„Jest to dotkliwość, ale do zniesienia” (Władysław Bartoszewski, „Dziennik z internowania”)

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku kilka tysięcy osób w całej Polsce zostało koło północy brutalnie wyrwanych ze snu. Milicjanci i zomowcy zabierali działaczy Solidarności, opozycji demokratycznej, a nawet niektórych członków władz – wszystkich, którzy w świetle dekretu o stanie wojennym mogli prowadzić „antypaństwową” działalność. Postanowiono ich internować – odizolować w specjalnych ośrodkach od reszty społeczeństwa. Zatrzymani nie mieli pojęcia, co ich czeka, co będzie z nimi i ich rodzinami – dramatyczne wspomnienia z tamtej nocy mówią o oczekiwaniu na egzekucję, o odbieraniu matkom, często jeszcze karmiącym, ich dzieci.

Wśród internowanych znalazł się Władysław Bartoszewski, właściwie od końca wojny inwigilowany przez służbę bezpieczeństwa z powodu swych poglądów, w okresie Solidarności zaś sympatyzujący z nowym ruchem społecznym i zaangażowany w pomoc więźniom politycznym. Początkowo umieszczono go w areszcie na warszawskiej Białołęce, by po kilku dniach wraz z kilkoma innymi osobami przewieźć (helikopterami!) do ośrodka odosobnienia w Jaworzu na Pomorzu. Ośrodek był pokazowy, stworzono tam internowanym lepsze warunki niż w innych miejscach, dano nieco więcej swobody, co nawet wywoływało protesty, gdyż uwięzieni działacze słusznie uznawali takie różnicowanie za sposób na wywołanie podziałów wśród opozycjonistów. Tam Bartoszewski zaczął spisywać dziennik.

Obejmuje on okres od 15 grudnia 1981 roku, kiedy warszawska grupa internowanych (m.in. Halina Mikołajska, Anka Kowalska, Andrzej Szczypiorski) dotarła do Jaworza, do 19 kwietnia 1982 roku, kiedy Bartoszewskiemu udzielono urlopu, a kilka dni później zwolniono. Jako źródło historyczne dziennik Bartoszewskiego jest cenny, jako lektura jednak trochę zawodzi. Poza pierwszym, dłuższym zapisem z kilku pierwszych dni uwięzienia reszta notatek jest lakoniczna i mocno skrótowa – z obawy przed wpadnięciem dziennika w niepowołane ręce. Kogo dowieziono, kogo wywieziono, kto poszedł na urlop, kto zachorował. Listy, paczki, odwiedziny, nabożeństwa. Sposoby wypełniania czasu: monodram Mikołajskiej, wieczorki poetyckie, wykłady, nauka. Strzępy informacji z kraju i ze świata. Życie towarzyskie: rozmowy, wieczorne spotkania. Pozwala to sobie wyrobić ogólny pogląd na tryb życia w ośrodku, brakuje jednak bardzo osobistych refleksji i wrażeń, trudno też na jego podstawie odtworzyć kształt społeczności internowanych.

Władysław Bartoszewski wybrany został przedstawicielem internowanych jako najbardziej doświadczony w życiu więziennym, doskonały organizator i mediator. Jego spokój udzielał się wszystkim, pomagał znosić utratę wolności; w swych życzeniach podczas wigilii tak mówił o uwięzieniu: „Jest to dotkliwość, ale do zniesienia. Najważniejsze jest nie to, jak długo się siedzi, ale jak to się przyjmuje, jakie temu towarzyszą motywacje i jaki widzi się sens własnych działań”. Wyrazem sympatii do Władysława Bartoszewskiego jest reprodukowana księga jubileuszowa, wręczona mu z okazji 60 urodzin i 40 rocznicy pracy pisarskiej. Wypełniają ją wpisy współwięźniów: życzenia, wiersze, wspomnienia, żarty. Do najciekawszych należą wspomnienia Tadeusza Mazowieckiego, wiersze Witolda Woroszylskiego, a perłą humoru jest poemacik Andrzeja Drawicza poświęcony kameralnym przyjęciom u jubilata, skomponowanym „z chlebka, serka, cebulki na podkładzie masełkowym lubo też margarynkowym, szmalczyku, rybki yakiey a zwłaszcza NIEPORÓWNANEY PASTY OGÓLNOWOYSKOWEJ”. Materiały te w pewnym stopniu rekompensują suchość zapisek dziennika i pozwalają nieco głębiej zajrzeć w życie w Jaworzu. Obraz ten uzupełniają reprodukcje pocztówek i listów kierowanych do Władysława Bartoszewskiego przez przyjaciół i znajomych (wszystkie z obowiązkowym stemplem „Ocenzurowano”) oraz plakatów zapraszających na imprezy organizowane przez internowanych.
Władysław Bartoszewski, Dziennik z internowania. Jaworze 15.12.1981–19.04.1982, przedmowa Andrzej Friszke, Świat Książki 2006.
(Visited 176 times, 2 visits today)

16 thoughts on “„Jest to dotkliwość, ale do zniesienia” (Władysław Bartoszewski, „Dziennik z internowania”)

  1. Zawsze ogromnie podziwiałam Bartoszewskiego, a to, co o nim napisałeś, jeszcze bardziej ten podziw wzmaga. Obawiam się, że nie każdy potrafił w tak nieciekawej i stresującej sytuacji pozostać sobą, a w dodatku troszczyć się o innych.
    Może ten dziennik z założenia miał być takim suchym dokumentem i rejestrem wydarzeń, więc Bartoszewski celowo powstrzymywał się od głębszych rozważań?
    Ciekawe, co to była ta nieporównana pasta ogólnowojskowa. :)

    • Dziennik z założenia miał być tylko notatkami dla pamięci, tak pisanymi, żeby nie zaszkodzić nikomu w razie wykrycia tekstu. W swojej przedmowie Bartoszewski napisał, że celowo przy publikacji nic nie uzupełniał i nie rozwijał, bo to przekształciłoby się w książkę o stanie wojennym. W sumie szkoda, że nic takiego nie napisał obok dziennika. A w skład pasty może lepiej nie wnikać, zapewne był to wynalazek w rodzaju „przegląd tygodnia”:P

    • To wręcz dziwne, że nie napisał obszerniejszego opracowania na ten temat. Może wiedział, że będzie musiał kogoś urazić, żeby być w zgodzie z prawdą i dlatego zrezygnował. Trudno zgadnąć.
      „Przegląd tygodnia” mógł być pasztecikiem o niejasnym składzie, w stylu produktów ze szczeciną opiewanych w listach do „Przyjaciółki”. :)

    • Szkoda, że nie napisał. We wstępie cytowane są znakomite fragmenty wspomnień Tadeusza Mazowieckiego z Jaworza i Bartoszewski mógłby stworzyć coś równie interesującego. Co do pasztecików, to nie wiem, czy internowanym udostępniano kuchnię z piekarnikiem:P

    • Czy te wspomnienia Mazowieckiego zostały wydane w oddzielnej książce?
      Myślałam raczej o takim paszteciku w puszkach, z ewentualnymi dodatkami niemięsnymi. :)

    • Wspomnienia Mazowieckiego: „Internowanie”, Londyn 1982; o Jaworzu również Waldemar Kuczyński „Obóz”, Warszawa 1982; nie wiem, czy te wspomnienia miały późniejsze wydania. Pasztet w puszkach to chyba był jakimś rarytasem nieziemskim w tamtych czasach:)

    • Pomimo obietnicy zakupowych ograniczeń w lutym zrobiłam krótki przegląd sytuacji na Allegro, z którego wynika, że Mazowiecki jest jak najbardziej do nabycia! :) A w dodatku ceny przyjazne, na co może wpływać też niewielka objętość książki. W opisie jednej z aukcji jest krótki fragment tekstu. Rzeczywiście robi wrażenie.

  2. Sześc tygodni bez zakupów książkowych – czy są gdzieś szkolenia w tym kierunku? To, jak nie lubię szkoleń, tak pojadę. Mnie i tygodnia się nie udaje wytrwać, a że nie mam takiego rozeznania jak wy i najczęściej kupuję w Merlinie, ew. Tania książka to niedługo przyjdzie mi zacząć grac na giełdzie.

  3. Guciamal: za drobną opłatą mogę urządzić kurs korespondencyjny:)) Ale w skrócie: znakomicie robi debet na koncie, a poza tym jest jak z każdym jednym nałogiem: mówimy sobie, że dziś nie kupujemy żadnej książki, następnego dnia mówimy sobie to samo i tak to leci:P W kwestii tanich zakupów polecam Arosa, tylko tam raczej hurtem trzeba, żeby się kurier zamortyzował (ewentualnie paczkomat, ale tej opcji nie trenowałem).

  4. Z debetem na koncie jestem za Pan brat, niestety jest druga karta i ciągle banku czymś kusi. O Arosie nie słyszałam- muszę sprawdzić. W Dedalusie – jak zaczęłam zamówienie składać kilka miesięcy temu, do dziś nie mogę się zdecydować, bo tyle bym chciała zakupić :( Tak więc, jak rady nie pomogą zgłaszam się na kurs korespondencyjny :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *