A teraz z zupełnie innej beczki… („Latający Cyrk Monty Pythona. Tylko słowa”)

 

 
W dobie łatwo dostępnych płyt DVD czy całych skeczy zamieszczonych w internecie czytanie wydanych drukiem scenariuszy kolejnych odcinków „Latającego Cyrku” wydaje się być raczej rozrywką dla zagorzałych wielbicieli Pythonów. Ja nigdy się do takich nie zaliczałem. Oglądałem co prawda kolejne odcinki „Latającego Cyrku Monty Pythona”, nagrywałem po nocach na wideo „Żywot Briana” albo „Świętego Graala”, ale nie oglądałem ich w kółko, nie miałem cytatu z Pythonów na każdą okazję i na dodatek ze wszystkich członków trupy bez wahania rozpoznaję tylko Johna Cleese’a. (Ale za to do szczętu zgrałem kasetę „Monty Python sings”, zaśmiewając się dziwnie w miejscach publicznych, gdy w słuchawkach rozlegało się „Every sperm is sacred”).

Wygłoszę więc może teraz herezję, za którą ortodoksyjni fani Pythonów mogą się oburzyć – ale „Latający Cyrk” bardzo zyskał w moich oczach w wersji książkowej, chociaż tekst nie jest w stanie oddać mimiki, gestykulacji, intonacji głosu, szaleńczych przebieranek (szczególnie „Pieprzniczek”, pretensjonalnych damulek, w które z upodobaniem Pythoni się wcielali), animowanych wstawek czy muzyki. A jednak niespieszna, dawkowana lektura pozwoliła mi się skupić na tym, co w „Latającym Cyrku” najważniejsze: na oszałamiającej ekwilibrystyce słownej, na absurdalnych skojarzeniach, karkołomnych grach słownych, zaskakujących puentach – wychwycenie tego wszystkiego faktycznie wymaga wielokrotnego oglądania każdego odcinka. Na dodatek w wersji książkowej mamy do czynienia z tekstem dużo pełniejszym niż ten, który jest w stanie w telewizji przeczytać lektor, o lakonicznych napisach nie wspominając. Co prawda tłumaczka Elżbieta Gałązka-Salamon uważa, że w rozwiniętych wersjach pewne scenki tracą swój komiczny efekt, gdy nie są połączone z obrazem, wydaje się to być jednak przesadnym zastrzeżeniem.
Pythonowskie Pieprzniczki.
Przekład pozwala się delektować niemal pełnią Pythonowskiego humoru, który jest prawdziwym wyzwaniem dla tłumacza. W skeczach mnóstwo jest odniesień do historii, obyczajów, miejscowości, kultury wysokiej i niskiej. Żongluje się nazwiskami wielkich filozofów, by za chwilę nawiązywać do jakiejś zapomnianej dziś telewizyjnej gwiazdki czy dawno emerytowanego sportowca. Aluzje do modnych niegdyś teleturniejów, seriali, reklam, produktów sąsiadują z parodiami polityków. W książce wiele z tych niuansów, całkowicie nam obcych, wyjaśniają przypisy, nie do pomyślenia w wersji obrazkowej. Można się zżymać, że to trochę jak wyjaśnianie dowcipu słuchaczowi, który nie zrozumiał puenty i że zabija całą radochę. Mimo wszystko jednak takich miejsc nie jest wiele, a to, co zostaje, jest wystarczająco śmieszne, by polecić wersję drukowaną wszystkim miłośnikom absurdalnego humoru najwyższej próby.
Latający Cyrk Monty Pythona. Tylko słowa, t. 2, tłum. Elżbieta Gałązka-Salamon, Wydawnictwo RM 2006.
(Visited 179 times, 5 visits today)

27 thoughts on “A teraz z zupełnie innej beczki… („Latający Cyrk Monty Pythona. Tylko słowa”)

  1. No nie wiem. Po pierwsze, Monty Python to Beksiński. Po drugie, to musi się łączyć z obrazem. Ale niech ci będzie, skoro się podobało:P

  2. Bardzo podziwiam tłumaczkę, trudno mi w ogóle sobie wyobrazić „Latający Cyrk…” bez wizji, skoro nawet z wizją często mnie przerastał. :) Bardzo rzadko się zdarza, że takie teksty sprawdzają się w wersji książkowej, na Przykład Kabaret Starszych Panów sporo traci, a widzę, że tym razem wyszło świetnie.

    • Mnie w Cyrku wizja z fonią przytłaczały, nie nadążałem w wyłapywaniem puent:) W Kabarecie Starszych Panów wizja mniej agresywna i akcja wolniejsza, więc można się delektować programem, bo w wersji pisanej faktycznie to już nie to.

    • Podobnie jak Ty zawsze miałam wrażenie przytłaczającego nadmiaru. Autorzy przypuszczalnie z góry zakładali, że widz nie skończy na jednym razie i będzie wracał do ich dzieł wielokrotnie. :) O wiele bardziej podoba mi się „Hotel Zacisze”.

    • Są osoby, które po jednokrotnym obejrzeniu skeczu/odcinka potrafią całe partie powtórzyć z pamięci, ja do takich szczęściarzy nie należę, rezultaty daje tylko wielokrotne powtarzanie, a jakoś nigdy nie miałem okazji do stałych powtórek Latającego Cyrku. Co innego Żywot Briana:)

    • Zauważyłam, że fanów Cyrku jest całkiem sporo.
      Właśnie wyczytałam że Michael Palin wkrótce przyjeżdża do Polski, spotkanie 6 czerwca o godzinie 18.00 w Empiku Junior.

    • Palin teraz a kiedyś, to dwa zupełnie inne Paliny:P A spotkanie w Empiku (nawet jeśli to Junior) nie rokuje dobrze. Dziś miałam okazję (przypadkowo) wziąć udział w empikowym spotkaniu z Tomaszem Stańko. Smutno mi teraz i jakoś dziwnie – utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to zdecydowanie nie są dobre miejsca na takie spotkania:(

    • Czy to w ogóle było spotkanie, czy Stańko po prostu rozdawał autografy? Zastanawiam się nad stroną organizacyjną takich „spotkań” w Empiku, w lubelskich jest okropnie ciasno, nie mamowy, żeby grupa ludzi gdzieś usiadła. Nie wiem, czy słowo spotkanie nie występuje w charakterze marketingowego wabiku.

    • Było spotkanie – trwało, jak na moje oko, 10-15 minut, po czym nastąpiło 5-10 minut rozdawania autografów i myk, koniec. Stańko wciśnięty w kącik, parę krzesełek, stojący wokół nie słyszą zbyt wiele (w czym niestety pomagały moje dzieci, mantrujące „mamo, idziemy juuuuż? maaamooo, nudzi mi sięęęęę!”); ogólnie takie nie wiadomo co i nie wiadomo po co. No, chyba że po to, abym dowiedziała się, że w butach na obcasach przy Artyście jestem wielkoludem:P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *