ale też rażące już dziś określenia typu „mały tłuścioch” czy „pedzio”. W przypadku takich książek zwykle pisałem, że nadają się głównie dla najbardziej zagorzałych wielbicieli – w tym przypadku miłośników rodziny Durrellów – ale ponieważ sam się do nich zaliczam, a opowieść Margaret wynudziła mnie setnie, napiszę, że lepiej sobie odpuścić.

Margaret Durrell, Co się stało z Margo?, tłum. Marek Fedyszak, Noir sur Blanc 2023.

(Odwiedzono 354 razy, 5 razy dziś)

12 komentarzy do “Pensjonat Pod Paździerzem (Margaret Durrell, „Co się stało z Margo?””

  1. Trzeba rzeczywiście nie lada umiejętności, żeby zepsuć TAKI temat.;( Po cichu liczyłam na to, że siostra wniesie coś ożywczego do historii rodziny.

    Wbić do Ciebie z komentarzem to także sztuka.;)))

    Odpowiedz
    • Co niedobrego z komentarzami? Bo widzę, że się zaktualizował formularz.
      Też liczyłem na świeże spojrzenie Margot, bo w sumie miała trochę materiału, parę perspektywicznych wątków, no i niestety. Chyba nie bez powodu ten maszynopis leżał ponad 30 lat na strychu.

      Odpowiedz
      • Trudniej się zalogować, bo chyba więcej opcji się wyświetla, co mnie akurat zdezorientowało.;)
        Nurtuje mnie kwestia tłuściocha i pedzia – Margot używa tych określeń w odniesieniu do innych, czy cytuje czyjeś wypowiedzi?

        Odpowiedz
        • Mam nadzieję, że udało Ci się opanować formularz :) Tłuściochem Margo nazywa tego nieletniego lokatora, zresztą wobec niego ogólnie i ona, i wszyscy dokoła używają mało wybrednych określeń. Pedzio to chyba wypowiedź któregoś z lokatorów o innym lokatorze. W gruncie rzeczy nawet w latach sześćdziesiątych nie brzmiało to szczególnie neutralnie.

          Odpowiedz
  2. Nie każdemu jest dany dar pióra, ale coraz mniej osób na to zważa :P Czasem marketingowa moc słynnego nazwiska sprawia, że wydaje się nawet listę zakupów do warzywniaka :(

    Odpowiedz
  3. To tylko pokazuje, że nie można osiadać na laurach. Ale kiedy zaczynają gonić terminy, a potrzebna jest kasa wówczas zdarza się taki niewypał. Ja nie znam autorki, więc nie czuję się rozczarowana. A szczerze pisząc to chciałam sprawdzić, czy uda mi się zamieścić komentarz, choć Bogiem, a prawdą nie mam nic do napisania ciekawego, ale ostatnio napotykam często na bariery nie do przebycia w tej materii, więc sprawdzam. :)

    Odpowiedz

Odpowiedz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.