Nim północ wybije…

Nim północ wybije, przesyłać można głosy w plebiscycie na ulubioną polską powieść młodzieżową wydaną (po raz pierwszy) w latach 1945–1989 (wszystkie szczegóły podałem w poprzednim wpisie). Maile z propozycjami maksymalnie 15 tytułów można przesyłać na adres: zacofany.w.lekturze@gmail.com. Jest już ukształtowana czołówka, w której wszystko jeszcze może się zmienić! Zapraszam do wspominania i głosowania. Wyniki, zgodnie z obietnicą, w niedzielę.

A żeby uprzyjemnić oczekiwanie na rezultaty, mała galeria ilustracji i kilka cytatów z klasyków.
Seweryna Szmaglewska, Czarne Stopy, ilustr. Zbigniew Lengren, Wydawnictwo Śląsk, 1981, s. 35.
— Marek, leć no prędko po zapałki. Przynieś też od razu śle­dzie, ile tylko znajdziesz.

Śle… Przepraszam!, co takiego, druhu drużynowy?

Śledzie, patałachu. Mówię wyraźnie: zapałki i śledzie. Coś takie oczy wybałuszył na mnie?! Ganiaj!

Marek odwrócił się. Wyraz niepewności malował się w jego rysach. Uszedł kilka kroków, obejrzał się, nikt jednak nie zwracał na niego uwagi. Śledzie? Nagle stuknął się w czoło i skoczył szybko. Zniknął w gęstwinie krzaków.

Upłynęły może dwie minuty, a już zaczęto go niecierpliwie nawoływać.

Prędzej, gdzie te śledzie? Poszedłeś po nie do stolarza?

Marek nadbiegł wreszcie potrząsając pudełkiem zapałek.

Druhu drużynowy, melduję: w magazynie żywnościowym śledzi nie ma, są tylko piklingi. Kucharz kazał się dowiedzieć, ile potrzeba…

Wróble, co młóciły pobliski łan żyta, zerwały się nagle podcięte śmiechem całej gromady.

O rany kota! Druhu! Takiego patałacha tośmy jeszcze między sobą nie mieli.

Marek! A może w sklepiku wiejskim dostaniesz? Ganiaj. Zakup całą beczkę… Tylko żeby były dobrze nasolone!!! Chciał umocnić namiot pudełkiem zapałek i wędzonymi piklingami. 

Małgorzata Musierowicz, Kwiat kalafiora, ilustr. Małgorzata Musierowicz, Nasza Księgarnia 1985, s. 5–6.
Suknia była różowa.
Na zgięciach i szwach tkanina migotała delikatnie i złociście. U dołu spódnicy tryskał tęczowymi iskrami ornament ze sztucznych brylanci­ków. Wisiała na sinym manekinie w oknie wystawowym Domu Mody „Telimena” przy ulicy Armii Czerwonej w Poznaniu.

Kreacje tego typu nie podobają się na ogół wyrafinowanym elegantkom. Ale Ida Borejko do takich nie należała. Miała lat czternaście, była chuda, rudowłosa i odziana w za duże palto odziedziczone po starszej siostrze — Gabrieli.

— Chciałabym — powiedziała Idą Borejko gorącym głosem. — Chciałabym być brunetką. — Przykleiła nos do szyby wystawowej Domu Mody „Telimena” i pożerała wzrokiem błyszczące, różowe cudo konfekcyjne. — Gdybym była brunetką — dodała następnie — mogła­bym malować usta na wiśniowo.

A tak to nie możesz wcale — celnie odparła Gabriela, rosła i dorodna siedemnastoletnia sportsmenka o niebywale długich nogach. — Ida, dziecino, idziemy. Jestem głodna jak szakal.

Edmund Niziurski, Sposób na Alcybiadesa, ilustr. Zbigniew Łoskot, Nasza Księgarnia 1971, s. 199–200.

Dla klasy nastały teraz wielkie dni. Rozpoczął się sławny w dziejach naszej budy okres Wielkiego Asocjacyjnego Bluffu. Triumfalne pochody z Alcybiadesem, zwane przemarszami Ósmej Legii, trwały odtąd nieprzerwanie. Utarł się już cały ceremoniał. W poniedziałki, środy i piątki, w dni lekcji historii, spotykaliśmy się z Alcybiadesem jeszcze na drodze do szkoły i odprowadzaliśmy go zwartą gromadą aż do drzwi pokoju nauczycielskiego, przygotowując grunt do kolejnego Dryfu. Następnie pojawialiśmy się znowu na pauzie przed lekcją historii. Zabieraliśmy mapy, plansze, aparat projekcyjny i kasety z filmami i maszerowaliśmy z Alcybiadesem do klasy. Pochody te budziły sensację w szkole, gdyż żadnego z profesorów tak tnie odprowadzano. Z chwilą gdy Alcybiades przekraczał próg klasy, popadał od razu w błogie oszołomienie wynikające z działania Haszyszu ciszy. Zanim odurzenie mijało, przystępowali do działania Stoicy. Stoikami Alcybiades nazywał żartobliwie uczniów, którzy wstawali do odpowiedzi. […] Prócz wyuczenia się bieżącej lekcji, do ich obowiązków należało przygotowanie tematu i materiałów do Dryfu.

Adam Bahdaj, Do przerwy 0:1, ilustr. Stanisław Rozwadowski, Nasza Księgarnia 1970, s. 247–248.

Piłkę wybijał Perełka. Na środku boiska złapał ją Krzyś Słonecki. Prowadził ją spokojnie. Potem podał do Pająka. Ten popisał się dwiema pięknymi „główkami”, a gdy minął pomocnika, przedłużył podanie do Ignasia. Ignaś wyprysnął do przodu i w pełnym biegu oddał piłkę Maniusiowi.

— Strzelaj! — ryknęły zielone trybuny.

Paragon był już tak zmęczony, że słaniał się na nogach. W oczach miał mgłę. Zdawało mu się, że wszystko tonie w kleistej, ciężkiej mazi. Czuł ból przy każdym ruchu. Ale gdy zobaczył przed sobą piłkę, zerwał się wkładając ostatki sił. Ktoś biegł obok niego, dysząc ciężko. Jakaś zielona koszulka chciała mu zagrodzić drogę… Dojrzał przed sobą zamazany prostokąt bramki… Minął przeciwnika i posłał piłkę do bramki… W tej samej chwili ktoś podciął mu nogi. Chłopiec upadł, przekoziołkował i zatrzymał się na samej linii bramkowej.

W uszach szumiał mu potężny wrzask trybun, w oczach migotały czarne i czerwone krążki. Widział leżącego bramkarza i żółtą kulę piłki tkwiącą w rogu bramki.

„Jest” — pomyślał.

— Jest! Jest! — usłyszał triumfalne okrzyki kolegów.

Z trudem podźwignął się z ziemi. Stał oszołomiony nagłym szczęściem. Zielona murawa boiska, błękitne płaty nieba, barwny tłum, czarne koszulki graczy, wszystko wirowało mu przed oczami, jakby stał w parnym środku olbrzymiej karuzeli.

Ignaś i Mandżaro rzucili mu się na szyję.

— Świetnie, Paragon! Brawo, Paragon!

(Visited 401 times, 11 visits today)

11 komentarzy do “Nim północ wybije…

  • 14 czerwca 2013 o 12:27
    Permalink

    Mógłbyś jakąś nieoficjalną klasyfikację przedstawić a na następnym razem wprowadzić głosowanie przez SMS-y :-)
    PS. Mój egzemplarz „Chłopców ze Starówki” był z serii Biblioteka lektur szkolnych (ze stylizowaną głową sowy) też miał być na liście ale coś trzeba było wybrać :-)

    Odpowiedz
    • 14 czerwca 2013 o 12:38
      Permalink

      Jasne, 3,66 zł za SMSa:)) Chłopców muszę powtórzyć, pamiętam tylko kilka epizodów i że ogólnie mi się podobało.

      Odpowiedz
    • 14 czerwca 2013 o 13:03
      Permalink

      Bo kto by dzisiaj takie książki czytał, nie ma wilkołaków, czarów a i z seksem słabo, trochę się tylko bili ale co to znowu takiego wielkiego :-). Miałem trochę książek z tej serii – w pamięć wrył mi się zwłaszcza „Marcin Kozera” i „Wilczęta z czarnego podwórza” przynajmniej jeśli chodzi o tytuły bo z treścią to już nie bardzo :-)

      Odpowiedz
    • 14 czerwca 2013 o 13:10
      Permalink

      Ja się zastanawiam, czy cokolwiek z mojej pracowicie zbieranej kolekcji książek dla dzieci i młodzieży spodoba się moim córkom. Mam wrażenie, że niedużo.
      Dąbrowska była na liście lektur jeszcze do niedawna, a ja tego nie znam, bo moja polonistka nie omawiała. Nawet z grubsza nie wiem, o czym to jest.

      Odpowiedz
    • 14 czerwca 2013 o 13:15
      Permalink

      „Marcin” to o dzieciach polskich na obczyźnie, „Wilcząt” już kompletnie nie pamiętam, zawsze jakoś kojarzyły mi się z klimatem książek Boguszewskiej. W sumie nic nie straciłeś. Też córkę usiłowałem zaszczepić swoimi dawnymi książkami – bez rezultatu, to jest chyba kolej rzeczy, niestety.

      Odpowiedz
    • 14 czerwca 2013 o 13:32
      Permalink

      Ja stale podejmuję jakieś próby, ale raczej bez forsowania moich propozycji. Skoro Tytusy i Kajki mogą się podobać, to liczę, że i większe formy kiedyś trafią dziecku do przekonania:)

      Odpowiedz
  • 14 czerwca 2013 o 21:57
    Permalink

    Tej różowej kiecki wcale nie pamiętam, ale potem to przecież Ida się malowała. Rzęsy na brązowo, pamiętam. Na ciemny brąz.

    Odpowiedz
  • 15 czerwca 2013 o 13:38
    Permalink

    Moja córka właśnie przeczytała – „przymuszona” przez szkołę – Opium w rosole, bez szczególnej przykrości, ale i bez zachwytów. :) Dużo chętniej przeczytała Tomka w krainie kangurów, ale niestety na pierwszym tomie się skończyło…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: