Wyjście ze skorupy (Zofia Chądzyńska, „Wstęga pawilonu”)

Tak już jesteśmy skonstruowani, że własne problemy wydają nam się najważniejsze i najpoważniejsze i dopiero konfrontacja z cudzym losem pozwala złapać dystans i obiektywniej ocenić swoją sytuację.

 

Licealistka Anna jest samotna. Uważa, że nie pasuje ani do swojej rodziny, ani do rówieśników. W rodzinie dominuje matka, typ niezawodnej organizatorki, która jednak nie umie wykrzesać z siebie zrozumienia i czułości dla córki, tak odległej od ideału, jaki sobie wymarzyła. Zatopiony w pracy ojciec jest Annie bliższy, ale nie jest w stanie jej wesprzeć. Stosunki z młodszą siostrą, pupilką matki, układają się różnie; nieskomplikowana Kaśka zgarnia większość matczynej uwagi i miłości. W szkole Anna pragnie przyjaźni Danieli, ale nie ma odwagi się do niej zbliżyć, irytują ją natomiast niezdecydowane zabiegi Marcina, który uważa, że ze sobą chodzą.

 

Anna się jąka i wpędziło ją to w tak potężny kompleks, że w sumie niewinna uwaga kolegi o wadzie wymowy powoduje niezwykle emocjonalną i brzemienną w skutki reakcję. Dziewczyna ma żal do rodziców, że nie próbowali jej leczyć, że zamietli sprawę pod dywan, woleli ją przemilczać; zresztą cała sprawa ma głębsze podłoże. W swej samotności Anna może liczyć na jedną osobę: starą Doktorzycę, lekarkę, z którą się przyjaźni. Nawet jednak ona nie umie – do czasu – przebić się przez otaczającą nastolatkę skorupę. Dopiero sama Anna spróbuje zwalczyć swoje słabości, gdy pozna ludzi naprawdę poszkodowanych przez los i powoli zacznie otwierać się na innych, do czego przyczyni się też pierwsza miłość.

 

Zofia Chądzyńska stworzyła wiele świetnych postaci: samej Anny; Doktorzycy – starej panny z zaborczym kotem, zapracowanej idealistki,; pani Cieszkowskiej, sąsiadki, która otacza opieką pacjentów z urazami kręgosłupa; dyrektor liceum Kmicikowej; skoczka narciarskiego Janka. Mniej przekonująco wypadli rodzice dziewczyny, szczególnie matka, naszkicowana chyba zbyt grubą kreską.

 

„Wstęga pawilonu” to powieść dobra, mądra i dająca nadzieję wszystkim, którzy tak jak Anna cierpią z powodu kompleksów, prawdziwych lub wyimaginowanych ułomności czy wad. Równocześnie nie jest to książka mamiąca łatwymi rozwiązaniami; przeciwnie, droga do pokonania słabości wymaga przede wszystkim pracy nad sobą, i zaufania do ludzi, którzy próbują nam pomóc. Nic nie przyjdzie samo, ale należy wierzyć, że się uda – tego uczy się Anna od swoich podopiecznych; ich hart ducha będzie dla niej wzorem. „Wstęga pawilonu” właściwie się nie zestarzała: problemy Anny, jej rodziny, Doktorzycy są ponadczasowe; właściwie już tylko nie trzeba – jak Anna i Kaśka – jeździć po całym mieście, żeby kupić kalosze. Może jedynie nie do pomyślenia jest, by lekarka czy psycholog palili w obecności pacjenta, co w książce nikogo nie dziwi. Natomiast kolejki do gabinetów i załatwianie wizyt u specjalistów po znajomości to stały element i lat siedemdziesiątych, kiedy powstała książka, i naszych czasów.

 

Zofia Chądzyńska, Wstęga pawilonu, Nasza Księgarnia 1982.
(Visited 1 468 times, 40 visits today)

39 komentarzy do “Wyjście ze skorupy (Zofia Chądzyńska, „Wstęga pawilonu”)

  • 12 września 2013 o 08:30
    Permalink

    Im częściej widzę u Ciebie notki dot. młodzieżowych książek sprzed lat, tym większa ogarnia mnie panika: prawie nic z nich nie pamiętam.;( Nadeszła chyba pora na leki wspomagające pamięć.;)
    Z powyższej powieści pamiętam tylko tytuł – tak nieoczywisty, że aż zagadkowy. Co do ostatniego zdania z Twojej recenzji – mam wrażenie, że obecnie jest mimo wszystko podobnie.;(

    Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 08:34
      Permalink

      Proponuję zbiorowy zakup większego opakowania tych tabletek, bo mam tak samo. No, jest jedna różnica – dodatkowo pamiętam, że na pewno czytałam książkę w tym samym wydaniu…
      Zgroza. I co ja powiem dzieciom, kiedy zapytają mnie po co czytać, skoro nic potem się z tego nie pamięta?:P

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 09:27
      Permalink

      Właśnie – dużym plusem jest to, że w PRL-u wznowień nie było zbyt wiele, więc łatwiej skojarzyć książkę także po okładce. Inna rzecz, że czasem nie pamiętam nic z lektur sprzed kilku lat, ale tu winą obarczam autora, który najwyraźniej nie stworzył nic wartego zapamiętania.;(

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 10:30
      Permalink

      Trzeba będzie wyszarpać jakiś porządny rabat! Najgorsze jednak jest to, że obawiam się iż tak naprawdę nie ma takich tabletek, które będą w stanie nam pomóc:(

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 11:19
      Permalink

      Myślę, że czym prędzej powinniśmy zapisać się do stowarzyszenia miłośników medycyny niekonwencjonalnej i równolegle opatentować nowatorską metodę samoleczenia blogiem!:P

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 11:24
      Permalink

      W porównaniu z innymi terapiami alternatywnymi to metoda przyjemna i skuteczna, przynajmniej nie trzeba pić ziółek, nic sobie wbijać w skórę ani spożywać:)

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 11:30
      Permalink

      Ja tam czasem spożywam, kiedy piszę i bardzo mi wówczas przyjemnie:P

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 12:04
      Permalink

      Wszystko to rzecz gustu. Gdy np. myślę o zwolennikach Campari, myślę sobie, że znacznie taniej byłoby spożywać tożsamy w smaku Guajazyl…

      Odpowiedz
  • 12 września 2013 o 08:37
    Permalink

    Chądzyńska – choć niewiele z niej pamiętam – tak mi się właśnie kojarzy: jako autorka mądrych książek. Chyba przyspieszę zaplanowaną już wcześniej ponowną lekturę „Statków, które mijają się nocą”:)
    A jeśli chodzi o kalosze, też nic się nie zmieniło: przed wyjazdem na wakacje objeździłam wszystkie sklepy w moim mieście (był początek lipca) i wszędzie pukali się w głowę: kalosze? teraz? Ostatecznie udało mi się je dostać dopiero w piątym z kolei sklepie w mieście wojewódzkim:P

    Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 10:13
      Permalink

      Sobie kalosze kupiłem bodajże w markecie budowlanym, a damskie mają w centrach ogrodniczych:)) Dzieci dostają kalosze w spadku, więc mogłem nie zauważyć braków w zaopatrzeniu:P
      Chądzyńska jest dla mnie nową autorką, to wszystko wina Kasi z Mojej pasieki. No i parę osób głosowało na nią w plebiscycie.

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 10:34
      Permalink

      Kaloszowym spadkiem też bym nie pogardziła, bo cykliczne wydawanie całkiem sporych pieniędzy na kupę śmierdzącej gumy zaczyna mnie lekko irytować.
      Ale jak mogłeś nie czytać Chądzyńskiej? Ty? W życiu bym nie pomyślała:)
      To chyba niestety jedna z tych autorek, które ostatnio niezasłużenie popadły w zapomnienie. Wydaje mi się, że nie było ostatnio żadnych wznowień jej książek.

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 10:41
      Permalink

      Przypuszczam, że czytałem Statki, ale głowy nie dam. Obawiam się, że już i w moich czasach nie była szczególnie popularna. A wznowienia były, owszem, mają koszmarne okładki, jak to w Siedmiorogu czy innym Akapicie:( Zapomnienie natomiast niesłuszne, więc czytać i przypominać.

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 11:30
      Permalink

      Te wznowienia o których piszesz, też były już dość dawno temu. Swoją drogą, ciekawe czemu akurat te wydawnictwa ją wydawały – dla mnie, gdybym nie znała tej autorki wcześniej, byłaby to swego rodzaju antyreklama.

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 11:32
      Permalink

      Dla mnie też była to antyreklama i specjalnie szukałem starszych wydań. Ale Siedmioróg i Akapit miały swego czasu, a i chyba dziś, monopol na mnóstwo starych młodzieżówek, sam mam ichnie Bahdaje czy Nowacką, kupowane na wyprzedażach.

      Odpowiedz
  • 12 września 2013 o 08:52
    Permalink

    Wygląda na to, że mimo tej całej dzisiejszej nowoczesności problemy nastolatków pozostały ciągle takie same. Trafiłem na coś podobnego w „Grubym” Minkowskiego, choć z Twojego opisu wynika, że problemy Anny zostały przez Zofię Chądzyńską potraktowane znacznie głębiej.

    Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 10:16
      Permalink

      Minkowski pisał o przygodach, więc się nie wgłębiał w psychikę bohaterów, o ile pamiętam. Ale problemy faktycznie niezmienne:)

      Odpowiedz
  • 12 września 2013 o 08:56
    Permalink

    Przypadek to, że znów w książce pojawia się temat ułomności i wykluczenia?

    Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 10:19
      Permalink

      Przypadek. Chądzyńską czytałem wcześniej niż Szmaglewską, tylko mi z pisaniem się zeszło.
      Miałem protestować, że jąkanie Anny nie jest ułomnością, ale tak ją blokowało, że faktycznie trzeba je tak nazwać. Natomiast o wykluczeniu nie ma mowy, przynajmniej nie przez rówieśników, to sama Anna od nich stroni, im to jąkanie nieszczególnie przeszkadza.

      Odpowiedz
  • 12 września 2013 o 10:48
    Permalink

    O, Chądzyńska :) To jedna z moich ulubionych autorek z okresu, kiedy miałam kilkanaście lat. Mądra kobieta, bardzo mądra. Lubiła pisać o osobach nieprzystosowanych, zakompleksionych, o różnego rodzaju dziwakach. Napisała też powieść dla dorosłych pt. „Skrzydło sowy”, ale to powieść taka sobie. Nie zachwyciła mnie tak bardzo jak powieści dla młodzieży.

    Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 11:59
      Permalink

      Życie miała bardzo ciekawe, ale niestety w przeciwieństwie do większości naszych rodaków nie lubiła plotek ani ekshibicjonizmu, więc wiele zataiła. Dla czytelnika to, co zataiła, mogłoby być najciekawsze :)
      Pamiętam, że Chądzyńska nie umiała rozróżniać twarzy, ludzi rozpoznawała tylko po głosie.

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 12:03
      Permalink

      Autobiografia faktycznie niewielka objętością:( Za to wyczuwam pokrewną duszę, bo ja też zupełnie nie mam pamięci do twarzy.

      Odpowiedz
  • 12 września 2013 o 17:20
    Permalink

    Na blogach kulinarnych z przepisami są często takie specjalne guziczki „Zamień na listę zakupów” – stanowczo domagam się dodawania ich do Twoich recenzji. :)

    Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 18:07
      Permalink

      Byłoby wskazane, ale tym razem poradziłam sobie bez. :) „Wstęga…” już kupiona. :)

      Odpowiedz
    • 12 września 2013 o 19:38
      Permalink

      Chyba lepiej by było, gdybym jednak poczekała na tę hurtową listę zakupów. :)
      Mam już autobiografię Chądzyńskiej i na pewno przeczytam też to. :)

      Odpowiedz
    • 14 września 2013 o 18:35
      Permalink

      O Drabie nie sposób zapomnieć ;) Ale dzięki Tobie przypomniałam sobie, że to książka Chądzyńskiej. A czytało się jej książki na jednym oddechu niegdyś.

      Odpowiedz
    • 14 września 2013 o 19:47
      Permalink

      Wstrzymaj się jeszcze trochę, a dzieci z biblioteki szkolnej Ci przyniosą ;)

      Odpowiedz
    • 14 września 2013 o 19:55
      Permalink

      Nie wiem, kiedy ostatni raz byłaś w bibliotece szkolnej, ale z pewnością w naszej nie zachowało się nic wydanego przed 2000 rokiem.

      Odpowiedz
  • 28 września 2013 o 20:53
    Permalink

    Dobry wieczór, ja pierwszy raz piszę, chociaż od pewnego czasu podczytuję. Bardzo dziękuję za przypomnienie różnych książek i autorów z mojej młodości. „Drab” był jedną z moich ulubionych książek, niestety gdzieś mi przepadł, chyba ktoś pożyczył i nie oddał. Nawiasem mówiąc, w ubiegłym tygodniu na antenie radiowej Dwójki leciały wspomnienia Zofii Chądzyńskiej, przez nią samą opowiadane, w serii „Głosy z przeszłości”, można odsłuchać na stronie Dwójki. Wspaniale się tego słuchało, opowiadała niezwykle barwnie.
    Bardzo serdecznie pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: