Pisarze ze starej szkoły (II): Maria Dąbrowska

W latach 1947–1949 Maria Dąbrowska zajmowała się przekładem dziennika Samuela Pepysa (1633–1703), syna londyńskiego krawca, który dzięki zdolnościom i licznym koligacjom szybko awansował w hierarchii urzędniczej. Od roku 1660 do 1669 prowadził dziennik, pisany wymyślonym przez siebie systemem stenografii. Tekst udało się odcyfrować dzięki znalezionemu w papierach Pepysa kluczowi dopiero na początku XIX wieku. Pełny tekst, w dziesięciu tomach, ukazał się w latach 1893–1899.
Dąbrowska zaczęła czytać dziennik Pepysa podczas wojny wraz z Anną Kowalską, która miała go początkowo tłumaczyć. Zmagania z pracą przedstawiała we własnym dzienniku.
Maria Dąbrowska.
Przez parę dni siedziałam kamieniem nad Pepysem, a przemachałam zaledwie 100 stron [27 VI 1947].
***
Pepys do obiadu, ale idzie jak po grudzie. Śmieszne. Iwaszkiewicz nie chciał wierzyć, że ja to tłumaczę wprost z książki na maszynę. Ależ ja pierwsze bruliony wszystkiego piszę na maszynie, a cóż dopiero przekładu [31 XII 1947].
***
O jedenastej zepsuła się maszyna. St. szedł właśnie do miasta, więc wziął ją do naprawy. Będzie gotowa za tydzień. Pepysa pisałam dziś ręką, co idzie znacznie wolniej i zużywa więcej papieru [6 II 1948].
*** 
Dręczy mnie, że nic od powrotu nie zrobiłam i że w ogóle te półtora miesiąca stracone są dla pracy. Pepys tak się opóźnia, że w końcu nie będzie można go wydać z powodu narastającej wrogości regime’u do Anglosasów.
***
Do dwunastej i pół siedzę nad Pepysem. Nuży mnie już ta praca. W dodatku kiedy go kończę – przychodzi mi na myśl, że powinnam go była tłumaczyć całkiem nowoczesnym językiem [20 II 1948].
***
Mimo wizyty Elżuni i dwu wyjść z domu skończyłam dzisiaj Pepysa. Ale nie puszczę go w świat, póki nie przeczytam więcej materiału o Pepysie. Boję się popełnić zbyt wielu [sic!] gaf [23 IV 1948].
***
Wczoraj do drugiej w nocy siedziałam nad przedmową do Pepysa, którą skończyłam [19 IV 1949].
***
Od poniedziałku 2 maja siedziałam co dnia do 2 w nocy, by wreszcie dla Kuryluka [ówczesny dyrektor PIW-u] przysposobić do druku część przynajmniej „Dziennika Pepysa”. Przerobiłam i skończyłam przedmowę i zrobiłam dwa pierwsze lata. We wtorek zaniosłam mu rękopis, a wczoraj zawarłam z nim umowę. Nie wiem, jak robić dalej, gdyż dla skończenia tego zmuszona będę odłożyć własną książkę, co mnie bardzo smuci. Potrzebowałabym na tego Pepysa dwa miesiące czasu po 10 do 12 godzin na dobę, ale nie wiem, czy będę mogła przez tyle czasu bez przerwy tak intensywnie pracować. Ze zdrowiem czuję się znów gorzej [5 V 1949].
***
Cały ten tydzień przygotowywałam 1663 rok „Dziennika Pepysa”. Dziś o pierwszej w nocy wreszcie to skończyłam. Ale co dzień siedziałam do 2, a nawet 3 w nocy. Przeważnie kładłam się, kiedy już było jasno [2 VI 1949].
***
Ostatnie dwa tygodnie sierpnia pracowałam po 10 godzin na dobę i 29 sierpnia o 1 w nocy skończyłam „Dziennik Pepysa”. Natychmiast wysłałam rękopis i otrzymałam od Kuryluka depeszę z podziękowaniem [6 IX 1949].
Oddanie maszynopisu do wydawnictwa nie oznaczało jednak dla Marii Dąbrowskiej ani końca pracy, ani końca kłopotów z tekstem, dlatego ciąg dalszy nastąpi.
Cyt. za: Maria Dąbrowska, Dzienniki, t. 3, oprac. Tadeusz Drewnowski, Czytelnik 1988. 
(Visited 123 times, 2 visits today)

10 komentarzy do “Pisarze ze starej szkoły (II): Maria Dąbrowska

  • 2 lutego 2012 o 07:40
    Permalink

    To właśnie wyjaśniło się, dlaczego Dąbrowska martwiła się o publikację „Dzienników” Pepysa: obawiała się, że nie będzie można go wydać z powodu narastającej wrogości regime’u do Anglosasów. Uznać poczciwego Samuela za wywrotowca! :D
    Ależ to musiała być katorżnicza praca.

    Odpowiedz
    • 2 lutego 2012 o 08:31
      Permalink

      W dzisiejszych zdegenerowanych czasach dostałaby na pracę trzy miesiące, „bo nasi marketingowcy zorganizowali spotkanie z autorem na targach i książka musi być”:P O ile ktoś by zainwestował w coś tak nierynkowego jak Pepys:) A o przygodach pana Pepysa z reżimem będzie w następnej części – tekst naprawdę okazał się nieprawomyślny:P

      Odpowiedz
    • 2 lutego 2012 o 10:00
      Permalink

      Czytałam kiedyś świetny wywiad z Bronisławem Zielińskim, który mi uświadomił, jak mozolna, a jednocześnie pasjonująca jest praca tłumacza. Wystarczy zajrzeć do Pepysa w oryginale, żeby docenić wysiłek Dąbrowskiej. Dobrze, że przynajmniej tych cyferek już nie musiała rozszyfrowywać. :)

      Odpowiedz
    • 2 lutego 2012 o 10:03
      Permalink

      Fakt, z cyferkami uporał się jakiś angielski wikary:) Ale Dąbrowska i tak miała masę sprawdzania, a nie były to czasy internetowe (znakomita strona o Pepysie http://www.pepysdiary.com/ pewnie by ją wprawiła w ekstazę). Na jakieś angielskie opracowanie o panu Samuelu musiała czekać sześć tygodni.

      Odpowiedz
  • 2 lutego 2012 o 13:25
    Permalink

    Bardzo jestem ciekawa ciągu dalszego.
    I podziwiam panią Marię, sztuka przekładu jest trudną sztuką, prawda?

    Odpowiedz
    • 2 lutego 2012 o 13:28
      Permalink

      Owszem, zwłaszcza przy takim Pepysie, nader szczególna angielszczyzna:) A ja tu napomknę, że Dąbrowska to chyba tłumaczyła z własnej woli, a nie na zamówienie z wydawnictwa, więc bez motywacji zaliczką:)

      Odpowiedz
    • 3 lutego 2012 o 08:31
      Permalink

      Ciekawe jak reagowała pani Maria na tak malownicze opisy, jak ten ze sławetnym kominkiem?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: