W życiu Agathy Miller rok 1914 oznaczał nie tylko wybuch wojny, ale i ślub z lotnikiem Archibaldem Christie. Archibald wyruszył do Francji, a młoda mężatka wspomagała wysiłek wojenny najpierw jako pielęgniarka w szpitalu w Torquay, a od 1917 roku jako pracowniczka apteki. Zmiana obowiązków okazała się mieć kluczowe znaczenie dla dalszych losów pani Christie.
Kategoria: kryminał
Dopuść się zbrodni we wrześniu, czyli miesiąc z kryminałem w hołdzie Agacie Christie
15 września minie 125 rocznica urodzin Agathy Christie, twórczyni Herkulesa Poirot i niezrównanej panny Marple. Niezrównanej, bo oczywiście przedkładam ją nad Poirota. Czy może być lepszy sposób uczczenia takiej rocznicy, niż zaczytać się w kryminałach?
Kryminał bardzo retro (Ellis Peters, „Pustelnik z lasu Eyton”)
Bez względu na to, jak oceniam najnowsze powieści Małgorzaty Musierowicz, muszę przyznać, że pod wieloma względami na mnie wpływały. Niezrównane były chociażby pod względem polecania lektur. Nie zainteresowała mnie co prawda nigdy biografia Goulda, którą zaczytywali się Borejkowie, ale za to przebojem wdarły się na moją półkę kryminały Ellis Peters o braciszku Cadfaelu, znanym mi…
Telenowela z życia policjantów (Mateusz M. Lemberg, „Zasługa nocy”)
„Różne bywają sposoby ożywiania postaci pozytywnych bohaterów w polskiej powieści kryminalnej. Doskonały jest katar. Wystarczy po prostu obdarzyć porucznika Zielińskiego czy innego tam majora Grabowskiego silnym nieżytem, i już śledztwo utrudnione a w powieści więcej życia” – napisał teoretyk kryminału. Banalny katar dawno jednak wyszedł z mody, dziś trzeba bardziej radykalnych środków, by czytelnik odnalazł…
Ślepy zaułek (Alan Bradley, „As Chimney Sweepers Come to Dust”)
Alanowi Bradleyowi zabrakło pomysłu. Już zdarzało mu się balansować nad otchłanią, w której kłapał zębiskami krokodyl z gatunku „za dużo deus ex machina” i jego krewniak, aligator „za dużo szczęśliwych zbiegów okoliczności”. Tym razem jednak Bradley poleciał w przepaść, w rozdziawione paszcze gadów. I w szpony rozżalonego partaniną czytelnika. Czyli mnie.
Wśród wycia wiatru i łoskotu fal (Anna Fryczkowska, „Kurort Amnezja”)
Zaczynam czasem czytać jakąś książkę i znienacka łapię się na tym, że kibicuję autorowi, trzymam kciuki, by utrzymał poziom, nie schrzanił – bo wiadomo: im wyższe oczekiwania, tym boleśniejsze rozczarowanie. Tak było z „Kurortem Amnezja”, który wywindował moje nadzieje naprawdę wysoko.