Księgozbiory polskie, cz. 11: Biblioteka zecera

Ze swojego dzieciństwa urodzona w 1912 roku Irena Kwiatkowska zapamiętała zapachy dawnej Warszawy i bibliotekę swojego ojca, zecera, od którego przejęła miłość do czytania.

Skoro jestem, to musiałam się urodzić. Takie wspominanie to nie dla mnie. Zresztą najlepiej pamiętam zapachy. Dzieciństwo kojarzy mi się z zapachami. Moja dzielnica także. Waliców, Ciepła, bóżnica na Grzybowskiej, dochodziło się do Granicznej i w prawo – był tam już świat zachodni, ale tu była dzielnica typowo żydowska. W naszej kamienicy śpiewał od świtu kantor. Ja słuchałam, ja widziałam, jako dziecko czułam, że on się modli. Przepięknie śpiewał. Na całą kamienicę to się rozchodziło. Zasłuchana byłam. W kamienicy dozorcą był katolik, na pierwszym piętrze my, też katolicy, i na drugim pani Dzieżgowska z siostrą, dwie stare panny, też katoliczki. I to wszystko. Jak były święta żydowskie, Kuczki, to Żydzi budowali szałasy. Przychodzili tylko mężczyźni, a kobiety znosiły jedzenie. Zawsze przyglądałam się z zainteresowaniem. Duże, czarne garnki, w środku na biało polewane. I szedł zapach kartofli… ja zapachowa jestem, pociągam go nosem do dziś… pamiętam. Żydzi modlili się, pachniały świece. […] Za moim nosem mogłam chodzić, zawsze mnie prowadził. Tamta Warszawa to zapachy. Tam gdzie bywałam najczęściej, obok domu – sklep ze śledziami. Następny z ciastem. Potem były pisma – papier i druk to też zapach. Dalej szło się Waliców i do Hali Mirowskiej. Naokoło były stoiska. Przechodziłam, a ci z tych straganów uważali, żebym czego nie ściągnęła. A ja byłam zafascynowana towarem, tym, co się działo! W sklepie obok naszego domu sprzedawali lody. Ciasta i lody. Zimne. Chłód w powietrzu i z tego ten powiew i smaku, i zapachu. Ja to czułam nosem! Jestem właściwie Kwiatkowska od zapachu do zapachu. A na straganach to ja patrzyłam na te wspaniałości owoców, ale pomarańcze dostawałam, jak byłam chora. Tak to się tylko przyglądałam. Chodziłam po tamtych ulicach na zapach. […]

Handel przed Halą Mirowską w Warszawie, okres przedwojenny (źródło).
Handel przed Halą Mirowską w Warszawie, okres przedwojenny (źródło).

Tatuś mówił – biały kruk! Książki były dla niego najważniejsze. Znał się na nich. Był drukarzem, zecerem, znał rodzaje papierów, druku. Cenił dobrą robotę. Składał je przecież ręcznie. Dla mnie i tak one przede wszystkim pachniały. Szacunek dla książki, nawyk czytania mam na pewno po tatusiu. Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Część z tych, które zbierał, mam u siebie na półce. Mamusia nie była zachwycona tymi białymi krukami. „Biały kruk, biały kruk – powtarzała – a ja nie mam na buty dla dzieci na jesień”. Zresztą kiedyś sama… to było tak. Zaczęła czytać Sienkiewicza; a książka stała u tatusia w szafce, za szkłem, tak jak inne, żeby się nie kurzyła. Tatuś szafkę, jak wychodził, to zamykał na klucz – tak dbał o te swoje białe kruki. A mamusia kiedyś zapomniała wyjąć przed jego wyjściem tego, czytanego właśnie Sienkiewicza. Chodziła, próbowała, aż… poszedł zamek. Mogła czytać dalej. Kiedy tatuś wrócił i zobaczył ten zamek… ale nic nie było. Przecież to chodziło o książkę! Wszystko i tak zostało w rodzinie, ja czytałam, a brat Edward i czytał, i składał. Poszedł w ślady tatusia i pracował przez wiele, wiele lat w drukarni Słowa Polskiego jako metrampaż.

Wspomnienie Ireny Kwiatkowskiej za: Roman Dziewoński, Irena Kwiatkowska i znani sprawcy, Wydawnictwo Muza 2004, s. 13–17.

(Visited 229 times, 41 visits today)

22 komentarzy do “Księgozbiory polskie, cz. 11: Biblioteka zecera

      • 14 kwietnia 2017 o 09:59
        Permalink

        Kiedyś nawet wystartowałem ze „Znanymi …”, ale już na pierwszych stronach wyhamowało mnie kwękanie autora na tempory i moresy i: ach, panie, drzewiej to bywali aktorzy! Dobrze, że te książki są, bo jednak sporo faktów nieznanych szerzej w nich zebrano, ale na litość, czy nie można by troszkę przyciąć komentarza odautorskiego? :P

        Odpowiedz
          • 14 kwietnia 2017 o 10:35
            Permalink

            Ale wtedy tomy nie wyglądałyby tak okazale :) Póki co, z przyjemnością przejrzałem materiał fotograficzny uzupełniający tekst pana Romana.

            Odpowiedz
  • 14 kwietnia 2017 o 19:54
    Permalink

    Zapachów zazdroszczę (sąsiadów zresztą też). Z dzieciństwa pamiętam specyficzny zapach w Sezamie i przywołanej Hali Mirowskiej, a także bajeczny zapach kawy z dawnych kawiarń, jeszcze kilka lat temu poczułam taki koło Hotelu Europejskiego. Dzisiaj takich atrakcji już nie znajduję.;(
    Tatuś Kwiatkowskiej przypomina mi trochę ojca Oza, który jednak miał większą słabość do książek – wychodził z kilkoma tomami, żeby sprzedać i mieć pieniądze na art. spożywcze, ale wracał z nowymi książkami. Ech!;) Ale najwyraźniej i Amosowi, i p. Irenie ojcowskie zamiłowanie do literatury nie zaszkodziło.;)

    Odpowiedz
    • visage
      14 kwietnia 2017 o 21:02
      Permalink

      Pamiętam zapach Pedetu na Pradze i sklepu obuwniczego przy placu Hallera. I piekarni niedaleko mojego domu :D Dziś wszędzie pachnie tymi samymi rozpylaczami zapachu.
      Ciekaw jestem, co wyrośnie z moich córek, ktore też mają ojca maniaka. Chociaż może niekoniecznie wydaję na książki pieniądze przeznaczone na buty i bułki :D

      Odpowiedz
      • 18 kwietnia 2017 o 15:25
        Permalink

        Na pewno będą jakieś anegdoty opowiadać.;) Że ojciec nie dość, że czytał, to jeszcze bloga o czytaniu prowadził.;)

        Odpowiedz
      • 19 kwietnia 2017 o 17:34
        Permalink

        Od dawna czytam tego bloga, ale jeszcze nie wpadłam na to, że możemy pamiętać te same zapachy:)
        A zapach papierniczego za księgarnią?

        Odpowiedz
  • 16 kwietnia 2017 o 19:14
    Permalink

    Ja nie z Warszawy, ale też maniaczka książek, po tatusiu ;) Zapachy są dla mnie ważne, stąd nie mogę się przekonać do e-booków, książkę muszę czuć, jej zapach, ciężar, słyszeć szelest kartek. i czytam różne książki – od klasyki, przez tematyczne, dla mnie bardzo niezbędne, po nowe, z wyjątkiem fantastyki. Niestety mój syn kocha, ale tylko fantastykę i czyta tylko to – to po tatusiu. Może wyrośnie i będzie czytał jeszcze inne… Z drugiej strony dobre i to, dobrze, że w ogóle czyta, wiadomo jak teraz młodzież czyta. W swojej biblioteczce mam parę wyjątkowych egzemplarzy po moim wujku, nauczycielu, kierowniku przedwojennej szkoły, zamordowanym w jednym z obozów katyńskich – w Kozielsku. To wszystkie dzieła Adama Mickiewicza zebrane w jednej księdze, przywiezione z Nowogródka dwa lata przed wybuchem wojny. I jeszcze Encyklopedia z 1935r. To moje najważniejsze białe kruki, rodzinne, bezcenne. Pozdrawiam świątecznie :)

    Odpowiedz
    • visage
      17 kwietnia 2017 o 16:58
      Permalink

      Mimo braku zapachu i ciężaru książkom elektronicznym warto dać szansę: są sytuacje, kiedy świetnie się sprawdzają. Synowi też warto dać szansę, kiedyś trafi na książkę, dzięki której otworzy się na inne gatunki.
      U nas zachowało się parę przedwojennych książek, najciekawsze są Dzieje literatury polskiej, to ważne pamiątki, warto je przechowywać i przekazywać.
      Spokojnych świąt :)

      Odpowiedz
  • 18 kwietnia 2017 o 16:10
    Permalink

    Jeśli ja miałbym wybrać najbardziej pamiętny z zapachów dzieciństwa, to byłby to chyba zapach spalanej mieszanki paliwowej używanej w motocyklach żużlowych. Babcia mieszkała blisko stadionu bydgoskiej Polonii i od małego byłem zabierany na mecze przez dziadka i ciocię. Potem zresztą Wielkanoc mi się też z żużlem kojarzyła, bo babcie tę nawiedzaliśmy w drugie święto, w które tradycyjnie odbywają się spotkania żużlowe, a przez długi czas na ostatnie dwa-trzy biegi wpuszczano za darmo.

    Odpowiedz
    • visage
      18 kwietnia 2017 o 17:20
      Permalink

      Uwielbiałem w wakacje siedzieć w rozgrzanym na słońcu traktorze, ropa, smary i kiepskiej jakości skaj na obiciu fotela :D

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: