Szykarna programa lutowa

Beznadziejnie zacofany w lekturze ma zaszczyt przedstawić
Oryginalne trupy w gorsecie na motocyklu, oprócz tego szykarna programa lutowa, m.in. człowiek-osioł, bezustanny śmiech, bezdenne krowy, które połykają wszystko, konie bez rąk, grające w szachy. Gentleman-balon, unoszący się w powietrze i tam pozostający. Początek o godz. 8. Każdy człowiek może wprowadzić kobietą, każda kobieta dziecko, każde dziecko psa, każdy pies szczeka.
Poza tym czas omówić ankietę. Głosów oddano 44 (prawdziwie mistyczna liczba), a wyniki wyglądają tak:
E. Zola „W matni” 5 (11%)
F. Herbert „Heretycy Diuny” 6 (13%)
M. Szczygieł „Gottland” 11 (25%)
J. Boyne „Chłopiec w pasiastej piżamie” 13 (29%)
J. Thorwald „Stulecie chirurgów” 9 (20%)
Nie wiem, o co tyle szumu z tym „Chłopcem”, ale zapoznam się, bo i tak muszę oddać do biblioteki. Ponieważ „Gottland” wydawał się bez szans, to przeczytałem sobie z zachwytem na boku i jak się otrząsnę z nawału pracy, to napiszę.
Ankieta marcowa z okazji Dnia Kobiet zawiera dzieła kobiece, pierwsze z brzegu, więc proszę się nie oburzać, że tak mało ambitnie podszedłem do zagadnienia.
** Cytat, tylko lekko podrasowany, oczywiście z Oparów absurdu.
(Visited 64 times, 1 visits today)

12 komentarzy do “Szykarna programa lutowa

  • 1 lutego 2011 o 10:24
    Permalink

    Czekam na recenzję „Gottlandu” tym niecierpliwiej, że – jak wiesz – czytam teraz „Zrób sobie raj” :) Ale się doczekam, a to najważniejsze :)

    A co do „Chłopca…” – sama nie wiem, bo jeszcze nie czytałam, kiedyś może zdołam w końcu przeczytać ;)

    A szykarna programa lutowa – miodzio :D

    Odpowiedz
  • 1 lutego 2011 o 10:29
    Permalink

    Ja też właśnie zakończyłam lekturę „Gottlandu” – świetny jest…

    A jeśli chodzi o ankietę marcową -czemuż nie ma tam nic miejscowych (w sensie krajowych) literatek? Toż i u nas parę ciekawych książek z tzw. babskiego nurtu by się znalazło…

    Z babskim pozdrowieniem;)

    Odpowiedz
  • 1 lutego 2011 o 10:31
    Permalink

    Bo chwilowo pod ręką stoi tylko „Porwanie” Chmielewskiej, a nie chciało mi się grzebać głębiej na półkach. Poza tym to Międzynarodowy Dzień Kobiet:)

    Odpowiedz
  • 1 lutego 2011 o 10:35
    Permalink

    A my polskie baby to takie zaściankowe jesteśmy… Buuu…

    A jak o Chmielewską chodzi to rzeczywiście jest parę lepszych książek, choć ta mi się też podobała. Ale ja w stosunku do pani Joanny to prawie bezkrytyczna jestem:)

    Odpowiedz
  • 1 lutego 2011 o 10:52
    Permalink

    Zagłosowałam na Kamilę. Coś jej się należy za te wszystkie lata z Karolem.PPPP

    Odpowiedz
  • 1 lutego 2011 o 16:13
    Permalink

    Ciekawa jestem, który reportaż z „Gottlandu” podobał Ci się najbardziej. Ja najmocniej zapamiętałam dwa, ale całą książkę wspominam z entuzjazmem.
    Niecierpliwie będę czekać na Twoją recenzję.
    „Chłopiec w pasiastej piżamie” zrobił na mnie duże wrażenie w czasie lektury, ale głębszych śladów chyba jednak nie pozostawił.
    Żałuję, że nie wygrało „W matni”. Głosowałabym na Zolę, ale przegapiłam ankietę. To mnie zdopingowało do natychmiastowego oddania głosu w nowej. :)
    Zniknęły slajdy z Twoimi książkami.:(
    Może to i dobrze, bo na widok Twojego Galstworthy’ego dostawałam paroksyzmów zazdrości. Mój jest wydany siermiężnie.
    A tak serio, to mam nadzieję, że slajdy niebawem wrócą.

    Odpowiedz
  • 1 lutego 2011 o 19:18
    Permalink

    „W matni” was nie ominie, stoi przygotowane do czytania.
    Slajdy zdjąłem, bo wydawało mi się, że strasznie muliły stronę, ale skoro daje się odczuć brak, to wrócą. A mój Galsworthy świeci niestety gołym płótnem, po obwolutach śladu nie ma.

    Odpowiedz
  • 2 lutego 2011 o 13:23
    Permalink

    Wychodzi więc na to, że szybciej czytasz książki pomijane w głosowaniu. Zapamiętać ;)
    A jednak odkryłam ten pokrętny mechanizm zbyt późno i zagłosowałam już – na „Emmę”. Z przyjemnością poczytam sobie jak oddajesz się romantycznym uniesieniom z salonowymi gierkami w tle :P

    Odpowiedz
  • 2 lutego 2011 o 13:34
    Permalink

    Skoro nikt nie chciał poznać mojej opinii o „Gottlandzie”, a mnie ręce świerzbiały, to musiało się tak skończyć:) A w powieściach Jane Austen to właśnie salonowe gierki lubię najbardziej, bo przecież nie romantyczne uniesienia:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: