Geniusze i plagi (Krystyna Boglar „Stonoga”, Janina Wieczerska „Plaga osiedla i inne opowiadania”)

Stonoga Plaga osiedla

Na czytelnicze kryzysy nie ma to jak peerelowskie młodzieżówki. Nie dość, że zapewniają powrót do czasów mniej więcej beztroskiej młodości, to jeszcze czytane po latach dostarczają interesujących obserwacji społeczno-obyczajowych. Zabezpieczyłem sobie więc sporą porcję bestsellerów sprzed lat, licząc, że pomogą przetrwać jesienne przesilenie, i już dwa pierwsze spełniły pokładane w nich nadzieje.

Stonoga z impetem

Stonoga ma trzynaście lat, jest świetna z polskiego i w biegach na setkę, dzięki czemu może należeć do szkolnej paczki „gniewnych geniuszy”, wybitnych, choć mocno zapatrzonych w siebie (i niekiedy irytujących) zdolniachów. Dziewczyna też jest skupiona raczej na sobie, szczególnie że zakochała się w Mirku Stolarku i głównie on ją absorbuje. Przestaje się dogadywać z najlepszą przyjaciółką i nie dostrzega, że w domu źle się dzieje. Ponieważ ojciec dziewczynki przebywa na kontrakcie w Libii, wszystkie codzienne problemy spadają na matkę, która nie może liczyć na pomoc córki. Z uczuciowego rozkojarzenia wybija Stonogę dopiero aresztowanie ojca jednej z „geniuszek”. Do tego kilka osobistych niepowodzeń i w bohaterce budzą się uśpione wcześniej pozytywne cechy. Przemiana jest mocno burzliwa i Stonoga swoją impulsywnością mogłaby napytać sobie biedy, gdyby nie pomoc życzliwych dorosłych (jest ich całkiem sporo, od sąsiadki po naczelnika więzienia; trochę może zresztą autorka przesadziła z idealizowaniem dorosłych, szczególnie nauczycieli). Krystyna Boglar stworzyła bardzo przekonujący portret dojrzewającej dziewczynki i jej kolegów, stopniowego uwrażliwiania na innych i ich problemy, dostrzegania spraw wykraczających poza własny pokój czy dom. Pierwsze zauroczenie chłopakiem, pierwsze porażki, pierwsze zetknięcie się z cudzymi kłopotami przyspieszają kształtowanie charakteru bohaterki, która ostatecznie zdaje trudny egzamin z samodzielności. Co prawda ja bym dał Stonodze nieco więcej lat niż wspomniane w książce trzynaście (czy nawet czternaście, bo jest mowa o siódmej klasie), ale nie zamierzam z tego robić kwestii, może za mało wiem o nastoletnich geniuszach. Całość wciąż nieźle się czyta, mimo lekkiego naciągania rzeczywistości tu i ówdzie oraz delikatnego dydaktycznego smrodku.

Ucieczka przed blokowiskiem i inne historie

Zbiorek opowiadań Janiny Wieczerskiej dedykowany jest Ferencowi Molnarowi i motywy z „Chłopców z Placu Broni” widać bardzo wyraźnie w tytułowej „Pladze osiedla”. Grupa dzieciaków z nowych bloków nie bardzo ma się gdzie podziać: w mieszkaniach ciasno, na klatkach schodowych nie wolno, przed blokami klepisko i resztki materiałów budowlanych. Odkrycie zapomnianego składowiska wyciętych podczas budowy drzew jest dla nich prawdziwym uśmiechem losu. Nie tylko zyskują wspaniałe miejsce do zabawy, ale przy okazji zmieniają się w prawdziwą, solidarną paczkę przyjaciół, bez względu na wiek i płeć („uciekają przed blokowiskiem”, jak to ujmuje ojciec jednego z chłopców, nie dają się wszechobecnej szarzyźnie i marazmowi, potrafią zrobić coś dla siebie i innych). Podobnie jak Boka i Nemeczek muszą też stoczyć bój o swoje miejsce na ziemi. Mogą wygrać z silniejszymi fizycznie dzięki swojej dobrej organizacji, ale czy potrafią wygrać z ludzką podłością? Boka jest też inspiracją dla Adama z opowiadania „Prezydent Janusz Bosak”, który na wzór przywódcy chłopców z Placu Broni wymyśla sobie własnego bohatera do naśladowania i dzięki temu odkrywa u siebie ukryte wcześniej zdolności przywódcze, organizacyjne i odwagę, by przeciwstawić się szkolnym łobuzom. Z pozostałych tekstów dwa („Ni to, ni owo” i „Bywa i zła pogoda”) dotyczą pierwszych fascynacji uczuciowych i wzbogacone są scenkami rodzinnymi i wahaniami w kwestii wyboru przyszłego zawodu. Ciekawsza i mniej oczywista jest „Ta stara piła”: w 1980 roku bananowy młodzieniec nadrabia zaległości z polskiego, biorąc korepetycje u oschłej i ostrej nauczycielki. W tle rozgrywają się wydarzenia na Wybrzeżu, które raczej nie robią na chłopaku wrażenia; on, podobnie jak jego rodzice, chce jedynie wygodnie ustawić się w życiu. Wieczerska swobodnie tworzy zróżnicowane portrety dziewcząt i chłopców w różnym wieku, wiarygodne pod względem psychologicznym, i nie bawi się w moralizowanie. Poza tym nasyca swoje opowiadania (szczególnie „Plagę osiedla”) smakowitymi realiami – można jedynie kiwać głową: tak było!

Krystyna Boglar, Stonoga, Krajowa Agencja Wydawnicza 1984.

Janina Wieczerska, Plaga osiedla i inne opowiadania, ilustr. Barbara Mudryk, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza 1987.

(Visited 295 times, 295 visits today)

20 komentarzy do wpisu „Geniusze i plagi (Krystyna Boglar „Stonoga”, Janina Wieczerska „Plaga osiedla i inne opowiadania”)”

  1. Opowiadanie „Prezydent Janusz Bosak” było drukowane w odcinkach na ostatniej stronie „Świata młodych”. Na górze był komiks, a na dole kolejna część, którą można było wyciąć i zrobić sobie książkę. Nie pamiętam, co jeszcze tam było drukowane w czasie, kiedy czytałam to pismo, ale ten tytuł zapamiętałam. I część intrygi z wymyśleniem książki na potrzeby wypracowania w szkole – tak było ?
    Ostatnio na półce wymiany książek w bibliotece znalazłam „Lekcję dzielenia” Wieczerskiej – tu dla odmiany dobrze pamiętałam akcję, tylko nie wiedziałam, co to była za książka :-)

    • Tak, bohater „Prezydenta” wymyślił książkę na potrzeby wypracowania. Nie pamiętam powieści w odcinkach w Świecie Młodych, za to wycinałem i zszywałem sobie komiksy. Powieści w odcinkach szły w Płomyku, np. Opium w rosole. Wieczerską znam słabo, mam jej ponoć najlepszą rzecz, Zawsze jakieś jutro, o powojennym Wrocławiu.

  2. Były powieści w odcinkach – pod komiksami, dwustronnie. „Opium w rosole” z „Płomyka” też miałam, ale było to już w czasach studenckich, kiedy nie czytałam go regularnie i zorientowałam się dopiero w okolicach 40 strony. O tym, co się wydarzyło na początku (także w Operze) dowiedziałam się dopiero, jak wyszła książka. Gdzieś mi potem zginęła ta wersja z „Płomyka” i nie mogę sprawdzić, ale mam wrażenie, że był tam dialog Dmuchawca z Ewą Jedwabińską, który się w książce nie znalazł. Albo go sobie wymyśliłam.
    „Zawsze jakieś jutro” było świetne ! Podobno napisała też kontynuację, ale nie udało mi się na nią trafić.

    • Mnie Opium nie interesowało, nie czytałem jeszcze wtedy Musierowicz :) A jeśli chodzi o Wieczerską, to bohaterowie Zawsze pojawiają się w jej wspomnieniach „Moja babcia, Niemcy i wojna”, ale też nie udało mi się tego na razie znaleźć.

  3. A są jakieś współczesne pozycje, które dorównują kunsztem pióra i omawianych problemów tym sprzed lat. Znasz coś? :)
    PS. Boglar znam przynajmniej z nazwiska, a wydawało mi się, że pochłonąłem prawie całą młodzieżówkę z PRLu :)

      • U mnie zastój i brak czasu na zgłębianie co we współczesnej lit. młodzieżowej piszczy. O powtórkach nawet nie wspominam. Ze Szczygielskim utknęliśmy na którymś tomie Czarownicy. Samodzielnej lektury i dążenia do niej, nie stwierdzam :(

          • A ja dodam, że moje młodsze chłopię nie różnicuje fajności bohaterów ze względu na płeć i mnie to bardzo cieszy, bo dobra książka powinna być dobra bez tej całej chłopackości czy dziewczyńskości i podchodzić każdemu. Ja tam wolę dziewczyny, bo w większości przypadków mają więcej rozumu i jaj niż ich męscy odpowiednicy :P Ale nie zaczynajmy tu wojenki genderowej, bo żaden z nas jej nie chce :D

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: