Szpital na peryferiach (James White, „Podwójny kontakt”)

W Szpitalu Sektora Dwunastego leczy się pacjentów ze wszystkich stron galaktyki, ze wszystkich ras należących do Federacji, a niekiedy nawet istoty, których nigdy wcześniej nie widziano, o znajomości ich anatomii nie wspominając. Personel placówki jest równie zróżnicowany, jak jej pacjenci, a sprawne zarządzanie tym molochem nie jest łatwe.

Do najtrudniejszych przypadków w odległych zakątkach kosmosu dociera statek ratunkowy „Rhabwar”. Jego załoga składa się z najlepszych specjalistów od ksenomedycyny, którzy zadbają o to, by chorych i poszkodowanych bezpiecznie dowieźć do Szpitala. Tym razem ekipa „Rhabwara” pod kierunkiem doktora Prilicli, cirrusańskiego empaty podobnego do wielkiej ważki, musi zająć się uszkodzonym statkiem obcych, którzy najwyraźniej nie chcą dopuścić do siebie ratowników, blokując wszystkie urządzenia elektroniczne. Nie wiadomo, czy to skutek awarii, czy może działanie pod wpływem strachu – a może przejaw wrogich zamiarów? Co kryje wnętrze uszkodzonej jednostki? Zdolności Prilicli do wyczuwania cudzych emocji będą wystawione na trudną próbę, ale rozwiązanie zagadki zaskoczy wszystkich.

„Podwójny kontakt” to ostatnia powieść Jamesa White’a o Szpitalu Kosmicznym. Bardzo lubię ten dwunastotomowy cykl za wartką akcję, sympatycznych bohaterów, sporo wyobraźni w opisie dziwnych ras i przypadków chorobowych, dawkę humoru, wreszcie za humanistyczne przesłanie, że nieść pomoc należy każdemu, nawet w najtrudniejszych okolicznościach, i że ta pomoc często bardziej pomaga w nawiązaniu dobrych stosunków między skrajnie odmiennymi istotami niż fachowe procedury ekspertów od kontaktów z obcymi. Oczywiście, można autorowi zarzucić schematyczność fabularną, a jego wizji współżycia wielu ras pewną naiwność, ale nie są to moim zdaniem wady wielkie. Przy odpowiednim dawkowaniu poszczególnych tomów nie będą się one szczególnie rzucały w oczy, a przyjemność czytania z pewnością je zrekompensuje.

 James White, Podwójny kontakt, tłum. Radosław Kot, Rebis 2009.

(Visited 138 times, 1 visits today)

35 thoughts on “Szpital na peryferiach (James White, „Podwójny kontakt”)

  1. Po raz kolejny stwierdzam, że po primo chętnie bym coś takiego przeczytała. Secundo: nie ma tego w księgarni. Wrr. Dlaczego w Polsce po czterech latach od wydania książki można ją kupić wyłącznie w antykwariacie?….

    • Bo nakłady są mikroskopijne:) A potem wszyscy się dziwią, że się kupuje więcej książek, niż można przeczytać – ale jak się nie kupi od razu, to potem zostaje polowanie na aukcjach. Pierwszy tom dostępny bez trudu na allegro, w wydaniu Alfy, dwa ostatnie tomy jeszcze Rebis sprzedaje. Sam od lat szukam czwartego tomu, który mnie ominął ze świstem:(

    • Pewnie tak. Sama kupuję na zapas, bo wiem, że za dwa lata będą problemy… Pierwszy tom o szpitalu właśnie zamówiłam sobie na antykwarycznym amazonie po niemiecku (za 13 centów…), z resztą też nie ma problemu. A do Alfy mam stosunek wielce sentymentalny, ponieważ dla nich przetłumaczyłam moją pierwszą książkę, jeszcze w czasach studenckich. A za honorarium kupiłam komputer;-)

  2. Świnie w kosmosie już były; teraz czas na szpital?
    Dwunasty tom? Brr, to nie dla mnie; ostatnim czymś zakrojonym na więcej niż trzy tomy w co dałam się wciągnąć jest saga Martina, nawet nie zamierzam próbować z następną. To do końca zrujnowałoby moje życie:(

  3. Dosyć dalekie te peryferie. :) Nigdy nie słyszałam o tym cyklu. Jak wciągnę się w literaturę SF, z przyjemnością się zagłębię. Zwłaszcza z powodu dawki humoru.
    Czy Rhabwar ma coś wspólnego z rabarbarem?

  4. Dość dalekie te peryferie, skoro o galaktyce mowa ;-) Niekoniecznie to moje klimaty, ale doceniam ideę – niesienie pomocy każdemu bez różnicy; tacy „lekarze bez granic” ;-)
    Przy obecnej popularności seriali medycznych, tych wszystkich House’ów, Chirurgów i innych Ostrych dyżurów to i ten White powinien być wyciągnięty z kąta. Mało kto (wyjąwszy fanów fantastyki, s-f) o nim słyszał chyba.

    • Tom pierwszy 1962 rok. Może dlatego mam skojarzenia raczej ze Szpitalem na peryferiach niż z House’em:) Jak pisałem wyżej, pewnie dla zagorzałych fanów SF to jest w tym za mało SF, ale warto sięgnąć przynajmniej po pierwszą część. Masa wdzięku:)

    • Nie chodziło mi o skojarzenie z House’em tylko o sam fakt popularności tematyki medycznej. Skoro to takie „soft s-f” to mogłoby się przyjąć w czytelniczym świecie, nakłady małe, ale może w bibliotekach będzie…

  5. O, widzę, że dogadałbyś się z moim mężem :) U nas zróżnicowanie książkowe wygląda tak, że jego półki pełne są fantastyki (cykli wszelakich od fantasy, poprzez s-f, po space opery) a moje wszystkich innych gatunków :) On tylko nie czyta Pratchetta, którego z kolei ja uwielbiam ;) Aczkolwiek taki szpital gdzieś w galaktyce.. nawet brzmi interesująco :)

  6. Czytałam pierwsze 3 tomy. Agnes (jeżeli dobrze pamiętam) napisał, że pozostałe słabsze więc sobie darowałam. Seria ma jeszcze jedną zaletę. Poszczególne tomy są krótkie, jak znalazł na jeden wieczór :)

  7. No i jak tu nie czytać blogów – ja nawet nie wiedziałam, że było cos poza 1. tomem. Pamiętam, że strasznie mi się podobał wątek ze stworzeniem, dla którego opracowano system dźwigni i wielokrążków, na których opuszczało się ciężary uderzające ze sporą siłą w gościa. Okazało się, że to niewygłaskany małoletni przedstawiciel gruboskórnej rasy, którego w ten mało subtelny sposób należało potraktować, żeby się uspokoił i nie płakał.

  8. Pingback: Stary człowiek i może (John Scalzi, „Wojna starego człowieka”) – Beznadziejnie zacofany w lekturze

  9. Pingback: Kosmiczny Eden czy cmentarzysko? (Stanisław Lem, „Eden”) – Beznadziejnie zacofany w lekturze

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.