Dole i niedole rodu Narwojszów (Kristina Sabaliauskaite, „Silva rerum” I–III)

Silva rerum

„Silva rerum” ma wszystkie zalety, które cenię w powieściach: zróżnicowanych, niejednoznacznych bohaterów, splątaną, pełną zaskoczeń fabułę, bogate tło historyczne i obyczajowe, dobre tempo, a przede wszystkim cudowną lekkość opowiadania i precyzyjny, krystalicznie piękny język. Rozpięta między połową wieku siedemnastego a połową następnego stulecia historia rodu Narwojszów, rozgrywająca się na targanej wojnami i niepokojami Litwie, jest jednocześnie egzotyczna i swojska, porywająca i skłaniająca do refleksji.

Pokolenia

Zaczęło się od kota, ulubieńca dziesięcioletnich Narwojszów, Kazimierza i Urszuli, którego znalazły martwego za kuchnią. Pierwszy raz bliźnięta zetknęły się ze śmiercią i uświadomiły sobie, że życie nie jest tylko pasmem zabaw i psot, że przynosi też bolesne straty – i nie szczędzi ich nikomu, bez względu na pochodzenie, majątek i pozycję w świecie. Nie będzie też szczędzić ich Narwojszom z Milkont: mądremu i gospodarnemu Janowi Maciejowi i jego ukochanej żonie, Elżbiecie, ich dzieciom i wnukom. Przyszło im żyć w czasach niespokojnych, wśród wojen, żołnierskich okrucieństw, zarazy i niepokojów, politycznego zamętu, gdy nietrudno było postradać i życie, i majątek, a ledwie się podniosło ze strat, padał kolejny cios. Oczywiście nie wszystko dało się zrzucić na okoliczności zewnętrzne, również, a może przede wszystkim, to charaktery i postawy samych Narwojszów determinowały dzieje rodu, co tak podsumowała podeszła już w latach Urszula: „wydaje się, że Bóg, a może los, każdemu pokoleniu w ich rodzie przeznacza inną dolę, i tak na zmianę kieruje historią Narwojszów: jedno pokolenie spokojne, drugie buntownicze, jedno cnotliwe, drugie grzeszne, jedno trawione ogniem nieugaszonej namiętności, a kolejne pozbawione sił życiowych, nienadające się do niczego. Jej rodzice żyli cnotliwie i po chrześcijańsku, ona i jej świętej pamięci brat przynajmniej się starali […], ale to współczesne pokolenie […] brak jej słów”  A dodać trzeba, że te bunty, cnoty, grzechy i namiętności były naprawdę imponujące, choć żadna z postaci nie jest w „Silva rerum” jednowymiarowa, żadnej nie da się skwitować jednym określeniem: nawet wydawałoby się całkiem banalna Elżbieta, żona i matka, odkrywa, że zwyczajne, codzienne życie jest dla niej źródłem frustracji, że nie miała szansy odkryć, kim jest ani czego naprawdę chce. Finałem zaś tego wątku jest przepiękna i wzruszająca scena miłości dwojga dojrzałych ludzi. Aż dziw, że ostatecznie cała ta rodzinna bujność charakterów i życiowych postaw osiągnęła swą kulminację w postaci Piotra Antoniego, urodzonego księgowego, osobnika przyziemnego do bólu, chociaż i w nim w końcu zagrają Narwojszowskie geny.

Z zapartym tchem

Kristina Sabaliauskaite ze swadą snuje opowieść o Narwojszach przez kolejne pokolenia, nie szczędząc detali i fundując czytelnikom wiele zaskoczeń, gdy stopniowo odkrywa prawdziwe twarze bohaterów, ich skrywane tajemnice, uczucia i namiętności. Z rozmachem litewska autorka rysuje tło historyczne: mamy sceny okrucieństw kozackich, realia wojny północnej, zarazę, pożar Wilna i obyczajowe: życie studentów, zakonnic, żołnierzy, pokazuje miasto i wieś, dwory magnackie i szlacheckie, domy mieszczańskie, gabinet lekarski i zamtuzy. Są bijatyki i pijatyki, głód i wyrafinowane uczty, chuć i niechciane ciąże, grzechy i pokuta, konwenans i swoboda. I jest też barok: nie tylko w wileńskich kościołach, z pietyzmem odbudowywanych po każdym pożarze, ale w języku, w piętrowych, misternie piętrzonych zdaniach, niby karkołomnych, a jednak przejrzystych i precyzyjnych, o rytmie i tonie idealnie dopasowanym do opisywanych sytuacji czy osób, archaizowanych z umiarem, by nie zaciemniać sensu. Ani przez chwilę nie miałem poczucia, że czytam powieść przekładaną z języka obcego. Wielka w tym zasługa tłumaczy, przede wszystkim Izabeli Korybut-Daszkiewicz, która przełożyła dwa pierwsze tomy na poziomie absolutnie mistrzowskim; Kamil Pecela w tomie trzecim stanął przed karkołomnym zadaniem dorównania poprzedniczce, a materiał miał nieco mniej wdzięczny, bo i bohater mu się trafił z mniejszą ikrą, i czasy spokojniejsze; jednak przekład jest wciąż na wysokim poziomie, mimo kilku fałszywych nut. Onieśmielająca objętość „Silva rerum” może działać odstraszająco na czytelników (sam zbierałem się do lektury przez kilka lat), ale opowieść pochłonęła mnie niemal od razu i z zapartym tchem śledziłem perypetie kolejnych Narwojszów. Niecierpliwie wypatruję finałowej części.

Kristina Sabaliauskaite, Silva rerum, tłum. Izabela Korybut Daszkiewicz, Znak 2015.

Kristina Sabaliauskaite, Silva rerum II, tłum. Izabela Korybut Daszkiewicz, Wydawnictwo Literackie 2018.

Kristina Sabaliauskaite, Silva rerum III, tłum. Kamil Pecela, Wydawnictwo Literackie 2021.

 

(Visited 339 times, 74 visits today)

25 komentarzy do wpisu „Dole i niedole rodu Narwojszów (Kristina Sabaliauskaite, „Silva rerum” I–III)”

  1. Jak to, finałowej? To “trójka” nie jest finałowa? :D Jak tak, to u mnie Narwojszowie sobie poczekają. Z dwóch pierwszych tomów pamiętam okruchy i miałem zrobić powtórkę przed trzecim, ale skoro tak, to cierpliwie zasadzę się na komplet :)
    Ale rzeczywiście Silvę czyta się fajnie, choć ja miałem z nią tak, że jak utkłem, to na dwa czy trzy dni, a jak zassało, to cisnąłem po nocach :P

    Odpowiedz
  2. No wiecie, a ja gąska nie słyszałam, chociaż lubię takie sagi…. ale tempo wydawania poszczególnych tomów takie więcej ślimacze, a lubię tego typu opowieści czytać cięgiem. I teraz nie wiem, czy się rzucać, czy czekać na finał. Z drugiej strony cztery tomy to tak dziwnie, co? Trzy się wydają na miejscu, albo pięć, ale cztery? Nie dziwię się, ze się dziwicie. A ja się namyślę co do terminu czytania, chociaż już mnie świerzbią te części mózgu, co to je używam do czytania :-)

    Odpowiedz
  3. Ciekawa jestem tego cyklu, ale poczekam aż pojawi się tom finałowy i wtedy zabiorę się od razu za całość. Nie lubię czytać cykli “na raty”. Super, że tłumacze tak się spisali. Miło, że ich doceniasz. Wielu czytelników często zapomina o nich. :)

    Odpowiedz
  4. A ja jeszcze muszę zeznać, że chyba żadnego litewskiego autora/ki nie czytałam. Więc tym bardziej wypadałoby.
    P.S. O Mickiewiczu nie wspomnę, bo pod przymusem się nie liczy, a poza tym nie zachwyca, jak to pisal inny klasyk.

    Odpowiedz
  5. Dobrze, że doczytałam Twój wpis do końca, nie wiedziałam, że saga jeszcze się nie skończyła. Mnie gabaryty oczywiście onieśmielają, ale rodzicielka będzie zachwycona.;)

    Odpowiedz
  6. Dostałam to w prezencie (2 pierwsze tomy) i leży, chociaż uwielbiam grube książki, bo mnie te kozackie okrucieństwa na początku (ta zakonnica na palu) zdegustowały i odłożyłam. Może to i zgodne z prawdą historyczną ale przyznam, że nie mam obecnie nastroju na takie lektury.

    Odpowiedz

Odpowiedz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: