Tego się nie robi czytelnikom (Alan Bradley, „Speaking from among the bones”)

 

„To się nie może tak kończyć”, wykrzyknąłem, nie bacząc na kłębiące się dokoła pensjonatowe towarzystwo. Takich rzeczy nie robi się czytelnikom, panie Bradley! Nie rzuca się im pod nogi w ostatnim zdaniu eksplodującej bomby!
Namiętność Flawii de Luce do chemii nie słabnie. Nie słabnie też jej zainteresowanie kryminalnymi zagadkami, których – jak na zamówienie – nie szczędzi jej ciche na pozór Bishop’s Lacey. Ciche, bo w rzeczywistości targane ukrytymi namiętnościami. Tym razem lokalną społeczność elektryzuje wieść o planowanym otwarciu grobu św. Tankreda, patrona parafii. Na dodatek zniknął młody i bardzo utalentowany organista. Rzecz jasna, panna de Luce nie zamierza trzymać się od tych sensacji z daleka. Najwidoczniej nigdy nie słyszała przysłowia: „Nie wściubiaj nosa do cudzego prosa”. A nawet jeśli je słyszała, to nie zamierzała go stosować w praktyce. Chęć udowodnienia wszystkim własnego geniuszu jest po prostu nieprzeparta.
Życie rodzinne Flawii przynosi kilka zwrotów, które wprawiają ją w niebotyczne zdumienie. Odbywa poważną rozmowę z ojcem o matce, doczekuje się uznania od sekujących ją zazwyczaj sióstr, ale nie może długo pławić się w zdziwieniu, rodzinę dotyka bowiem ostateczna katastrofa finansowa, która może oznaczać pożegnanie z Buckshaw. I po raz kolejny Flawia postanawia wziąć sprawy we własne ręce.
Bradley wspiął się na wyżyny, a piąta część przygód Flawii jest najlepszym i najrówniejszym z dotychczas wydanych tomów. Niebanalna historia kryminalna z zaskakującym zakończeniem przeprowadzona jest w sposób konsekwentny i w równym tempie. Do tego pojawia się spora domieszka elementów grozy: nocne spacery po cmentarzu i kościele, grobowe krypty i ciemne korytarze, nietoperze i ukrywany przed światem chory syn wpływowej rodziny. Są też małomiasteczkowe obrazki i ploteczki oraz ludzkie dramaty.
Sama Flawia, zapewne w związku ze zbliżającymi się dwunastymi urodzinami, wydaje się dużo dojrzalsza. Wciąż oczywiście wierzy we własny geniusz, ale zdążyła się przekonać, że inni dorównują jej intelektem – a w tym tomie rywalem w śledztwie jest już nie tylko inspektor Hewitt. Wciąż świetnie sobie radzi z manipulowaniem dorosłymi – wyciąganie od nich rozmaitych sekretów idzie jej konkursowo – ale zaczyna też do niej docierać, że innym również nie jest łatwo, że mogą być (podobnie jak ona sama) poobijani emocjonalnie i potrzebować uwagi i ciepła. Czyżby odzywało się niej dziedzictwo matki?

 

Polski przekład „Speaking” ma się ponoć ukazać jesienią. Jeśli wydawnictwo Vesper nie chce się narazić wielbicielom Flawii, podrażnionym zakończeniem tego tomu, powinno czym prędzej wypuścić tłumaczenie kolejnej części, dostępnej po angielsku już od ponad pół roku.
Alan Bradley, Speaking from among the bones, Orion Books 2013.
(Visited 549 times, 10 visits today)

18 thoughts on “Tego się nie robi czytelnikom (Alan Bradley, „Speaking from among the bones”)

  1. Czekałem na Locke’a Lamorę, którego autor na kilka lat zostawił w czarnej dupie i nie wiadomo było CO DALEJ!!!!, więc myślę, że i z Flawią dam radę. Co nie znaczy, że polski wydawca ma spocząć na laurach i nie wziąć sobie do serca ostatniego akapitu Twojego pióra :P

  2. „doczekuje się uznania od sekujących ją zazwyczaj sióstr” – no nie wierzę! ;) Cieszę, się, że jest dobrze, bo obawiałam się spadku formy u Bradleya. Tylko teraz już sama nie wiem, czy czekać na tłumaczenie. Może jednak skuszę się na oryginał.

  3. Pingback: Lektury z fasolowego zagonka, cz. 1 – Beznadziejnie zacofany w lekturze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *