No i po wakacjach… (Milena Wójtowicz, „Podatek”; Andriej Bielanin, „Tajny wywiad cara Grocha”)

Wakacje skończyły się nieodwołalnie, po niedawnych upałach zostało ledwie wspomnienie, a po upałowych lekturach jedynie garść coraz bardziej mglistych wrażeń. Zanim więc zapomnę wszystko, kilka słów o dwóch letnich czytadłach.
 ***
Do kolejnego terminu składania deklaracji podatkowych zostało jeszcze nieco czasu, przeto bez nerwowych drgawek można oddawać się obserwowaniu, jak z fiskusem borykają się inni. I to nie jacyś szarzy współobywatele, ale prawdziwi Inni: chociażby magowie. Bo i do ich drzwi od czasu do czasu pukają poborcy, by odebrać należny podatek.
Monika jest w tym fachu nowa, a wiadomo, że takim trafiają się najgorsze fuchy. Podczas nader dramatycznej próby pobrania podatku ujawniają się zaskakujące zdolności dziewczyny, a wkrótce potem jej równie zaskakujące pochodzenie. Nic dziwnego, że szefowie urzędu podatkowego postanawiają wykorzystać Monikę w akcji, która przyniesie nader urozmaicone skutki.
„Podatek” Mileny Wójtowicz oparty jest na ciekawym pomyśle, który jednak nie został do końca dopracowany. Mniej więcej od połowy książki miałem wrażenie, że autorka trochę przesadza z mnożeniem komplikacji, przez co całość robi się niespójna, a przy okazji kilka ciekawych wątków po prostu się marnuje. Wodnik Ślipiak i jego zaborcze żaby czy firma „Babcia Krysia i wnusiowie. Usługi różne”, działająca na lubelskim dworcu, zasługują może nie na oddzielne powieści, ale chociaż na sążniste opowiadania. Przygody Moniki i jej współpracowników rozgrywają się głównie w Lublinie i okolicach, chociaż, nawiązując do klasyka, można powiedzieć, że w Lublinie, czyli nigdzie – garść nazw ulic to niestety wszystko, czego dowiadujemy się o miejscu wydarzeń. Całość łatwo wchodzi, równie łatwo ginie w niepamięci. Brzydka okładka ma jedną zaletę: litery pokryto czarnym meszkiem, który budzi atawistyczną chęć głaskania.
Oczko wyżej sytuuje się „Tajny wywiad cara Grocha” Andrieja Bielanina. Tytuł nijak ma się do fabuły, gdyż nie o szpiegostwo w niej chodzi, ale o porządne, przeprowadzane zgodnie ze sztuką śledztwo w sprawie tajemniczych kradzieży na carskim dworze. Dochodzenie prowadzi moskiewski milicjant, który dziwnym trafem przeniesiony został w przeszłość, do feudalno-baśniowej Rosji. Podporucznik Nikita Iwanowicz, chociaż to i owo w nowym otoczeniu go dziwi, raźnie przystępuje do organizacji carskiej milicji, wykorzystując w pracy umiejętności Baby Jagi (znakomita prawdomówczyni, a i kucharka przednia) oraz krzepę osiłka Mitki. Doborowa ekipa szybko wykrywa, że defraudacja złota ze skarbca cara Grocha to jedynie przykrywka dla dużo groźniejszych wydarzeń.
Bielanin sprawnie wykorzystuje efekt, jaki daje zestawienie biurokratyczno-milicyjnego myślenia Nikity ze światem, gdzie wciąż panują feudalne porządki i magia. Wiele tu zresztą odwołań do rosyjskiego folkloru. Fabuła jest zgrabna, bohaterowie pozytywni są sympatyczni, bohaterowie niepozytywni ponoszą zasłużoną karę, jak to w baśni. Ilustracje koszmarne, za to okładka całkiem całkiem.
„Podatek” mnie rozczarował, spodziewałem się czegoś więcej. Bielanin za to wyszedł obronną ręką i myślę, że wielbicielom fantasy z przymrużeniem oka ma szansę podobać się nie tylko w letnie upały.
 ***

Koniec wakacji niespodziewanie upłynął też pod znakiem Harry’ego Pottera. Wyciągnąłem pierwszy tom, żeby sobie poczytać coś niezobowiązującego, i ocknąłem się prawie dwa tygodnie później po lekturze wszystkich siedmiu tomów. Pojęcia nie mam, która to już była powtórka, ale wciąż jestem pod wrażeniem. Tym razem szczególną uwagę zwróciłem na to, jak Rowling rozwija postacie swoich bohaterów, od dzieci oszołomionych nową szkołą i możliwościami, jakie daje magia, przez niepokornych nastolatków, do świadomych swych umiejętności i odpowiedzialności, chociaż jeszcze nie do końca dojrzałych młodych ludzi. Takie rzeczy umykają, gdy czyta się pojedyncze tomy i to jeszcze w sporych odstępach. Do Pottera na pewno jeszcze będę wracał, a teraz może czas na „Trafny wybór”, w końcu czeka od Bożego Narodzenia…

Milena Wójtowicz, Podatek, Fabryka Słów 2009.
Andriej Bielanin, Tajny wywiad cara Grocha, tłum. Rafał Dębski, ilustr. Daniel Grzeszkiewicz, Fabryka Słów 2010.
(Visited 217 times, 2 visits today)

43 thoughts on “No i po wakacjach… (Milena Wójtowicz, „Podatek”; Andriej Bielanin, „Tajny wywiad cara Grocha”)

  1. Coraz bardziej rozumiem dlaczego tak wiele książek z Fabryki Słów tak szybko pojawia się w taniej książce.
    Ale ten meszek… Przyznaj się, ile razy pogłaskałeś?:P

  2. To nareszcie doczekałam się lubelskich realiów w literaturze współczesnej, w dodatku w wersji tajemniczej! :D Przy najbliższej okazji poszukam śladów firmy „Babcia Krysia i wnusiowie” na dworcu. :) Ciekawią mnie te nazwy ulic. No i jeszcze jaka reklama dla lubelskich urzędów skarbowych. :) Zajrzałam na stronę autorki i okazuje się, że urodziła się w Lublinie, poza tym przedstawia się jako „zwierz biurowy”, więc może jej praca miała ścisły związek z podatkami. :)
    Bielanina mam tylko „Moja żona wiedźma” ale jeszcze nie czytałam, ponoć niezła.

    • Z charakterystycznych ulic jest Krakowskie Przedmieście, a z mniej charakterystycznych ulica Tulipanowa. Babci Krysi szukaj na dworcu PKS, tylko pamiętaj, że jej usługi do tanich nie należą:)) Bielanina znam Miecz bez imienia, też oparty na pomyśle przeniesienia chłopaka w dawne czasu, chyba mniej zręczne niż Tajny wywiad.

    • Krakowskie Przedmieście to serce naszego miasta. :) Tulipanowa istnieje naprawdę, ale w dość odległym zakątku Lublina. Dworzec autobusowy wygląda tak, że babcia Krysia i wnusiowie muszą być naprawdę zdeterminowani, żeby tam przebywać kilka godzin dziennie. :) A cenę usług będę mieć na uwadze. I oczywiście teraz umieram z ciekawości, czym oni się zajmują. :)

    • Tulipanowa jest właśnie na takim willowym osiedlu, więc wszystko się zgadza. :) Wczoraj na wieczornym psim spacerze widziałam małą żabkę pomykającą koło skwerku, choć w okolicy brak jakichkolwiek sadzawek – najwyraźniej Wodnik Ślipiak i jego zaborcza menażeria działają też w mojej okolicy. :)
      Mam ambitny plan przeczytania Harrego w oryginale i chwilowo utknęłam po trzecim tomie, więc najlepsze jeszcze przede mną. :)

    • …i jeszcze w ramach uzupełnienia cytacik na dziś:
      „Autumn seemed to arrive suddenly that year. The morning of the first September was crisp and golden as an apple…” („Harry Potter and The Deathly Hallows”)
      :)
      U nas niestety ani crisp, ani golden. :(

    • To już w ogóle nie jestem w stanie sobie wyobrazić, bo dla mnie trzy pierwsze tomy bywały chwilami aż za bardzo rozkręcone. :)
      W Lublinie dziś też niezbyt jabłuszkowo, raczej buro.

  3. harry potter to coś czego nigdy nie czytałam i pewnie nigdy tego nie zrobię,ale mam tej powieści wiele do zawdzięczenia,mam bratanicę,którą kiedyś uczyłam czytać,szło to opornie,stałam nad nią,jak kat nad potępioną duszą,przez całą podstawówkę i gimnazjum,pewnie,że potrafiła przeczytać każdy wyraz,każde zdanie ale nigdy nie przeczytała żadnego dłuższego tekstu,żadnej lektury,kupowałam streszczenia,ekranizacje albo czytałam sama i opowiadałam,no coś trzeba było robić żeby ją z klasy do klasy przepchać,poszła do liceum i z tej okazji dałam jej pierwszą część harrego pottera,niezbyt trafiony prezent,można byłoby pomyśleć,ale okazało się,że stał się cud,nie tylko to przeczytała ale nawet kupiła następne części,kiedyś powiedziała,że przeczytała je wszystkie dwanaście razy,dziś to jest pani architekt wnętrz,wierzę że potrafi czytać a ja mam nareszcie spokój,ona też,bo ma mnie z głowy,ha ha ha.

  4. ja też mam taką nadzieję,w mojej rodzinie czytać lubią wszyscy,nie wszyscy czytają książki,bo też trzeba przyznać,że nie wszyscy mają na to czas,ale nadrabiają w niedzielę,czytając gazety z całego tygodnia,przepraszam,że zbaczam z tematu,ale co pan sądzi o nowym kanonie lektur,wczoraj przeczytałam artykuł na ten temat

    • Zważywszy, że szkoła i tak nie daje już żadnej systematycznej edukacji wykreślenie tego czy innego klasyka pewnie niewiele zmieni, dalej, kto będzie chciał, to przeczyta, reszty nijak się nie zmusi. Zabił mnie za to próg wymagań: 5 książek rocznie, zgroza.

  5. trudno się z panem nie zgodzić,może tak musi być,czasy się zmieniają i może treści przekazywane w szkole też muszą ulec zmianie,przystawać bardziej do rzeczywistości,czy to,że przeczytałam te wszystkie rzeczy,które dziś czyta się tylko we fragmentach lub nie czyta się wcale,sprawiają,że jestem pod jakimś względem lepsza?chyba nie,czasem czuję się jak ktoś,kto dźwiga ciężki plecak,który spokojnie mógłby wyrzucić a jednak tego nie robi,całe te spory chyba nie mają sensu,nie wiem czy jeszcze wierzy ktoś”w zbawczą”rolę literatury

    • Ja tam się cieszę, że dostałem pewną systematyczną podstawę. Przynajmniej wiem, że poeci barokowi mi nie leżą, a Pan Tadeusz jak najbardziej:) Właśnie się okazało, że panika z Panem Tadeuszem trochę wybrakowana.

  6. w każdym razie zawsze się zastanawiam czemu mają służyć te spory,o lektury,
    toczone,na najwyższym szczeblu,co do baroku to parę lat temu odkryłam go dla siebie na nowo,bardzo mi odpowiada

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *