Strzeż się odmieńca! (John Wyndham, „Poczwarki”)

Strzeż się odmieńca! głosi jedna z surowo przestrzeganych zasad społeczności. Każda dewiacja – bez względu na to, czy to roślina, zwierzę, czy człowiek – musi zostać zniszczona. Dla dobra pozostałych, dla dobra wszystkich odmienność należy wyeliminować. Na Ziemi po stuleciach od bliżej nieokreślonej, ale potężnej katastrofy nuklearnej odizolowane społeczeństwa próbują się bowiem rozwijać, wyżywić, przekazać resztki wiedzy, jakie im pozostały, obronić przed atakami z Rubieży, dzikiego pogranicza.

Dziesięcioletni David jest synem dobrze prosperującego rolnika w krainie Labrador, pełniącego równocześnie funkcję duchowego przewodnika i sędziego, rygorystycznie tropiącego i usuwającego wszystkie „wynaturzenia”. Jego poglądy zakrawają na fanatyzm religijny nawet w tej konserwatywnej społeczności; twardą ręką trzyma swoje gospodarstwo, jego wpływy obejmują także całą okolicę. Pewnego dnia David spotyka małą Sophie. Przypadkiem chłopiec zauważa, że Sophie ma sześć palców u stopy. W świetle wpajanych mu surowych zasad jest więc „dewiacją” i powinna zostać zgłoszona władzy: „I każde stworzenie wyglądające jak człowiek, lecz nie ukształtowane w ten sposób, nie jest stworzeniem ludzkim. […] Jest bluźnierstwem przeciw prawdziwemu obrazowi Boga i czymś znienawidzonym w obliczu Boga”. David jednak uważa, że deformacja nie ma żadnego znaczenia, Sophie jest uroczą i znakomitą towarzyszką zabaw – a to po raz pierwszy każe mu wątpić w słuszność obowiązujących reguł: „Z pewnością to, że ma jeden malutki paluszek ekstra […] nie wystarcza, żeby uczynić ją »znienawidzoną w obliczu Boga…«”. To pierwsza z wielu wątpliwości, które z biegiem czasu coraz mocniej będą gnębić Davida.

Surowy ojciec nie ma pojęcia, że jego własny syn też jest dewiacją – chociaż jego mutacji nie sposób dostrzec gołym okiem. David wraz kilkorgiem innych dzieci ma zdolności telepatyczne; porozumiewają się ze sobą na odległość. Nie robią tym nikomu krzywdy, jednak kiedy przypadkiem wychodzi to na jaw, stają się celem okrutnej nagonki. Fanatyczna społeczność staje bowiem wobec zagrożenia, którego nie można dostrzec gołym okiem, przy choćby najskrupulatniejszych oględzinach, co podważa całe obowiązujące prawo. Mutanci nie tylko bez przeszkód mogą mieszkać wśród „normalnych”, ale też – co gorsza – rozmnażać się i przekazywać swoją odmienność.

„Poczwarki” to powieść interesująca z wielu względów. Ma wartką, niemal przygodową akcję z ucieczkami, pościgami, scenami walk; jest też historią dojrzewania „odmieńca” w społeczności, która nie toleruje odmienności, dorastania wśród rygorystycznie narzucanych zasad i buntu przeciwko nim. Jest też motyw pierwszej miłości i przyjaźni, która pozwala przetrwać, zapewnia wsparcie i pomoc.

Wyndham kreśli również obraz świata po wielkiej katastrofie, o której ludzie niewiele wiedzą. Stwierdzają po prostu: Bóg zesłał Cierpienie na Starych Ludzi, tych, którzy zamieszkiwali ziemię wcześniej i o których osiągnięciach krążą legendy. Nowi ludzie skupiają się na przetrwaniu i dbaniu o czystość rasy – powołują się przy tym na prawa boskie i uzurpują sobie prawo do decydowania, co jest zgodne z wolą Boga, a co nie. Tym samym nowych i starych ludzi łączy to samo: pycha. „Starzy Ludzie także myśleli, że oni są najlepsi. […] Nie byli – tak jak to sobie myśleli – ostatnim słowem Boga”. Zesłana na nich katastrofa – Cierpienie – miała zmienić to myślenie, wymusić zmianę. Nic to jednak nie dało: „ludzie postępują wciąż tak samo, wciąż myślą, że oni są ostatnim słowem, wciąż cholernie próbują zostać takimi, jakimi są i utrzymać ten sam stan rzeczy, który ostatnio spowodował Cierpienie”. Odrzucają więc inność, zamykają się w małych społecznościach i pielęgnują to, co sami, arbitralnie, uważają za normę.

Czy więc dla ludzkości nie ma ratunku? Czy na zawsze pozostanie w rozproszeniu, wroga wobec wszystkiego, co przychodzi z zewnątrz? Wyndham daje pewną nadzieję nowym ludziom: istnieje społeczność, która jest nie tylko bardzo zaawansowana technicznie na tle wszystkich pozostałych, ale też dąży do zmiany i rozumie jej konieczność, a także potrzebę głębokiej współpracy dla dobra wszystkich; będzie jednak wymagała od ludzi nowego myślenia, zmiany podejścia do siebie i świata. Ci, którzy nie będą na to gotowi, znikną. Dla nas, Starych Ludzi, jest ostrzeżenie: nie igrajmy z siłami, które mogą nas zniszczyć, bądźmy otwarci na zmianę, nie uważajmy siebie za „koronę stworzenia”. Nie jesteśmy bogami, jesteśmy dziećmi – dajmy sobie szansę, by dorosnąć.

John Wyndham, Poczwarki, tłum. Juliusz Kydryński, ilustr. Stanisław Kluczykowski, Wydawnictwo Literackie 1984.

(Visited 295 times, 12 visits today)

25 komentarzy do “Strzeż się odmieńca! (John Wyndham, „Poczwarki”)

  • 15 stycznia 2017 o 16:39
    Permalink

    Ładne kwiatki:) Wygląda na fajną lekturę, obawiam się jednak, że może być problem z jej znalezieniem. Temat jak najbardziej dla mnie.

    Odpowiedz
  • 15 stycznia 2017 o 17:30
    Permalink

    Jejku, jak ja mogłam to przegapić? Pędem nabędę! Dziękuję za to, że napisałeś o tej książce :)

    Odpowiedz
  • 17 stycznia 2017 o 09:09
    Permalink

    Aż sprawdziłem w swojej biblio, ale nie ma :( Na fantastyce zasadniczo się nie znam, więc napiszę jedynie, że podobają mi się okładki tej serii. Twój tekst przywołał mi też gdzieś z krańców pamięci, jaką rosyjską fantastykę postapokaliptyczną, ale za diabła nie pamiętam co to było. jakoś książki były be i coś tam, coś tam :P Zapodziało się w czarnej dziurze :(

    Odpowiedz
    • visage
      17 stycznia 2017 o 09:38
      Permalink

      Rosyjskiej fantastyki nigdy nie zgłębiłem i mam jakieś podstawowe braki, aż wstyd się przyznawać, że mi tacy Strugaccy w ogóle nie wchodzili :P

      Odpowiedz
      • 18 stycznia 2017 o 08:39
        Permalink

        Ja to w ogóle niefantastyczny byłem. Cud, że znam Tolkiena :P Ale jakieś okruchy do mnie trafiały, trochę Lema, jakiś Clarke i takie tam. Strugaccy dopiero na dorosło (może i lepiej), no i Byłyczow, którego Guslarem kiedyś się zaczytywałem :)
        Czy to w tej serii było np. „Dziecko Rosemary”?

        Odpowiedz
        • visage
          18 stycznia 2017 o 08:49
          Permalink

          A widzisz, z Tolkiena znam Hobbita (nuda) :) Bułyczowa i Guslar bardzo lubiłem. I tak, było Dziecko Rosemary w tej serii, też nuda :D

          Odpowiedz
        • 18 stycznia 2017 o 09:50
          Permalink

          Seria była trochę nierówna, ale parę perełek by się znalazło ;-)
          Zaczęli od Sheridana La Fanu z „Carmillią” :-D
          Mówiąc poważnie, pierwsze polskie wydania: „Podróży do wielu odległych narodów świata” Swifta (wreszcie komplet, nie YA albo bajeczka o Guliwerze) w tłumaczeniu Słomczyńskiego, „Nowy wspaniały świat” Huxleya (pierwsze oficjalne/legalne powojenne wydanie), no i to co tygrysy (Kruki też) lubią najbardziej, czyli pierwsze, wyczekane i kultowe wydanie „Czarnoksiężnika z Archipelagu” Le Guin w tłumaczeniu Barańczaka :-)

          Odpowiedz
  • 17 stycznia 2017 o 13:38
    Permalink

    O, wydanie z tej samej serii, co mój „Gormenghast” w antykwariacie nabyty. Podoba mi się mieszanka przygody, postapokalipsy i inności. Czuję się zachęcony.

    Odpowiedz
  • 21 stycznia 2017 o 21:44
    Permalink

    No właśnie, jeszcze nie mam, dlaczego ja tego jeszcze nie mam, /mamroczę pod nosem/, to jakieś karygodne niedopatrzenie, zapomniałam, natychmiast wrzucę do schowka, będzie mi trudniej zapomnieć znowu.
    Zapisać: znaleźć i zamówić!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: