Odrzucenie i przyjaźń (Aleksander Minkowski, „Gruby”)

GrubyGotów byłbym przysięgać, że „Gruby” Aleksandra Minkowskiego to typowa powieść przygodowa, pełna „chłopczyńskich” awantur, coś w stylu „Księgi urwisów” Niziurskiego. Tymczasem rocznicowa (bo w tym roku mija 50 lat od pierwszego wydania powieści) lektura pokazała, że własnym wspomnieniom nie można do końca ufać. „Gruby” okazał się bowiem niezłym studium psychologicznym dziecka po bolesnych przejściach, które właściwie samo próbuje się uporać z wojennymi przeżyciami, walcząc z odrzuceniem i marząc o przyjaźni i akceptacji.

Maciej Łazanek wraz z rodzicami podczas wojny znalazł się w Republice Komi. Ta nazwa w dzieciństwie mnie dziwiła, póki nie sprawdziłem, że takie miejsce faktycznie istnieje. Skąd się tam wzięli Polacy? Słowo deportacja, rzecz jasna nie pada w książce, bo nie mogło. Zastanawiało mnie też to, dlaczego ojciec Maćka, inżynier, pracował przy wyrębie lasu, i dlaczego wszyscy dokoła głodowali – chociaż tu przynajmniej padało wyjaśnienie: odejmowano sobie od ust, żeby nakarmić żołnierzy na froncie. Chłopiec stale chodzi głodny, marząc o obfitym posiłku. Porażające są sceny, gdy Maciek liczy kromki chleba, które ojciec zabiera do pracy, gdy wyjada kromkę, którą matka zostawiła sobie na kolację. Powrót do Polski – na Ziemie Odzyskane, do miasteczka gdzieś u stóp Beskidu Śląskiego, a nie do Warszawy, z której rodzina pochodziła – oznacza powrót do normalności: dla pana Łazanka do zawodu i pracy na rzecz odbudowy, Maćkowi zaś daje możliwość, by wreszcie jeść do syta, z czego aż nazbyt skwapliwie korzysta.

Chłopak zaprzyjaźnia się z Jackiem z tego samego podwórka, przyjaźń kończy się jednak, gdy otyły Maciek staje się przedmiotem kpin rówieśników. Łazanek zwraca się wtedy ku kalekiemu Majowi, o którym sam wcześniej wyrażał się lekceważąco. I „Gruby” to właśnie książka o tych dwóch sprawach: odrzuceniu z powodu inności i poszukiwaniu przyjaźni. Maj przywykł już do odrzucenia, zamknął się w świecie marzeń i książek: „Tylko że z chłopakami tak już jest. Jeśli różnisz się od nich – odtrącają. Zwierzęce prawo, rozumiesz?”, tłumaczy Maćkowi. Łazanek wciąż się buntuje, odgryza złośliwcom, wdaje się w bójki, ale kolejne upokorzenia są coraz dotkliwsze; w pewnym momencie pojawia się nawet myśl o samobójstwie. Rodzice dbają o niego, ale rosnąca tusza syna nie budzi ich niepokoju; w nadrabianiu wojennego głodu nie ma ich zdaniem nic złego, choć my, 70 lat później, wysłalibyśmy Maćka do psychologa, by zwalczył wojenne traumy inaczej, niż je zajadając czy próbując podbudowywać się wspomnieniem wojennych cierpień, których prześladowcy nie doznali. Szczęśliwie problem zauważa też nauczyciel gimnastyki i wspiera Łazanka.

Oczywiście „Gruby” to też sporo przygód: wędrówki po tajdze w Komi, a już w Polsce znalezienie pistoletu, pierwszy rower czy wreszcie pogłoska o skarbach ukrytych w lochach, do których klucz zaginął w tajemniczych okolicznościach. Wydawało mi się, że spora część książki obejmuje wędrówki po mrocznych podziemiach i w ogóle intensywniejsze poszukiwania poniemieckich skrzyń, ale to był skutek nałożenia się telewizyjnego serialu, w którym akcenty były zdecydowanie inaczej rozłożone niż w książce.

W tle jest mowa o próbach unormowania życia w miasteczku wbrew grasującym w okolicy bandom niedobitków niemieckich, które zastraszają mieszkańców i dopuszczają się sabotażu w gazowni. Akcenty polityczne są, rzecz jasna, aczkolwiek w tle: brat Jacka walczył w Armii Ludowej, matka Maja jest komunistką, w epizodach z Komi pojawiają się echa propagandowych haseł wspierania żołnierzy na froncie, a deportowanych nazywa się „uciekinierami wojennymi” (w ogóle te partie są pełne największych niedomówień, a jednocześnie nasycone propagandowymi hasłami czasu wojny; dla równowagi są tu też fragmenty z pogranicza jawy i snu). Jest też (moim zdaniem rzadki w literaturze młodzieżowej) wątek Niemców na Ziemiach Odzyskanych i ich wysiedlenia, ze sceną odebrania małemu Niemcowi zabawek w ramach „rewanżu”). Krótko mówiąc, obraz czasów niepełny, ale dający do myślenia nieletniemu czytelnikowi w PRL.

Aleksander Minkowski, Gruby, Nasza Księgarnia 1981.

O „Grubym” pisał także Marlow.

(Visited 1 210 times, 111 visits today)

25 thoughts on “Odrzucenie i przyjaźń (Aleksander Minkowski, „Gruby”)

  1. Bardzo dobra powiesc. Janek Kos tez byl”uciekinierem wojennym”, haha. A czytales „Grazyne”? Tam z kolei pojawia sie temat Akcji Wisla i wysiedlen z terenów Bieszczad.

  2. O ile pamiętam, to Janek Kos zawędrował za Ural „w poszukiwaniu ojca”. Co na jedno wychodzi z uciekinierem wojennym. Do „Grażyny” jeszcze nie doszedłem, bo na pewno nie czytałem jej w młodości.

    • Czyli eufemizmy dobrze sie mialy w tamtych czasach. Dobrze, ze w ogóle pozwolono wspomniec o Polakach w ZSRR przed bitwa pod Lenino. Polecam „Grazyne”, choc moja ulubiona powiescia Minkowskiego jest zdecydowanie „Dolina swiatla”.

      • O pewnych rzeczach dało się tylko ogródkami pisać i mówić, bo raczej trudno byłoby je całkowicie wyciszyć. A propos Lenino, to w jednej z książek o bitwie jest cały wielki rozdział o Polakach w ZSRR, bardzo interesujący, gdzie napisano wiele, poza jednym: skąd się tam wzięli. Bardzo mnie to w dzieciństwie intrygowało.

  3. „Grubego” poznałem dopiero na stare lata, najpierw film, potem książkę. Pewnie gdybym czytał go w szkolnym latach znalazłby się wśród moich ulubionych książek.

  4. Każda ponowna lektura, a szczególnie ta po latach, grozi rozczarowaniem. Niziurski na ten przykład. Niby odnajdywałem echo tego, co mnie w nim porywało za młodu, ale to już nie była otwarta japa i odpowiadanie półsłówkami (jeśli w ogóle), na pytania zadawane przez otoczenie. Dziecięca wyobraźnia to jednak potęga, a potem …, ech!, szkoda gadać :(
    Minkowskiego nie znałem.

  5. Grubego kojarzę jedynie z serialu, który nastolatce bardzo się podobał. pamiętam, że było mi żal chłopaka, którego koledzy nie akceptowali. Nie wiem, czy udałoby mi się zaciekawić książką moich siostrzeńców, bo raczej należą do tych, którzy z czytaniem na bakier. Lekturę przeczytają, ale na więcej raczej nie ma szans. Bardzo mnie to martwi, bo omija ich takie bogactwo przeżyć i radości.

  6. Już chciałam wyrazić wątpliwość, że chyba to już przegrana sprawa, kiedy Ania z czytanki Anki uświadomiła mi, że zawszy może zaskoczyć z czasem. Więc nie tracę nadziei.:)

  7. Chyba powinnam nadrobić zaległości w polskiej literaturze, bo o książce nigdy wcześniej nie słyszałam, a Twój wpis bardzo zachęcił mnie do przeczytania tej pozycji.

  8. Przy drugim akapicie, gdy czytałem o głodzie i tym liczeniu kromek chleba, stanęły mi przed oczami – nie wiedzieć czemu – sceny z filmu „Król wzgórza” z 1993 roku, gdzie bohater, skrajnie wycieńczony głodowaniem, wycinał z papieru jedzenie, po czym je zjadał. Luźne skojarzenie, ale widać kiedyś na mnie mocno wpłynęło.

    A co do książki, nie czytałem w dzieciństwie, serial gdzieś, kiedyś urywkami, ale nie cały, bo przecież w czerni i bieli i stary jakiś… pamiętam, że dopiero później zacząłem podobne rzeczy doceniać i nawet trochę żałowałem, że za późno. Ale zerknąłem na inne tytuły Minkowskiego, a stąd już krótka droga do spirali odnośników, w jaką wpadłem ;) „Szaleństwo Majki Skowron”, też z serialem, też gdzieś świtającym w głowie, stamtąd tropem muzyki Małeckiego (kolejne odkrycie: komponował też do „Bułeczki”, którą obejrzałem daawno temu po optymistycznych namowach mamy) i filmografii Marka Sikory do „Końca wakacji” na podstawie powieści Domagalika (też nie czytałem, a jakże!)… I chociaż wszystko tak jakoś na sucho, to pół godziny małych odkryć zleciało. A „Grubego” przeczytam kiedyś z czystej ciekawości, potem nawet serial włączę.

    • Za młody jesteś, żeby czytać takie zamierzchłe klasyki :) Dla nas to one były chlebem powszednim. Ale nadrobić zawsze warto, chociaż takie Szaleństwo Majki Skowron nie przekonywało mnie w żadnej wersji. W każdym razie w kolejnych odnośnikach można się zagubić, młodzieżowa literatura PRL to wielki temat. Polecam jako temat badawczy, tak na marginesie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *