Kazio („Wspomnienia o Kazimierzu Rudzkim”)

 

 
Kazimierz Rudzki to dla mnie przede wszystkim odtwórca roli ojca Pawła Jankowskiego w serialu „Wojna domowa”. Wiecznie nieobecny, ciągle „w terenie”, na delegacjach, wpadał od czasu do czasu do domu i zabierał się do wychowywania syna. Zasadniczy, sztywny, staroświecki nie potrafił porozumieć się z Pawłem i stąd brały się wszystkie domowe spięcia. Dla nas ten serial to już klasyka i z ogromnym zdziwieniem stwierdziłem, że w obszernym zbiorze wspomnień o Rudzkim jest jedna (słownie: jedna) wzmianka o tej roli: sam aktor wspomina w liście przyjacielowi, że kręcenie serialu koliduje z próbami nowej sztuki w teatrze. I tyle. Kim więc Kazimierz Rudzki był dla autorów wspomnień, skoro nie gwiazdą fantastycznego serialu?

Dla Heleny Głowackiej był ukochanym bratem, który swoją niezależnością i aktorskimi planami przysparzał kłopotów ojcu, znanemu właścicielowi sklepu z instrumentami muzycznymi i płytami. Dla szkolnych kolegów był Kaziem, wielbicielem piłki nożnej, zapalonym kibicem zapasów i kawalarzem, który nigdy nie tracił rezonu. To on podczas dyktanda podpowiedział koledze, który nie wiedział, jak napisać „pachołkowie z halabardami”, żeby napisał „lokaje z pikami”. Jeszcze inni znali go jako reżysera, aktora, oficera i współtowarzysza niewoli podczas wojny, współtwórcę obozowego teatru, znakomitego konferansjera, wykładowcę w Szkole Teatralnej, autora i prowadzącego audycji radiowych.

Rudzki był dżentelmenem o nieskazitelnych manierach, wielkim poczuciu humoru, obowiązkowym, uczynnym i skromnym. Do pracy podchodził poważnie i chciał, by inni podzielali to podejście – zaszczepiał je swoim studentom, dla których był prawdziwym mistrzem. Należał do ludzi, którzy poruszyli wszystkie możliwe sprężyny, by załatwić cudzą sprawę, interweniować w sprawie zaniedbań i bylejakości, nigdy jednak nie wykorzystywał swojej popularności dla siebie. Słynął jako uroczy gawędziarz i mistrz opowiadania anegdot.
Irena Kwiatkowska i Kazimierz Rudzki w serialu Wojna domowa.
Wspomnienia zebrane w tomie mają różną wartość – jedne są bardzo osobiste, inne starają się obiektywniej ująć fenomen Rudzkiego. Jedni idą w stronę anegdoty, jak Stefania Grodzieńska czy Stanisław Tym, innym – Andrzejowi Łapickiemu i Aleksandrowi Bardiniemu – bliżej do analiz charakterologicznych. Pojawia się nawet jedno studium środków aktorskiego wyrazu wykorzystywanych przez Rudzkiego na scenie. Ten obraz uzupełniają felietony pisane przez Rudzkiego, fragmenty jego konferansjerek do różnych programów estradowych i jego listy do przyjaciół, przede wszystkim Tadeusza Wittlina, ale także do rozmaitych instytucji.  O ile felietony i konferansjerka zblakły i straciły wiele ze swego wdzięku, o tyle listy wciąż skrzą się dowcipem, ale też pełne są celnych i niekiedy smutnych refleksji o życiu, kondycji sztuki, a szczególnie teatru. 

Na zakończenie jeszcze mały smaczek z tego zbioru. Rudzki ponoć miał celną ripostę w każdej sytuacji. Raz tylko musiał się uznać za pokonanego. Przed wojną, wracając z próby jakiejś sztuki Szekspira, zjawił się w kawiarni, w której wśród znajomych siedział Gombrowicz:
– Ten wasz cały Szeksper – zaatakował go Gombrowicz – to funta kłaków niewart, panie Kazimierz.
– Dlaczego pan mówi Szeksper, a nie Szekspir? – spokojnie i rzeczowo zareplikował Kazio.
– Bo mówi się szkarpeta – wyjaśnił bez zmrużenia oka Gombrowicz.
To dopiero były rozmowy! 

Wspomnienia o Kazimierzu Rudzkim, oprac. Helena Głowacka, Czytelnik 1981.
 
(Visited 464 times, 14 visits today)

25 komentarzy do “Kazio („Wspomnienia o Kazimierzu Rudzkim”)

  • 19 listopada 2012 o 21:29
    Permalink

    Rzeczywiście, to dla nas głównie “ojciec Pawła”, a przecież ma spory dorobek aktorsko-reżysersko-estradowy, ciekawa postać. Na pewno charakterystyczna.

    Odpowiedz
  • 19 listopada 2012 o 21:41
    Permalink

    Sam się uważał za człowieka teatru i estrady, a dla nas paradoksalnie przechowała go telewizja i dwa filmy: Eroica i Jak rozpętałem II wojnę – jego angielski oficer jest po prostu znakomity, a to przecież tylko epizod.

    Odpowiedz
  • 19 listopada 2012 o 23:01
    Permalink

    Ja też należę do ludzi którzy pamiętają pana Kazimierza tylko z filmu “Wojna domowa”. Choć jak coś mi świta grał jakąś rolę w filmie “Nie lubię poniedziałku”(ale to trzebaby sprawdzić)

    Odpowiedz
  • 20 listopada 2012 o 07:53
    Permalink

    Dobrze, że teraz nagrywa się coraz więcej inscenizacji teatralnych, bo inaczej zostawałby – tak jak w przypadku pana Rudzkiego – tylko żal. To smutne, że to z czym identyfikował się najbardziej przeminęło bezpowrotnie. Podobne myśli miałam podczas czytania biografii Kaliny Jędrusik, choć u niej sfera telewizyjna i filmowa była zdecydowanie lepiej reprezentowana i jej stosunek do niej też był chyba inny niż Rudzkiego.
    Oboje, z tego co pamiętam, spotkali się zresztą parę razy na scenie:)

    Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 09:27
      Permalink

      Aż dziwne, że Rudzki nie wystąpił w Kabarecie Starszych Panów, idealnie by się nadawał. Którą biografię Jędrusik czytałaś? Ja się czaję na nowego Szczygielskiego – Kallas – ma być o Villas i Jędrusik w jednym:)

      Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 13:37
      Permalink

      Przez chwilę zastanawiałam się, bo nie wiem czy w którymś Kabarecie Rudzki nie mignął, ale pewności nie mam. Jak znajdę czas, aby obejrzeć wszystkie, to doniosę:)
      Biografię czytałam Michalskiego, ale tę Gacka też, tyle że jej nie mam, czytałam dawno i nic nie pamiętam.
      Villas i Jędrusik w jednym – to nie jest możliwe i absolutnie się na to nie godzę:P One w ogóle nie są (nie były) podobne i wrzucanie ich do jednego worka nie może się powieść. Chyba że nawiązanie do Jędrusik ma być baaardzo luźne, to wtedy może.

      Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 13:44
      Permalink

      Pojęcia nie mam, jak Szczygielski to rozwiązał i tym bardziej jestem ciekaw. To w ogóle jest dramat oparty na pięciu epizodach z ich biografii. Sporo sobie po nim obiecuję. Według biografii Jerzego Wasowskiego Rudzki w Kabarecie nie grał. Ale obejrzeć wszystkie odcinki – fajna rzecz:)

      Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 13:58
      Permalink

      Nie mam teraz czasu na dogłębne analizy, ale rzuciłam okiem na wzmianki o “Kallas”. Po owym rzucie oka sztuka przestała mnie ciekawić, w każdym razie na pewno nie przy tych odtwórczyniach głównych ról. Kurowska w roli Jędrusik to jakieś nieporozumienie!
      Obejrzenie jakiegokolwiek odcinka Kabaretu jest równie dobrą odtrutką na smutki, co chwycenie za Musierowicz:)

      Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 14:01
      Permalink

      Na szczęście przy czytaniu odtwórczynie ról w teatrze nie mają znaczenia, mam nadzieję, że tekst się obroni. A mnie właśnie Kabaret wpędza w nastroje melancholijne, w przeciwieństwie do Musierowicz:)

      Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 14:08
      Permalink

      O czytaniu tekstu nie pomyślałam, od razu zafiksowałam się na inscenizację. A skąd Ty zamierzasz wziąć ów tekst? Czy znalazł się jakiś szaleniec, wydający drukiem współczesne teksty sztuk?
      Kabaret i melancholijne nastroje? Rozrzewnienie owszem, może wywołać. Pojedyncze piosenki, słuchane w oderwaniu od kabaretu, też mogą skierować w niżowe strony (ileż ja łez wylałam nad kasetą z kabaretowymi piosenkami w wykonaniu Jędrusik:P), ale kabaret jako całość? Z tymi rozkosznymi humorystycznymi wstawkami? Z misiowatym Czechowiczem i niezwykle ożywioną Kwiatkowską? Toś mnie teraz zaskoczył!

      Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 14:18
      Permalink

      Latarnik regularnie wydaje sceniczne utwory Szczygielskiego, wszystkie inne też:) Właśnie była premiera niedawno. Mimo wszystkich humorystycznych wstawek – melancholijka:) Natomiast piosenki luzem to co innego, poza hitami Kaliny Jędrusik, rzecz jasna. Taka Zosia i ułani poprawia mi humor na długo:D

      Odpowiedz
  • 20 listopada 2012 o 09:11
    Permalink

    Pamiętam, że jeszcze na studiach wypożyczyłam z biblioteki, wraz z innymi książkami właśnie ten zbiór, ale nie przeczytałam całości.
    Właśnie tak jak napisałeś wyobrażałam sobie pana Kazimierza Rudzkiego. Ale mam do Twojej recenzji jeden kamyczek :) W “Wojnie domowej” pan Rudzki był ojcem Pawła Jankowskiego, a nie Jankowiaka :P
    Uwielbiam jego kreację w tym serialu!

    Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 09:19
      Permalink

      Policzki mi płoną:) Już poprawiłem nazwisko, dzięki za zwrócenie uwagi. Całość, jak pisałem, jest nierówna, ale takie wspomnienie Stefanii Grodzieńskiej – no cudo po prostu.

      Odpowiedz
  • 20 listopada 2012 o 09:43
    Permalink

    Mogę tylko popisać się pod Waszymi komentarzami, ale dorzucę szczegół, dzięki któremu p. Kazio wyjątkowo utkwił mi w pamięci: głos. B. charakterystyczny, łatwo rozpoznawalny.

    Odpowiedz
  • 20 listopada 2012 o 19:30
    Permalink

    Właśnie przestudiowałam filmografię Rudzkiego i jestem zdumiona, że grał w tak niewielu filmach, w dodatku najczęściej role epizodyczne. Zastanawiam się, dlaczego bardziej nie wykorzystano jego możliwości, a były ogromne. Czyżby chodziło o jego skromność i pastelowość?
    A szkarpeta niezmiernie wdzięczna. :) Wyobrażam sobie minę Rudzkiego, kiedy to usłyszał.

    Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 19:57
      Permalink

      Sam Rudzki wiele razy wspomina, że nie chce mu się ubiegać o role, przypominać reżyserom itp. Ta jego skromność przełożyła się na tę skromną filmografię. A rozmowę z Gombrowiczem wspominał jeszcze wiele lat później, z uznaniem wyrażając się o Gombrowiczu:)

      Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 20:06
      Permalink

      Tak właśnie mi się wydawało, że on był daleki od drapieżnej autopromocji, a bez niej w tym zawodzie chyba ani rusz.

      Odpowiedz
    • 20 listopada 2012 o 20:09
      Permalink

      Dochodziło do sytuacji skrajnych: Rudzki dostał od przyjaciela z Ameryki tekst sztuki, pokazał ją reżyserowi, który stwierdził, że ją bierze i obsadza Rudzkiego w roli głównej. Potem rzecz się odleżała, a ostatecznie główną rolę zagrał sam reżyser.

      Odpowiedz
    • 21 listopada 2012 o 18:27
      Permalink

      Bardzo ciekawa historia. Myślę, że dla Rudzkiego znamienna, tak go sobie właśnie wyobrażam. Ciekawe, jak odnalazłby się w naszych czasach. Mam przeczucie, że nie reklamowałby kawy czy banku. :)
      Swoją drogą to niesamowite, że po tak niewielu rolach tak dobrze go pamiętamy.

      Odpowiedz
  • 24 listopada 2012 o 06:52
    Permalink

    Skąd Ty takie skarby wyciągasz? Chętnie przeczytam, tylko muszę sprawdzić u nas w bibliotece:) Dla mnie Kazio to też przede wszystkim ojciec Pawła.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: